Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Front wschodni 1941 - 1945.
Autor Wiadomość
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Wto 19 Kwi, 2005   Front wschodni 1941 - 1945.

Zapraszam do dyskusji na temat działań wojennych na froncie wschodnim począwszy od 1941 do 1945.
Chciabym poruszyć tematy związane także z błędami na szczeblu dowodzenia i oceny poszczególnych operacji ofensywnych tak po jednej jak i po drugiej stronie frontu.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Nico
Pułkownik



Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 2515
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 19 Kwi, 2005   

Nie ma co dyskutowac :) , zgraja baranow, z 3,200 starymi czolgami, z brakiem w paliwie, czesciach zapasowych, zadnym przygotowaniem do zimy probowala podbic ZSRR. Jak to sie moglo skonczyc? Tylko na gruzach Berlina ;-) .
_________________
Confederately yours,
PFC Nico, Brotherhood of Beer
 
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Śro 20 Kwi, 2005   

Myślę że jest o czym podyskutować, ponieważ ta armia baranów :) z 3200 starymi czołgami ......... podbiła ogromne tereny Związku Radzieckiego w sześć miesięcy a Armii Radzieckiej wyzwalanie tych samych terenów zajeło trzy lata :)
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
7TPje
Chorąży



Dołączył: 23 Paź 2004
Posty: 453
Skąd: Lublin
Wysłany: Śro 20 Kwi, 2005   

To prawda.Jednak że tak a nie inaczej się stało,w sporej mierze było też zasługą niudolności niektórych dowódców radzieckich i rozkazowi-Ani kroku w Tył szanownego Jurka Stalina.A to że niemcy przegrali tę wojne to sprawka tajnej broni aliantów-Adolfa Hitlera 8) .Przez jego decyzje do piachu poszedł kwiat niemieckiej armii.
_________________
Memento Mori
 
 
 
Viking
Major



Dołączył: 24 Mar 2004
Posty: 1912
Skąd: Białystok
Wysłany: Śro 20 Kwi, 2005   

Cytat:
tajnej broni aliantów-Adolfa Hitlera .Przez jego decyzje do piachu poszedł kwiat niemieckiej armii.
jesli masz na mysli Stalingrad to akurat dezyzja Hitlera byla jak najbardziej uzasadniona-chciano zyskac na czasie i ewakuowac grupe armii walcząca na Kaukazie
 
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Śro 20 Kwi, 2005   

Myslę jednak że główne błedy po stronie Niemieckiej zapadły w sierpniu , gdy OKW zastanawiało się nad dalszym celem ofensywy dla Grupy Armii ,,Środek,,.
Czytając opracowania na temat operacji w Rosji, często można przeczytać ,jak oficerowie błagali Hitlera do wznowienia ofensywy w kierunku Moskwy.
,,Moi generałowie znają Clausewitza, ale niczego nie rozumieją z gospodarki wojennej........ ,, - ale oni wiedziel ,że jeżeli przeciwnikowi pozwoli się na złapanie oddechu , to będzie pożniej trudno go znów rozbić i zniszczyć i jeszcze jedno, wiedzieli także ,że jezeli nie uderzą na Moskwę to kampania przeciągnie się do zimy.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Archanioł
Podpułkownik



Dołączył: 08 Sty 2005
Posty: 2065
Skąd: Płock
Wysłany: Śro 20 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
Myslę jednak że główne błedy po stronie Niemieckiej zapadły w sierpniu , gdy OKW zastanawiało się nad dalszym celem ofensywy dla Grupy Armii ,,Środek,,.
Czytając opracowania na temat operacji w Rosji, często można przeczytać ,jak oficerowie błagali Hitlera do wznowienia ofensywy w kierunku Moskwy.
,,Moi generałowie znają Clausewitza, ale niczego nie rozumieją z gospodarki wojennej........ ,, - ale oni wiedziel ,że jeżeli przeciwnikowi pozwoli się na złapanie oddechu , to będzie pożniej trudno go znów rozbić i zniszczyć i jeszcze jedno, wiedzieli także ,że jezeli nie uderzą na Moskwę to kampania przeciągnie się do zimy.


Akurat w nowszych opracowaniach zarówno zachdonich jak i rosyjskich hołduje się teraz poglądowi, iz decyzja o natarciu na Moskwę była błędna. Po rozbciu Frontu Południowo - Zachodniego należało być konsekwentnym i uderzyć w kierunku Wołgi i Stalingradu. Autorzy Ci są zdania, ze taki kierunek natarcia doprowadziłby do klęski ZSRR najpóźniej w 1942 gduż na południiu już nie było wielkich sił mogących przeciwstawić się Niemcom.
_________________
"Bogowie dają sztukę wojenną narodom, którym chcą zapewnić szczęście" - Sokrates
 
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Czw 21 Kwi, 2005   

Myślę że te pomysły są błędne czego dowodem są ciężkie walki na południowym odcinku frontu pomiędzy listopadem 1941 a majem 1942roku.
Ponadto większość sił Wehrmachtu wraz z dywizjami pancernymi była zesrodkowana na środkowym odcinku frontu, więc potrzebny byłby czas na przeżucenie tak dużych sił na południe co wiązało się z utratą czasu a co najważniejsze umożliwiło by się przeciwnikowi na umocnienie i odtworzenie rezerw - a te były nie wyczerpalne.
Halder pisał w swoich pamiętnikach -,, codziennie niszczymy kilkanaście radzieckich dywizji, ale co z tego skoro następnego dnia pojawia się dwa razy wiącej,,.
Dlatego uważam że błedem było zaniechanie natarcia w kierunku Moskwy, jej zdobycie może by nie zakończyło wojny ale było by bardzo silnym ciosem dla Związku Radzieckiego.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Bergman
Kapitan



Dołączył: 22 Paź 2004
Posty: 1367
Skąd: Żory
Wysłany: Wto 26 Kwi, 2005   

psychologiczne znaczenie byłoby na pewno nie do przecenienia. Pamiętajcie że w czasie rewolucji czerwoni ani razu się z moskwy nie musieli wycofac. Gdyby Hitler moskwe zdobył, Stalin i spółka w zasadzie nie miałaby jakiegoś dobrego miejsca na miejsce dowodzenia. W moskwie było wszystko. Druga dawna stolica - Leningrad (Piotrogród) oblęzone, wiec tam też nic niełby do szukania.
A gdyby zainstalowałi niemcyn w moskwie jakis biały rząd, to juz całkiem bysię CCCP posypał...
(Na całe szczęście dla sowietów Niemcy mieli kuku na punkcie rasy i lebensraumu więc to raczej nie wchodziłoby w grę)
_________________
- Jak się nazywasz przystojniaku?
- Borewicz
- A jak masz na imię?
- Porucznik
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Wto 26 Kwi, 2005   

tak tylko dzięki błędom Hitlera , Rosjanie zawdzięczają to że nie stracili w 1941roku Leningradu i Moskwy , kto wie jak by potoczyła się wojna na wschodzie po zajęciu obu tych dużych miast :?:
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Archanioł
Podpułkownik



Dołączył: 08 Sty 2005
Posty: 2065
Skąd: Płock
Wysłany: Wto 26 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
Myślę że te pomysły są błędne czego dowodem są ciężkie walki na południowym odcinku frontu pomiędzy listopadem 1941 a majem 1942roku.
Ponadto większość sił Wehrmachtu wraz z dywizjami pancernymi była zesrodkowana na środkowym odcinku frontu, więc potrzebny byłby czas na przeżucenie tak dużych sił na południe co wiązało się z utratą czasu a co najważniejsze umożliwiło by się przeciwnikowi na umocnienie i odtworzenie rezerw - a te były nie wyczerpalne.
Halder pisał w swoich pamiętnikach -,, codziennie niszczymy kilkanaście radzieckich dywizji, ale co z tego skoro następnego dnia pojawia się dwa razy wiącej,,.
Dlatego uważam że błedem było zaniechanie natarcia w kierunku Moskwy, jej zdobycie może by nie zakończyło wojny ale było by bardzo silnym ciosem dla Związku Radzieckiego.


No to akurat po odejściu na Kijów Guderiana nie zabardzo odpowiada pradzie że na środkowym odcinku frontu, albo nie umiem liczyć :lol: Zauważ, że natarcie na Moskwę doprowadziło do znacznego wzmocnienia GA Środek kosztem sąsiednich GA. Natarcie na Wschód przez Don do Stalingradu po zniszczeniu całego Frontu Południowo - Zachodniego doporowadziłoby do tego, że Rosjanie musieliby szybko wzmacniać front południowy. konsekwencją tego manewru byloby - przy szybkich postępach Niemców niszczenie całych dywizji rosyjskich zanim utworzone zostałoby coś co mozna nazwać frontem.
_________________
"Bogowie dają sztukę wojenną narodom, którym chcą zapewnić szczęście" - Sokrates
 
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Wto 26 Kwi, 2005   

tak tylko pisząc mialem na uwadze działania GA ,,Środek,, w lipcu i sierpniu, a nie na przełomie sierpień-wrzesień. Jażeli chodzi o Operację ,,Tajfun,, to owszem GA ,,Środek,, została wzmocniona kosztem pozostałych Grup Armijnych a w szczególności GA,,Północ,,.
Nie zapominajmy, że jednym z zasadniczych celów operacji ,,Barbarossa,, ,było zdobycie Moskwy i gdyby nie decyzje Hitlera to zapewne tak by się stało.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Sob 30 Kwi, 2005   

Czy wojska niemieckie były w stanie zdobyć Moskwę w 1941r, czy Hitler był w stanie wygrać tę wojnę , jakie były błędy niemieckich i radzieckich dowódców w pierwszym etapie wojny i ich konsekwencje dla obu walczących stron :?:
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Nico
Pułkownik



Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 2515
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob 30 Kwi, 2005   

Niemcy nic nie mogly zrobic, tylko przegrac.

Grupa armii poludnie sama nie mogla zdobyc Kijowa, bez pomocy z grupy polnoc. Grupa srodek bez pomocy grup pancernych z polnocy i poludnia do Moskwy by nie dotarla. Wogole dotarla na przedpola, zeby zaraz byc odrzucona 200 km dalej. Pojscie na Moskwe bez zdobycia Kijowa? I co, taka wielka sila radziecka na flance i liniach komunikacyjnych grupy srodek? Trzeba bylo ta flanke czyms obsadzic. Albo oslabiamy piesc...i napewno nigdzien ie dojezdzamy, albo slaba flanka i byle kontratak zmiata ja...zreszta paliwa juz nie mieli zeby z marszu dalej isc w lipcy na Moskwe. Potrzebowali pauze, paliwa mieli jedynie na skok do Kijowa vide zapiski z dziennika szefa sztabu Wehmrachtu gen. Haldera.

Hitlerowski plan podboju ZSRR byl tak zreczny i prosty, ze mozna go wyrazic w dwoch slowach - nakryjemy ich czapkami .
Do realizacji jakze blyskotliwej koncepcji zabraklo drobnostki...czapek.
Radziecki wywiad wojskowy wiedzial o tym i wyciagal prawidlowe wnioski: Niemcy nie sa przygotowane do wojny.
- brak olejow i smarow niezamarzajacych w niskich temp. jakie ZAWSZE wystepuja w ZSRR. Temp. krzepniecia niemieckiej benzyny wynosila od -9,6 do 14,5 celcjusza w zaleznosci od rodzaju. Tylko kompletny idiota mogl z taka benzyna rozpoczynac wojne w kraju, gdzie -20 zima jest norma.
- brak 6 milionow kozuchow, czapek, rekawiczek, cieplej bielizny, ocieplanych namiotow, swetrow itd [piecykow, nart, placht maskujacych, agregatow do podgzewanai wody, mrozodopornych akumulatorow itd itp] dla Wehrmachtu, SS, Luftwaffe
- 3,200 stary czolgow, z ktorych zaden nie dorowynywal 2,000 T-34 i KV-1,2

Tylko zaatakowanie z zaskoczenia i zlapanie przeciwnika na przegrupowywaniu sie i panowanie w powietrzu pozwolilo dojsc Niemcom pod Moskwe, ale stali pod Leningradem i na poludniu. Dlaczego Rosjanie dali sie zaskoczyc...coz przeciez Niemcy nie byli przygotowani do wojny.

Bledny kontratak na wiosne Stalina, otworzyl Niemcom droga na Stalingrad...ale i to nie wystarczylo.

Niemcy wygrac nie mogli, bo do wojny gotowi nie byli. Zreszta jak mieli wygrac? Przeciez mieli jeden front na Atlantyku, jeden nad Anglia-Niemcami powietrzny, jeden w Europie - partyzantow i jeden w Afryce. I co, mieli jeszcze Rosje pokonac, jak nie mogli pokonac malej Anglii??

Krotko mowiac Barbarossa zalamala sie pod koniec lipca, bo do tej pory ofensywa trwala wszedzie. Od lipca juz tylko na wybranych kierunkach. Caly plan Barbarossa okazal sie jeszcze duzo przed zima nic nie warty.
_________________
Confederately yours,
PFC Nico, Brotherhood of Beer
 
 
 
Viking
Major



Dołączył: 24 Mar 2004
Posty: 1912
Skąd: Białystok
Wysłany: Sob 30 Kwi, 2005   

Cytat:
Niemcy nic nie mogly zrobic, tylko przegrac
eee nieprawda:

1. należało zaatakowac nie pod koniec czerwca tylko miesiąc ,póltora wcześniej (tak jak Barbarossa miała być przeprowadzona pierwotnie) wtedy pod Moskwą Niemcy staneliby we wrześniu a to zmieniłoby diametrialnie sytuacje-wiadomo że przekreślono to angażując sie w awanture bałkanską

2.błędem strategicznym było niezdobycie Leningradu-Niemcy po prostu nie chcieli tego zrobić , bo kłopoty z aprowizacją ludności cywilnej po ewentualnym zdobyciu miasta ich przerażały -był to poważny błąd , bo po zajęciu Ukrainy na południu i zdobyciu Leningradu na polnocy praktycznie wszystkie siły można by było rzucić na kierunek moskiewski-a tak Niemcy zostawili Leningrad, który angażował im do 1944r całą grupe armii i prowokował ciągłe ataki radzieckie w tamtym rejonie(próby deblokady miasta)

3.należało lepiej wykorzystać propagande by przeciagnąc na swoja strone ludnosc cywilna-ale cóż niemiecka pewność siebie i ,,wyższość" nad innymi nie pozwoliła na zrealizowanie tego w 1941r-a takie próby podejmowane w 1943/44r były juz spóźnione

4.należało też wszelkimi możliwymi sposobami nakłonić Japonie do ataku, nawet o charakterze pomocniczym przeciw ZSRR-Niemcy akurat zachowali sie w kwestii nacisku na Japonie raczej biernie co zemściło sie chociażby pod Moskwą gdy wojska radzieckie uratowały posiłki własnie z dalekiego wschodu
Ostatnio zmieniony przez Viking Sob 30 Kwi, 2005, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Nico
Pułkownik



Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 2515
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob 30 Kwi, 2005   

Viking napisał/a:
1. należało zaatakowac nie pod koniec czerwca tylko miesiąc ,póltora wcześniej (tak jak Barbarossa miała być przeprowadzona pierwotnie) wtedy pod Moskwą Niemcy staneliby we wrześniu - pażdzierniku a to zmieniłoby diametrialnie sytuacje-wiadomo że przekreślono to angażując sie w awanture bałkanską


Taa? Listopad? Staneli by pod Moskwa i ugrzezli, wlasnie Niemcy czekali na zime, zeby czolgi mogly dalej jechac bo bloto zatrzymalo ich kompletnie. Dojechali by w takim samym stanie i zostali odrzuceni przez posilki z Syberii.

Wszystkie inne argumenty sa tylko dowodem jak wlasnie do wojny sie nie przygotwali Niemcy i wygrac nie mogli -> Japonia, jak olali przychylna im ludnosc cywilna itd. To tylko dowod na to, ze byli zbyt glupi, zeby ta wojne wygrac. Jak sie idzie na taka potege to trzeba sie przygotowac na kazdym mozliwym froncie, a oni pojechali jak na majowke i jeszcze ludnosc cywilna zniechecili do siebie. Tak, wiec wygrac nie mogli, bo nawet nie PROBOWALI dogadywac sie z Japonia, odrazu zniechecali ludnosc cywilna. Tutaj nie bylo problemu czy tak a moze inaczej. Tylko nie zrobiono NIC w sprawie Japonii i to samo z ludnoscia cywilna. Odrazu wpadlo SS i zaczelo robic porzadki. Glupota zwyciezyla ;) .
_________________
Confederately yours,
PFC Nico, Brotherhood of Beer
 
 
 
Viking
Major



Dołączył: 24 Mar 2004
Posty: 1912
Skąd: Białystok
Wysłany: Sob 30 Kwi, 2005   

może i głupota, trudno dziś rozstrzygać co spowodowalo takie czy inne posunięcia np polityczne-w każdym razie przy innym rozstrzygnieciu kwestii ludności cywilnej ,sojuszu z Japonią czy ataku w kwietniu a nie czerwcu kampania była do wygrania-a w kazdym razie duzo bardziej prawdopodobne bylo by zdobycie Moskwy i osiągnięcie innych celow kampanii
 
 
 
kapral
Chorąży


Dołączył: 06 Gru 2005
Posty: 432
Skąd: WARSZAWA
Wysłany: Nie 26 Sie, 2007   

Trzy dni z operacji budziszyńskiej
16 kwietnia
Na trzy dni przed rozpoczęciem operacji berlińskiej zaplanowano pierwsze aktywne działania (oddziały rozpoznawcze 8. Dywizji Piechoty na odcinku 34. Pułku Piechoty) następne w nocy na 16 kwietnia działania aktywne podjęły pozostałe wyznaczone jednostki 2. Armii WP. Stało się tak, ponieważ dane rozpoznania, jakimi dysponowało dowództwo armii (otrzymane od wycofujących się sowieckich oddziałów) były nie kompletne, dlatego postanowiono spróbować rozpoznać przeciwnika dodatkowo przy pomocy wydzielonych oddziałów utworzonych z pierwszorzutowych dywizji. Na odcinku 8. Dywizji Piechoty w dniu 13 kwietnia, o godz. 22.00. przeprawiła się na drugi brzeg 7. Kompania 34. Pułku Piechoty. Po zaciętej walce Polakom udało się zdobyć przyczółek w rejonie leśniczówki na południe od Rothenburga oraz ująć przy tym dwóch żołnierzy ze 128. Batalionu Volkssturmu. Drugi przyczółek w nocy na 16 kwietnia dywizja uchwyciła na odcinku 36. Pułku Piechoty w rejonie Nieder Neundorf utrzymano je do czasu rozpoczęcia ofensywy. Nieco inaczej potoczyły się wydarzenia na odcinku 9. Dywizji Piechoty. Oprócz rozpoznania niemieckich pozycji miała ona jeszcze opanować dużą wyspę na Nysie. Z dwóch wzmocnionych batalionów, które wzięły udział w akcji, przyczółek zdołał zdobyć jedynie II. Batalion 28. Pułku Piechoty. Mimo kontrataków batalion ten utrzymał zdobyte pozycje do momentu rozpoczęcia natarcia całej armii. Na odcinku zajmowanym przez siły 7. Dywizji Piechoty rozpoznanie walką przeprowadziła 6. Kompania 37. Pułku Piechoty, która wylądowała na południowy wschód od Lodenau nie zdołała ona jednak mimo zaciętej obrony utrzymać do rozpoczęcia ofensywy przyczółka. Podobnie nie powiodła się akcja przeprowadzona przez siły 25. Pułku Piechoty z 10. Dywizji Piechoty. W sumie mimo nie małych strat żołnierze polscy zdołali zdobyć i utrzymać trzy przyczółki oraz znacznie lepiej rozpoznać obronę przeciwnika. Do dnia rozpoczęcia ofensywy rozpoznano 9 z 11 niemieckich batalionów znajdujących się w pierwszym rzucie. Dane te umożliwiły dowódcom dywizji uściślić i skorygować posiadane informacje o nieprzyjacielu. Uzyskane w okresie przygotowawczym do operacji informacje o nieprzyjacielu w znacznym stopniu spełniały zapotrzebowanie sztabu armii w zakresie podjęcia poprawnej decyzji do forsowania Nysy i przełamania niemieckiej pozycji. Rozpoznanie terenów położonych w głębi niemieckiej obrony miały zapewnić samoloty 2. Armii Lotniczej. Jak się potem okaże rozpoznanie z powietrza nie powiodło się całkowicie nie wykryło, bowiem z powodu licznych lasów praktycznie żadnych sił niemieckich. W tej sytuacji szybko okazało się, że dowództwo armii przyjęło całkowicie błędną kalkulacje, zakładającą występowanie przed frontem 2. Armii WP sił niemieckich liczących jedynie ok. 19 tys. W czasie operacji po wprowadzeniu odwodów wcześniej nierozpoznanych przez lotnictwo rozpoznawcze okazało się, że siły niemieckie wynosiły ok. 40 tys. żołnierzy, w tym oddziały pancerne i zmechanizowane, które posiadały ok 250 czołgów i dział szturmowych.
O godz. 6.15. rozpoczęło się 145 minutowe przygotowanie artyleryjskie wykonane przez ok. 1300 dział oraz wyrzutni sowieckich katiusz. W pasie natarcia 8. Dywizji Piechoty na jeden kilometr przypadało 228 dział, na odcinku 9. Dywizji Piechoty nieco mniej, bo 168 dział. W ogniowym przygotowaniu ataku brało udział też 101 wozów bojowych (5. Pułk Czołgów Ciężkich, 25., 28. Pułki Artylerii Pancernej, oraz 10., 11. i 12. Dywizjon Artylerii Pancernej). Z powietrza atak na niemieckie pozycje wykonały samoloty 308. Dywizji Lotnictwa Szturmowego oraz 256. Dywizji Lotnictwa Myśliwskiego. Dowództwo armii oceniło bardzo pozytywnie skutki działania ostrzału, które miało w znacznym stopniu zniszczyć lub obezwładnić niemiecką artylerię. Tymczasem Niemcy wiedząc o przygotowanym natarciu tuż przed ostrzałem opuścili okopy i schronili się w bezpiecznych miejscach na tyłach bronionych pozycji. Dzięki temu ponieśli znacznie mniejsze straty niż zakładało polskie dowództwo.
Tymczasem o godz. 6.55 dowodzona przez płk. Grażewicza 8. Dywizja Piechoty rozpoczęła forsowanie rzeki wykorzystując uchwycone wcześniej przyczółki. W pierwszym rzucie dywizji rzekę forsowały bataliony 34. i 36. Pułku Piechoty w drugim zaś posuwać się miał 32. Pułk Piechoty. Nacierający na lewym skrzydle 36. Pułk Piechoty w pierwszej linii posiadał I., III. Bataliony wzmocnione przez 3. Pułk Moździerzy, 53. Pułk Artylerii Pancernej, II/16. Brygady pancernej oraz 1 kompanie saperów 19. Batalionu Saperów. Mimo tak silnego wsparcia artyleryjskiego Niemcy stawili nad podziw silny opór nacierającym, wykorzystując zapory z drutu kolczastego oraz liczne pola minowe. Do godz. 8.40 wszystkie oddziały 36. Pułku Piechoty znalazły się na zachodnim brzegu. A o godz. 9.00 Polacy rozpoczęli generalny szturm niemieckich pozycji na zachodnim brzegu. Zgodnie z planem razem z piechotą do forsowaniem piechoty miały przystąpić bataliony 16. Brygady Pancernej. Forsowanie czołgów miało być przeprowadzone pomiędzy folwarkiem Prędocice a młynem wodnym. Ponieważ saperzy nie zdołali na czas wybudować mostu, postanowiono przeprowadzić czołgi w bród. Jednak dobry pomysł nie udało się zrealizować, ponieważ pierwsza maszyna dostała w wieże, (która została odrzucona w bok) z pancerzownicy. Wrak czołgu zatarasował drogę pozostałym czołgom batalionu. Z powodu dwumetrowej skarpy innego dogodnego dojścia do rzeki dla przeprawy czołgów na zachodni brzeg nie znaleziono. W tej sytuacji dowódca brygady płk. Kudriawcew zdecydował, aby III Batalion przeprawił się przez Nysę w pasie 28. Pułku 9. Dywizji Piechoty. 1. Kompania II Batalionu została natomiast skierowana na przeprawy sąsiedniej 254. Dywizji Strzelców. Taka sytuacja spowodowała znaczne opóźnienie wejścia do walki czołgów brygady. Dopiero, bowiem o godz. 12.00 pierwsze czołgi osiągnęły zachodni brzeg Nysy. Pół godziny za nimi przeprawiły się w bród działa pancerne 28. Pułku Artylerii Pancernej. Natarcie 36. Pułku Piechoty ppłk. M. Kiryluka przebiegało w ścisłym współdziałaniu z sowieckim 929. Pułkiem Strzelców. Przyniosło to efekt w postaci zdobycia silnego punktu oporu wroga na pierwszej pozycji, jakim była wieś Nieder Neundorf. Wieś opanowano jednak dopiero o godz., 14.00 po odparciu niemieckiego kontrataku wspartego przez 3 czołgi i 2 działa pancerne. Kontratak odparto głównie dzięki wsparciu piechoty przez czołgi 16. Brygady Pancernej, 28. Pułku Artylerii Pancernej oraz 53. Pułku Artylerii Przeciwpancernej. Po zdobyciu wioski pułk zaczął zbliżać się do kolejnych punktów oporu – stacji kolejowej i wsi Biehain. Dalsze natarcie pułku jednak zostało zatrzymane silnym niemieckim kontratakiem, w którym wzięło udział 5 dział pancernych oraz kompanią z 1. Dywizji Grenadierów Pancernych „Brandenburg”. Kontratak niemiecki był wsparty przez ostrzał artyleryjski oraz atak z powietrza. W wyniku zaciętych walk kontratak udało się polakom odeprzeć (podano, że w walce zginęło lub zostało rannych ok. 80 Niemców). Po odparciu niemieckiego kontrataku Polacy sami ponownie przeszli do uderzenia w wyniku, którego w końcu zdobyto stację i wieś Biehain, a następnie odrzucili Niemców za linię kolejową Mittel Horka – Mockenhain. Do końca dnia pułk zdołał uchwycić przyczółek na zachodnim brzegu Weisser Schops w odległości 500m na północ od Mittel Horka. Prawy sąsiad 36. Pułku – 34. Pułk Piechoty mjr. Spluto, rozpoczął przeprawę I. Batalionem o godz. 8.30 za nim w drugim rzucie przeprawę zaczął III. Batalion, który wcześniej walczył o przyczółki przed rozpoczęciem operacji. Batalion ten po sforsowaniu rzeki utknął na dwie godziny przed pierwszą transzeją bronioną zacięcie przez Niemców silnym ogniem broni maszynowej i ostrzałem moździerzowym. Dopiero koło godz. 12.00 dzięki wsparciu czołgów III Batalionu 16. Brygady Pancernej pułk ruszył wolno do przodu docierając do szosy Rothenburg – Nieder Neundorf i przerywając ostatecznie połączenie między obydwoma silnymi punktami oporu. Dzięki takiemu rozwojowi sytuacji nieoczekiwanie pułk wysunął się do przodu w stosunku do swoich sąsiadów – 36. Pułku Piechoty i 28. Pułku Piechoty z 9. Dywizji Piechoty. Dalsze posuwanie się do przodu pułku zostało zatrzymane jednak przez niespodziewany kolejny niemiecki kontratak. W rejonie Geheeg w niemieckim kontrataku wziął udział odwodowy batalion szturmowy pionierów wsparty kilkoma wozami bojowymi oraz batalion artylerii przeciwlotniczej posiadającej na staniu także działa przeciwlotnicze 88mm. Koło godz. 13. 30 I. Batalion wraz z czołgami III. Batalionu 16. Brygady Pancernej podszedł do wioski Geheege od strony południowo-wschodniej. Utkną on jednak w ogniu broni maszynowej i moździerzy obrońców. Tymczasem II. Batalion działający na lewym skrzydle pułku w terenie lesistym, posuwając się wzdłuż toru kolejki wąskotorowej Rothenburg-Biehain, stoczył dramatyczną walkę z Niemcami, którzy obsadzili las położony na południe od Geheege. Atak 34. Pułku Piechoty na miejscowość Geheege rozpoczął się o godz. 14.30 przy wsparciu czołgów brygady pancernej. Pierwsze ataki zostały jednak odparte przez niemieckich obrońców. Kiedy kolejny atak też się załamał postanowiono, więc zdobyć ten punkt oporu dwustronnym oskrzydleniem. Nieco później do walki o Geheege od strony północnej weszły także bataliony sąsiedniego 28. Pułku Piechoty wsparte bateriami 63. Pułku Artylerii Przeciwpancernej i II Batalionu 16. Brygady Pancernej. Po niezwykle zaciętej walce koło godz. 17.30 wieś została wreszcie opanowana przez nacierających polaków. Zaraz po zdobyciu miasteczka pułk ruszył szybko w kierunku kolejnego umocnionego miasteczka Horka, lecz zdołał tylko dotrzeć do wieczora na jej wschodni skraj. Atak na nią trzeba było odłożyć do następnego dnia. Drugorzutowy 32. Pułk Piechoty wraz z 72. Pułkiem Artylerii Przeciwpancernej oraz 44. Pułk Artylerii Haubic zaczął przeprawę o godz. 9.00. do tego czasu nadal toczyły się zacięte walki na innych odcinkach o przedni skraj niemieckiej obrony. Dlatego oddziały pułku od razu po sforsowaniu wchodziły do walki z marszu. W wyniku zaciętych walk dywizja tego dnia zdołała włamać się na głębokość 7 km, podchodząc do trzeciej pozycji obrony nieprzyjaciela. Dywizja nie wykonała powierzonego jej zadania główną tego przyczyną niespodziewanie silny opór Niemców. Okazało się też, że ostrzał artyleryjski w znacznej części trafił w próżnie i nie przyniósł Niemcom strat. Inną przyczyną niepowodzenia było zbyt szybkie wprowadzenia do walki drugiego rzutu dywizji w postaci 32. Pułku Piechoty. W tej sytuacji pułk nie mógł rozwinąć zaplanowanego natarcia. W tym czasie walcząca na lewym skrzydle 52. Armia nacierała wojskami swojego prawego skrzydła a więc 73. Korpusem Strzelców oraz częścią 78. Korpusu Strzelców (373. Dywizja Strzelców). Do końca dnia sowiecka armia osiągnęła linie Południowy wschód miasta Horka, Muckenhain, południowy zachód Gross Krausach, północna część Pieńska, zachodni skraj Dłużyny Dolnej. Na pozostałym odcinku frontu dywizje armii prowadziły jedynie aktywne działania obronne. Można powiedzieć, że prawe skrzydło sowieckiej armii włamało się na podobną głębokość jak polskie dywizje.
Działająca na prawo od 8. Dywizji – 9. Dywizja Piechoty płk. Łaskiego główne natarcie rozwinęła z rejonu położonego na południe od Prędocic, gdzie utrzymywała zdobyty w nocy z 15 na 16 kwietnia przyczółek. Nacierał tu 28. Pułk Piechoty płk. W Popki wsparty II. i III. Dywizjonem 40. Pułku Artylerii Lekkiej, 63. Pułk Artylerii rakietowej, 2. Kompanią 20. Batalionu Saperów oraz I. Batalionem 16. Brygady Pancernej. Tuż przed godz. 7.00 rozpoczęła się przeprawa pierwszych oddziałów II. Batalionu a następnie I. Batalionu, przy czym korzystano z mostka szturmowego, podręcznych środków przeprawowych i łodzi saperskich. Jeszcze w czasie ostrzału artyleryjskiego saperzy zaczęli ustawiać nowy 30-tonowy most w odległości ok. 200 m na południe od Prędocic. O godz. 8.00 ruszyły do przeprawy w bród przez Nysę czołgi I Batalionu 16. Brygady Pancernej. Stosunkowo szybko na drugim brzegu znalazło się już 17 czołgów brygady. O godz. 10.30 batalion czołgów wyszedł na szosę Rothenburg - Nieder Neundorf. Zbyt szybko posuwające się czołgi bez piechoty wpadły pod silny ogień przeciwpancerny oraz nierozpoznane pole minowe. Od ognia niemieckich niszczycieli czołgów spłonęły dwa czołgi a dwa inne zostały uszkodzone. Ponadto jeden czołg został uszkodzony na minie. W walce ranny został dowódca batalionu mjr. Gorczakow. W tym czasie 28. Pułk Piechoty wsparty przez 12 Dywizjon Artylerii Pancernej starał się przełamać pozycje wroga na przednim skraju obrony. Dywizjon Artylerii Pancernej w walce zniszczył 2 działa i 3 karabiny maszynowe. Grupy bojowe tworzone w czasie walki musiały pojedynczo niszczyć każdy punkt oporu. O godz. 9.30 walki już toczyły o zdobycie drugiej transzei żołnierze robili wszystko, aby dane im było utrzymać przyczółek na zachodnim brzegu Nysy posuwając się wolno do przodu i ponosząc przy tym znaczne straty w sprzęcie. Dopiero koło południa Polakom udało się przełamać pozycje na południe od Rothenburga, co zmusiło Niemców do odwrotu w kierunku miejscowości Geheege i Algier. Nacierający pułk został zatrzymany wieczorem przed północną częścią umocnionego miasteczka Horka. Koło godz. 8.30 a więc na dziesięć minut przed zakończeniem przygotowania artyleryjskiego do forsowania rzeki przystąpiły bataliony 26. Pułku Piechoty ppłk. A.Sosnory. Niemcy jednak na czas ostrzału ukryli się w bezpiecznych miejscach i kiedy pojawili się polscy piechurzy otworzyli do nich morderczy ogień. W ciągu godziny pułk mimo silnego ognia przy znacznych stratach zaległ na przedpolu Rothenburga. Niemcy, bowiem wszystkie domy na skraju miasta zamienili na silne punkty oporu. Kolejne ataki polskich żołnierzy przez dwie godziny załamywały się w ogniu grenadierów. Dopiero pojawienie się dział artylerii pułkowej przechyliło ostatecznie szalę zwycięstwa na korzyść Polaków, którzy wdarli się do centrum miasta. Mimo to opór Niemców nie zmalał zdobycie każdej ulicy, domu skweru przynosiło znaczne straty po obydwóch stronach. Dopiero koło godz.18.30 ostatecznie pułk zdołał opanować całe miasto o zaciętości walk świadczyć mogą straty poniesione przez pułk wyniosły one ok. 100 zabitych i zaginionych oraz ok. 300 rannych. W czasie, gdy 26.Pułk Piechoty za wszelką cenę zdobyć Rothenburg dowódca dywizji wprowadził pomiędzy 26. a 28.Pułkiem część odwodu w postaci I. Batalionu 30. Pułku Piechoty. Główne siły tego pułku przeprawiły się przez rzekę w godz. 11.00 – 12.00 po częściowo zniszczonym moście na południowy zachód od Prędocic. Po jego zawaleniu w bród i posuwały się za 28. Pułkiem i do końca dnia dotarły do wsi Geheege. O godz. 15.00 znajdując y się na przedzie pułku III. Batalion wspierany przez 1 kompanie 16. Brygady Pancernej dotarł do skraju lasu przed północny skrajem osiedla Geheege. Tymczasem od południa i środkową część tej miejscowości toczyły walki oddziały 34. Pułku Piechoty i 3 kompanii 16. Brygady Pancernej. Ostatecznie zadanie zdobycia miasteczka Geheege przypadło II., III Batalionom 28. Pułku Piechoty. Przy czym II Batalion pozostał w miasteczku na jakiś czas do oczyszczenia go z ostatnich niemieckich żołnierzy. Mimo podejmowanych wysiłków tego dnia 9. Dywizja Piechoty nie dotarła do Weisser Schops i nie opanowała wraz z oddziałami 8. Dywizji Piechoty Niesky. A nocne natarcie, które miało przynieść opanowanie Horki i Uhsmannsdorfu całkowicie się nie udało. Mimo znacznej przewagi sforsowanie Nysy i zdobycie Rothenburg zajęło oddziałom polskim znacznie więcej czasu i sił. Dlatego dywizja tego dnia przełamała dwie niemieckie pozycje obronne wdzierając się na głębokość ok. 6 km. Poniosła jednak podczas walk znaczne straty np. 28. Pułk Piechoty stracił tego dnia 42 zabitych oraz 135 rannych. Do końca dnia z rejonu walk ewakuowano 289 rannych, z których 5 zmarło.
Ciężkie walki w tym dniu czekały jeszcze oddziały 7. Dywizji Piechoty, które forsowały Nysę na północ od Rothenburga. Nacierający tu 37.Pulk Piechoty z 38. Pułkiem Artylerii Lekkiej (bez I. Batalionu) wykorzystując zdobyty wcześniej przyczółek niemal bez strat przeprawił się przez rzekę. Już o godz. 7.25 pułk natarł na niemieckie pozycje bronione przez pododdziały 1. Pułku Grenadierów Pancernych dywizji „Brandenburg”. Nacierające polskie oddziały natknęły się na duże pole minowe w tym samym mon0nce dostały się też pod silny ogień prowadzony z rejonu Bremenhainu i Rothenburga. Sytuacja znacznie się pogorszyła, kiedy oddziały zostały zatrzymane przed miasteczkiem Noes. Walczący pułk posiadał jedynie batalionowe środki ogniowe. 78. Pułk Artylerii Przeciwpancernej pozostał, bowiem na drugim brzegu z powodu braku możliwości przeprawy przez rzekę. Dopiero po dwu-i półgodzinnej bez owocnej walce płk. Prusp Więckowski nakazał wykonać oddziałem wydzielonym w kierunku Dunkelhauser. Jednocześnie wprowadzono z odwodu do walki III Batalion 33. Pułku Piechoty miał on wejść do walki na prawym skrzydle 37. Pułk Piechoty i zdobyć Bremenhain. Niemiecki opór zatrzymał polskie natarcie nie zdołano opanować wyznaczonych celów. Dywizja przy tym poniosła straty jednak działania 37.Pułku Piechoty pomogły nacierającemu nie opodal 26. Pułkowi Piechoty w jego walce o miasto Rothenburg. Ostatecznie koło godz. 20.00 czołowe oddziały dywizji zaległy pod ciężkim ostrzałem niemieckim i przeszły do obrony na wschód od toru kolejowego Rothenburg-Lodenau, na odcinku 300 m na południe od Lodenaudo Noes. W wyniku walk tego dnia dywizja przełamała dwie transzeje niemieckiej obrony i zdobyła przyczółek głębokości około 1,5-2 km i szerokości 3,5 km. Straty dywizji wyniosły 17 kwietnia 32 poległych oraz 92 rannych.
Na prawym skrzydle 10. Dywizja Piechoty działała na 20-kilometrowym odcinku armii. Mimo niepowodzeń, jakie poniosła dywizja podczas próby forsowania 16 kwietnia tego dnia postanowiono jeszcze raz spróbować zdobyć przyczółek. O godz. 6.15 artyleria polska otworzyła ogień na zachodni brzeg Nysy. Forsować rzekę miał 29. Pułk Piechoty przy wsparciu 80 dział i moździerzy. Saperzy postawili zasłonę dymną a pierwsze kompanie zaczęły przeprawę na drugi brzeg. O godz. 7.30 pierwsze oddziały osiągnęły drugi brzeg i szybko zdobyły pierwszą transzeje, lecz druga okazało się poza ich zasięgiem. Pozbawione prawie wsparcia oddziały polskie zaczęły ponosić znaczne straty od silnego i celnego ognia Niemców. Pierwsze forsowanie kosztowało pułk 89 zabitych, 94 rannych oraz 20 zaginionych. Te nie powodzenie nie zraziło dowództwo dywizji, które postanowiło jeszcze raz spróbować forsować rzekę. Tym razem natarcie miały prowadzić siły 27. i 29. Pułku Piechoty na odcinku położonym na południe od wzg. 151,8 poczym zamierzano uderzyć w kierunku Tranke, Neudorf w celu zniszczenie niemieckich oddziałów zajmujących pozycje przed siłami 25. Pułku Piechoty. Drugą próba sforsowania rzeki podjęto po 15-minutowym przygotowaniu artyleryjskim, w późnych godzinach popołudniowych. Mimo silnego ognia prowadzonego przez niemieckie oddziały II. Batalion 27.Pułku Piechoty przeprawił się przez rzekę i przełamał pierwszą a następnie drugą transzeję i włamał się w trzecią. Na tym jednak zakończyły się sukcesy walecznego batalionu. Niemcy szybko przegrupowali swoje siły i przeszli do zdecydowanego kontrataku. Mimo zaciętej obrony do godz. 22.30 ostatni polscy żołnierze opuścili zachodni brzeg. Walki jednak dalej trwały o godz. 2.00 kontratakujący Niemcy przekroczyli rzekę w bród i wbili się w osłabioną obronę batalionu. Po przegrupowaniu sił pułku Polacy przeszli do kontrataku ostatecznie wypierając do godz. 5.00 odziały niemieckie. Główną przyczyną niepowodzenia forsowania Nysy przez pułki 10. Dywizji Piechoty było użycia podczas jego zbyt małych sił na zbyt szerokim odcinku. Tymczasem nacierająca na prawym skrzydle sowiecka 14. Dywizja Strzelców Gwardii udanym atakiem szybko zlikwidowała niemiecki przyczółek na Nysie. Następnie wraz z całym 34. Korpusem Strzelców Gwardii sforsowała rzekę i wyszła na linie Bad Muskau, Sagar. Działania sowieckiej dywizji znacznie ułatwiła zadanie 10. Dywizji Piechoty, co ta zupełnie nie wykorzystała. Do końca dnia 34. Korpus Strzelców Gwardii przełamał główną pozycje niemiecką włamując się na głębokość do 6 km i prowadząc walki na rubieży: Klein Duben, Befg, Keula, Sagar.
Mimo opanowania stosunkowo niewielkich przyczółków dowództwo armii zdecydowało o wprowadzić drugi rzut do walki. Jako pierwsze o godz. 12. 00 przeprawę miały zacząć brygady 1. Korpusu Pancernego, lecz na wskutek ostrzału niemieckiej artylerii okazało się nie możliwe. O godz. 15.00 dowódca korpusu uzyskał zgodę, aby lewą kolumnę przeprawić przez mosty wybudowane przez sowieckich saperów. Jako pierwsza w ciągu 45 min przeprawiła się 2. Brygada Pancerna wraz z 27. Pułkiem Artylerii Pancernej. Za nimi poruszały się 1. Brygada Zmotoryzowana z 2. Pułkiem Moździerzy oraz tyły korpusu. Do godz. 15.00 saperzy zdołali wybudować oba mosty (60-tonowy koło Rothenburga i 30-tonowy w rejonie Nieder Neundorf), po których mogły się przeprawić oddziały prawej kolumny. 4. Brygada Pancerna przeszła po moście o nośności 60 ton a 3. Brygada Pancerna po moście o nośności 30 ton. Około godz. 19.00 wszystkie oddziały korpusu pancernego znalazły się na drugim brzegu udało się to głównie dzięki wykorzystaniu czterech mostów ( w tym dwóch zbudowanych przez sowieckich saperów) dzięki temu znacznie skróciła się długość kolumn korpuśnych. W ślad za nimi rzekę o godz. 19.00 zaczęła przekraczać 5.Dywizja Piechoty oraz 5. Pułk Czołgów Ciężkich. Pułk ześrodkował się do godz. 24.00 w lesie 2 km na zachód od Nieder Neundorf.
23 kwietnia
Niemieckie dowództwo w rejonie Budziszyna dostrzegło szansę na przełamanie pozycji polsko-sowieckich i wejście na tyły głównych sił 1. Frontu Ukraińskiego. Dlatego postanowiło ściągnąć wszystkie siły, jakie można było przerzucić w rejon Budziszyna. W rejon Budziszyna zaczęto przerzucać główne siły 20., 21 Dywizji Pancernej, 72. Dywizje Piechoty oraz 7. Pułk Piechoty rosyjskiej Własowa. Zgrupowanie to miału osłaniać oddziały 17, i 464 Dywizji Piechoty oraz szereg mniejszych oddziałów. Od północy na polską armię miały nacierać siły 1. Spadochronowej Dywizji Pancernej. Dowództwo polski w końcu zorientowało się w rosnącym niebezpieczeństwie, jakie zagrażało armii. I wreszcie zaragowało jeszcze może nie w pełni adekwatnie do powstałej sytuacji, ale jednak. Zatrzymano pościg kilka kilometrów przed celem i zaczęto przesuwać nowe oddziały w rejon Budziszyna. W rejonie miasta skoncentrowano już 34. Pułk Piechoty 17. Pułk Piechoty maszerował w jego kierunku. Oprócz piechoty w rejonie Budziszyna zebrano też 1. Korpus Pancerny, 2. Dywizje Artylerii (bez 6. Brygady Artylerii Lekkiej), 14. Brygadę Artylerii Przeciwpancernej, 5. Pułk Czołgów Ciężkich, 28. Pułk Artylerii Pancernej, 98. Pułk Artylerii Rakietowej Gwardii, 4. Brygadę Saperów oraz 61. Pułk Artylerii Przeciwlotniczej. Oprócz polskich oddziałów pod Budziszynem znalazły się też oddziały sowieckie w postaci 7. Korpusu Zmechanizowanego oraz 254. Dywizja Strzelców. W odległości od 20 do 30 km od Budziszyna znajdowały się jeszcze trzy mniejsze zgrupowania polskie: w kierunku wschodnim nad Schwarzem Schops – 7. Dywizja Piechoty; w północno-wschodnim nad Sprewą i Schwarzem Schops – główne siły 10. Dywizji Piechoty; w kierunku zachodnim na południowy zachód od Kamenzu – główne siły 5. i 9. Dywizji Piechoty. Obronę wzmocnionej 7. Dywizji Piechoty w kierunku południowo-wschodnim przedłużały sowieckie dywizje 48., 73., 78. Korpusu Strzelców, które zajmowały obronę na południowych skrajach miast Sproitz, Sarichen, Gross Krausach, Zodel do Jawora. Bezpośrednim sąsiadem naszych wojsk była 214. Dywizja Strzelców. Natomiast 294. Dywizja Strzelców i 27. Brygada z 7. Korpusu Zmechanizowanego walczyły otoczone w miasteczku Weissenbergu z oddziałami 1. Dywizji Grenadierów Pancernych „Brandenburg” wzmocnionej przez Brygadę Artylerii Szturmowej „Grossdeutschland”. Pod wpływem informacji, jakie zaczęły napływać do sztabu frontu od dowództw polskiej armii oraz 52. Armii sowieckiej marsz Koniew o godz. 3.00 wydał rozkaz nakazujący zniszczenie niemieckiego zgrupowania. Miało to być wykonane przez zbieżne przeciwuderzenie głównymi siłami 2. Armii WP oraz 52. Armii. W operacji miała być użyta też część wojsk 5. Armii Gwardii. Niestety dowództwo frontu kompletnie nie miało pojęcia o sile wojsk niemieckich oraz ich położenia. Przez co nie orientowało się w zamierzeniach niemieckiego dowództwa. Wszystko to nic dobrego nie wróżyło szykującym się do planowanej kontrofensywy wojskom polskim i sowieckim. Tak, więc obje strony szykowały się do aktywnych działań tego dnia.
W nocy na 23 kwietnia siły pancerne armii skoncentrowano nad Sprewą do planowego zwrotu zaczepnego. 1. Korpus Pancerny wzmocniony 17. Pułkiem Piechoty, III. Batalionem 34. Pułku Piechoty oraz 47. Pułkiem Artylerii Haubic miał wykonać uderzenie dwoma brygadami w kierunku Baruth, Gross Radiach, a trzecią brygadą w stronę Grossdubrau, Gutta by zniszczyć siły niemieckie w rejonie Forstgen, Dauban tym samym otworzyć drogi zaopatrzenia armii na wschód od Budziszyna. Na wskutek niemal całkowitego braku rozpoznania brygady pancerne korpusu wsparte przez trzy pułki artylerii pancernej ( ok. 120 czołgów i 58 dział pancernych) uderzyły na silne oddziały niemieckie posiadające znaczną ilość czołgów i dział szturmowych. W tym czasie 1. Brygada Zmotoryzowana miała prowadzić działania wiążące na południowo-wschodnim brzegu Sprewy. Na prawo od naszego korpusu pancernego nacierać miały brygady 7. Korpusu Zmechanizowanego (bez 27. Brygady Zmotoryzowanej). Jako pierwsi do działań ofensywnych przeszli Niemcy przy wsparciu lotnictwa zaatakowali oni pozycje 7. Korpusu Zmechanizowanego i 294. Dywizji Strzelców, które miały za zadanie bronić Budziszyna za wszelką cenę. Sytuacja sowieckich oddziałów szybko zaczęła się komplikować. Jednak próba obejścia sowieckich pozycji została zablokowana przez brygady korpusu pancernego broniące odcinka Sprewy na odcinku od Oehny do Klix. W rejonie Grossdubrau pozycje utrzymała też 4. Brygada Pancerna wsparta 27. Pułkiem Artylerii Pancernej oraz 17. Pułkiem Piechoty i III. Batalionem 34. Pułku Piechoty. Popołudniu, kiedy niemieckie natarcie się załamało do ataku przeszły 2. i 3. Brygada Pancerna wspierane przez pułki artylerii oraz inne mniejsze oddziały. W tym celu oddziały polskie przeprawiły się przez Sprewę na przyczółek broniony przez 1. Brygadę Zmotoryzowaną. Brygady pancerne przekroczyły pozycje bronione przez piechotę zmotoryzowaną i szybko ruszyły w kierunku Kreckwitz i Groditz. Celem tego natarcia było odblokowanie okrążonych w Weissenbergu oddziałów sowieckich ( 294. Dywizja Strzelców oraz 27. Brygadę Zmotoryzowana). W pierwszej chwili polakom udało się rozbić oddziały osłonowe i zbliżyć się do miasteczka Kreckwitz. Na tym sukcesy się jednak skończyły Niemcy, bowiem bronili miasteczka znacznie silniejszymi oddziałami w tym artylerią przeciwpancerną oraz czołgami. W tym czasie 4. Brygada Pancerna bez skutecznie próbowała zdobyć miasteczko, Sdier, ważny węzeł drogowy. Mimo wprowadzenia do walki wszystkich brygad pancernych korpusu nie zdołano wykonać żadnego zadania na ten dzień. Główną przyczyną tego była nieznajomość sił przeciwnika i przecenienie swoich możliwości. Atakowano na zbyt szerokim odcinku a to znacznie osłabiło siłę natarcia. Poza tym czołgi poszły praktycznie bez osłony piechoty, co nigdy nie kończy się dla nich dobrze. W meldunku podano o zniszczeniu 24 niemieckich czołgów i dział szturmowych przy stracie 23 czołgów w tym aż 16 spalonych. Dobrze natomiast spisała się artyleria, która wspierała nacierające czołgi a także wsparła obronę przyczółka przez brygadę zmotoryzowaną. Mimo wprowadzenia niemal całego silnie wzmocnionego korpusu pancernego nie zdołano zniszczyć przeciwnika a jedynie częściowo powstrzymać jego ataki. W późnych godzinach wieczornych do dowództwa 2. Armii nadeszły alarmujące wiadomości z 7. Korpusu Zmechanizowanego Gwardii o wdarciu się niemieckich oddziałów do Budziszyna. Sowiecki korpus znalazł się w bardzo trudnej sytuacji groziło mu, bowiem rozbicie i utrata miasta. W tej sytuacji dowódca armii postanowił wesprzeć sojuszników działami 27. Pułku Artylerii Pancernej, armatami 78. Pułku Artylerii Przeciwpancernej oraz batalionem 23 Brygady Saperów pojawienie się polskich oddziałów uratowało sowiecki korpus.
Mimo to oddziały sowieckie wieczorem w wyniku zaciętych walk musiały częściowo wycofać się z Budziszyna.
Sukces pułków 37. i 13 osiągnięty 22 kwietnia okazał się szybko chwilowy. Już o godz. 2.00 na ich pozycje wyszedł bardzo silny atak. W wyniku krótkich, lecz zaciętych walk zdezorganizowane pułki rozpoczęły odwrót 37 został wyparty na wschodni brzeg Schwarzem Schops a 13utracił nawet Stockteich. W ten sposób Niemcy zdołali odtworzyć wcześniejsze położenie polakom pozostało umacnianie utrzymanych pozycji. Do dywizji dotarły 75. Pułk Artylerii Przeciwlotniczej, 72. Pułk Artylerii Przeciwpancernej z 9. Brygady Artylerii przeciwpancernej oraz 3., 4. i 6. Bateria 53. Pułku Artylerii Przeciwpancernej. Po uporządkowaniu oddziałów dowództwo dywizji wydało rozkaz natarcia w kierunku Stockteich, Dauban celem połączenia się z głównymi siłami Armii. Według rozkazu 33. Pułk Piechoty z I. Dywizjonem 38. Pułku Artylerii Lekkiej miał bronić na szerokim odcinku od Heideanger do Neudorf. 37. Pułk Piechoty z pozostałymi dywizjonami 38. Pułku Artylerii Lekkiej miał przełamać niemiecką obronę na rzece Schwarzem Schops, po czym dalej rozwijać natarcie w kierunku miasta Dauban. 13. Pułk Piechoty wzmocniony 15. Pułkiem (bez I. Batalionu), III. Dywizjonem i dwoma batiarami II. Dywizjonu z 22. Pułku artylerii Lekkiej oraz dwoma dywizjonami 45. Pułku Artylerii z 6. Brygady Artylerii Lekkiej miał opanować ponownie Stockteich a następnie nacierać w kierunku, Forstgen. Odwód dywizji w postaci 10. Dywizjonu Artylerii Pancernej, II. Batalionu 16. Brygady Pancernej, batalionu Szkolnego oraz 1. Kompanii z 15. Pułku miał skierować się w stronę nacierającego 13. Pułku Piechoty. Odwód miał być gotowy do szybkiego przejścia do natarcia zza jego prawego skrzydła. 53. i 72. Pułk miały znajdować się na południe od Petershain gdzie miały w razie niemieckiego natarcia miały utworzyć rejony przeciwpancerne. Wykonując rozkaz po 10-minutowym ostrzale artyleryjskim o godz. 10.30 po krótkim ostrzale artyleryjskim do ataku jako pierwszy do forsowania rzeki ruszył cały 37. Pułk Piechoty. Mimo silnego ostrzału pułk zdołał się przeprawić na drugi brzeg i zdobyć przyczółek na linii kolejowej. Niemcy jednak szybko kontratakowali wypierając część oddziałów ze zdobytych pozycji. Dopiero późnym południem bataliony pułku zdołały złamać opór niemieckich oddziałów i ponownie opanować utracony tor kolejowy. 13. Pułk Piechoty próbował zdobyć Stockteich z początku bez rezultatu. Do godz. 16.30 swoim II. Batalionem wyszedł no nad rzekę na południowy skraj tej miejscowości. Tym czasem I., III. Dotarły do stacji kolejowej, którą próbowali odbić kilkoma kontratakami. W tym momencie do walki na lewo od niego wszedł 15. Pułk, który do końca dnia osiągnął brzeg rzeki na odcinku 300 m, na lewo od II. Batalionu 13. Pułku. W końcu po zaciętej walce zdobył wioskę Stockteich oraz zbliżył się do stacji kolejowej nie był jednak w stanie sforsować rzeki. Dużo gorzej wiodło się pozostałym pułkom dywizji. Znajdujący się na prawym skrzydle 33. Pułk Piechoty, którego siły zajmowały pozycje na linii Heideanger, Neudorf nie był wstanie rozpocząć właściwego forsowania rzeki z powody bardzo silnego ognia. Na lewej flance 25. Pułk Piechoty zajmujący pozycje od Stockteich, Zischalmuhle wprawdzie zdołał on przeprawić się na drugi brzeg rzeki Schwarzem Schops a nawet włamać się na głębokość ok. 400 m, ale od silnego niemieckiego ognia straty zaczęły coraz szybciej rosnąć. W obawie przed zniszczeniem pułku dowództwo wieczorem nakazało odwrót wojsk na własny brzeg. Pod koniec dnia do dywizji dołączył 35. Pułk Piechoty (I. Batalion oraz samodzielne oddziały pułkowe), II. Batalion nadal pozostawał w dyspozycji dowódcy 1. Frontu Białoruskiego pełniąc służbę wartowniczą w Poznaniu. III. Batalion cały czas znajdował się w gestii szefa sztabu armii. Pojawienie się pułku wzmocniło w znacznym stopniu 7. Dywizje Piechoty przed kolejnymi działaniami ofensywnymi. Dane służb sanitarnych podały, że tego dnia udzieliły one pomocy 175 rannym żołnierzom.
10. Dywizja Piechoty otrzymała zadanie wyprzeć niemieckie oddziałki blokujące ruchy dywizji i wyjść na rubież Wittichenau, Schiedel. Jednym pułkiem na zachodnim brzegu Sprewy dywizja miała oczyścić lasy między szosami Spreefurt-Budziszym i Nochten-Budziszyn. Z początku bataliony 29. Pułku Piechoty zdołały sforsować rzekę i zdobyć przyczółek. W momencie opanowania przyczółku przez 29. Pułk Piechoty do forsowania miały przystąpić oddziały 27. Pułku Piechoty. Niemcy jednak podciągnęli posiłki i nie pozwolili na sforsowanie rzeki w drugim miejscu. Bez wsparcia drugiego pułku 29. Pułk Piechoty nie był w stanie przełamać do końca niemieckich pozycji z największym wysiłkiem zdołał on koło południa opanować wioskę Tzschelln. 27. Pułk Piechoty nie mógł sforsować rzeki, lecz po ciężkich walkach koło godz. 15.00 udało mu się zdobyć wioskę Boberg. Mimo cało dniowych walk 10. Dywizja Piechoty nie mogła się praktycznie niczym się po chwalić no może poza zdobyciem niewielkiego przyczółka. Dywizja tego dnia otrzymała wsparcie w postaci podchodzących z północy 14. Dywizji Strzelców oraz 95. Dywizja Strzelców Gwardii wzmocniona przez 150. Brygadę Pancerną. Niebawem na obszar działań polskiej armii miał wkroczyć 4. Korpus Pancerny Gwardii.
5. Dywizja Piechoty wraz z 15. Pułkiem (bez I., II. Batalionu) otrzymała osłaniać pozycje w rejonie miasteczka Kamenz. 17. Pułk Piechoty miał zostać oddany dowództwu 1. Korpusu Pancernego, a 13. Pułk Piechoty nadal miał pozostawać nadal w gestii dowódcy 7. Dywizji Piechoty.
8. Dywizja Piechoty (bez 34. Pułku Piechoty i batalionu szkolnego) a za to wzmocniona 3. Pułkiem Moździerzy miała umocnić się na linii Wiesa, Gelenau, Bischheim, Oberlichtenau, Mittelbach. Ponadto dowódca dywizji miał ściśle współpracować z 15. Pułkiem Piechoty. W ciągu tego dnia umacniała się ona na zajmowanych pozycjach prowadząc rozpoznanie przedpola oraz niszcząc pogubione grupki cofających się Niemców.
Po nocnym przegrupowaniu 9. Dywizja Piechoty wzmocniona 9. Brygadą Artylerii Przeciwpancernej (bez siedmiu baterii) miała bronić pozycji na linii Mittelbach, Kleindittmannsdorf, Gross Rohrsdorf, Bretnig. Dywizja zgodnie z rozkazem do godz. 22.00 pułki miały zająć pozycje. 28. Pułk Piechoty z II. Dywizjonem 40. Pułku Artylerii Lekkiej oraz 2 bateriami brygady przeciwpancernej zajął pozycje na linii wzg. 306,2, zachodni skraj Lichtenberg, bezimienne wzgórze na północ od Leppersdorf pułk miał nawiązać styczność z 8. Dywizja Piechoty i 30. Pułkiem Piechoty. 30. Pułk Piechoty z III. Dywizjonem 40. Pułku Artylerii Lekkiej oraz 2 bateriami artylerii przeciwpancernej miał zająć pozycje na linii wioska Leppersdorf, wzg. 296,3, wzg. 305,6. 26. Pułk Piechoty z I. Dywizjonem Artylerii Lekkiej oraz 2 bateriami artylerii przeciwpancernej miał zająć pozycje w rejonie od miasteczka Grossrohrsdorf do Bretnig. W odwodzie znalazł się batalion szkolny przygotowywał on pozycje obronne wokół miasta Pulsnitz. Tego dnia na prawym skrzydle panował względny spokój kierunek był osłaniany przez 28. Pułk Piechoty. Przez cały dzień pułk rozbudowywał pozycje obronne prowadząc działania rozpoznawcze. 30. Pułk Piechoty rozbudowywał swoje pozycje obronne mając trzy bataliony w pierwszym rzucie. Koło południa na III. Batalion wyszło silne niemieckie natarcie wsparte przez trzy czołgi i działo pancerne. Wykorzystując lukę w ugrupowaniu pułku Niemcy przełamali opór batalionu odrzucając go o 2 km do tyłu. Dopiero w tedy batalion zdołał powstrzymać Niemców opierając się o skraj lasu. W ciągu kilkugodzinnej walki batalion próbował kontratakować, lecz bez skutecznie. W ciągu tych walk batalion poniósł znaczne straty w ludziach i sprzęcie. I. Batalion 30. Pułku Piechoty oraz bataliony prawego skrzydła 26. Pułku do południa toczyły walkę z silnymi grupami rozpoznawczymi. Siły te odparły jednak niemieckie ataki utrzymując do południa wszystkie pozycje. 26. Pułk Piechoty rozwinął wszystkie bataliony w jednym rzucie z tego I., III. Batalion osłaniały kierunek południowy a II. Batalion wschodni. Koło godz. 15.00 prawoskrzydłowy I. Batalion został zaatakowany przez silne oddziały niemieckie. Atak mimo pewnych kłopotów odparto podobnie jak jeszcze dwa kolejne. Wieczorem walki zaczęły słabnąć atakowane oddziały mogły teraz spokojnie dokończyć budowę pozycji. Tego dnia Niemcom nie udało się odbić autostradę Budziszyn-Drezno, która łączyła dywizje z pozostałymi siłami armii.
Tego dnia wojska polskie przerwały pościg w kierunku Drezna i teraz główny wysiłek skupiły na odparciu niemieckiego kontrnatarcia. Wprawdzie kontrataki korpusu pancernego nie powiodły się mimo to marsz niemieckich dywizji został znacznie spowolniony.
 
 
Słowianin
Kapral


Dołączył: 24 Sie 2007
Posty: 98
Skąd: ...gdzie panieńskim kobiercem...
Wysłany: Śro 29 Sie, 2007   

Myślę że zbytnie rozciągnięcie zamiarów operacyjnych i rozłożenie możliwości było decydującym faktem zupełnego fiaska "Fall Barbarossa".
Należy tu powiedzieć jednak że charakter wojsk sowieckich i mozliwości USSR w przypadku konfliktu o znaczeniu dla Rosjan "regionalnym" wzmacniałby się. Oznacza to silne zaognienie walk po koncentracji Rosjan na kierunkach ofensywnych niwelujących zdobycze Wehrmachtu. Mielibyśmy pewnie wzrastającą presję Rosjan coś w rodzaju wcześniejszej bitwy w Łuku Kurskim. Walka na wyczerpanie jednak w prawdzie nie leżała w interesie Niemiec.
Stawiałbym na odcinanie Rosjan od ich źródeł zaopatrzenia w materiały i uderzenie południową flanką z jednoczeną blokadą morską Bałtyku i M Białego.
Angażowanie większych sił w Afryce w chwilach decydujących dla głównego przecież dla Niemców teatru wojny było właśnie utratą możliwości maksymalizacji wysiłku w celu osiągnięcia najważniejszych założeń operacyjnych Niemiec w 1942 (nawet w obliczu utraty kontroli nad Morzem Sródziemnym).
Brak współdziałania Japonii miał na pewno ważki wpływ w specjalnie cężkim okresie pod Moskwą. Działenia przedsięwzięte nawet w ograniczonym stopniu mogłyby napsuć krwi Józkowi, który musiałby zacząć "negocjować" o Chabarowsku czy Archangielsku.
JEŚLI NAWET NIEMOŻLIWOŚCIĄ BYŁA ELIMINACJA USSR nawet na pewien czas to zdobycze ewentualnych źródeł materiałowych i zagrożenie dla Iraku i Iranu spowodowałyby pewne rozwodnienie sukcesów brytyjskich w Afryce. Nawet gdyby zamiast klęski pod Dieppe kanadyjczycy odnieśliby jakieś sukcesy w Grecji czy we Włoszech to fakem jest że alianci nie byli GOTOWI na operacje o FRONTALNYM znaczeniu. Zapytajmy tutaj czy kilka rozrzuconych i rozproszonych korpusów "brytyjskich" możliwości o raczej pieszym charakterze (brak pancernych związków operacyjnych) szybko skoncentrowanych odniosłoby decydujący o całej wojnie skutek? Na pewno odsłoniłoby zamiary i możliwości ale czy konsekwencje byłyby radykalne? Nawet jeżeli w grę wchodziłaby w skrajnym przypadku nawet szybsza rejterada Włoch czy "Emancypacja" Francji? Waga konfrontacji głównej decydowała o pozostałych możliwościach. Niemcy jeżeli decydowały sie na konflikt wschodni nie mogły znów decydować się na walkę na dwóch frontach mając nawet perspektywę powrotu sytuacji na zachodzie sprzed 1940.
Trzeba było uwzgłednić nawet taką sytuację... w razie zwycięstwa na wschodzie, rekompensata strat byłaby nkrotna. Chciałbym poddać to dyskusji...
 
 
Seba
Kapral


Dołączył: 23 Lip 2007
Posty: 94
Skąd: Chorzów
Wysłany: Śro 29 Sie, 2007   

Mi się wydaje że do niepowodzenia niemców przyczyniły się dwie rzeczy:
1) Złe rozplanowanie logistyczne, i to zarówno służy transportowych remontowych jak i wojskowe.
2) Atak na Moskwę na jesieni w 1941 - lepszym kierunkiem byłby zdecydowanie Leningrad.

Ad 1)
Jak już wspomnieli moi poprzednicy niemcom w pewnym okresie kampanii zabrakło wielu istotnych rzeczy niezbędnych do prowadzenia kampanii na tak dużym froncie. Wyliczanie można zacząc od materiałów pędnych, ciepłej odzieży, braku jednolitej koncepcji, złego rozeznania możliwości aprowizacyjnych dla żołnierzy (żywność, amunicja) itd. Wielokrotnie w literaturze podkreśla się fakt porażek na froncie spowodowanych trudnościami w zaopatrzeniu np: Rommel w Afryce, Amerykanie w Francji. A przecież niemcy w rosji mieli ten sam problem tylko na znacznie większa skale. Planowanie wojskowe również nie przygotowało należycie swoich wojsk do tej kampanii. Wystarczy chociażby spojrzeć na Francje rok wcześniej. Wówczas to niemcy opanowali jakiś teren który sobie wyznaczyli, później przegrupowali wojska i uderzyli dalej na Francję. W przypadku Rosji niemcy uderzyli wszystkimi siłami w jednym rzucie. W odwodzie były nieliczne związki taktyczne a brak było związków strategicznych. Błędne było założenie, że piechur niemiecki przejdzie setki kilometrów i się nie zmęczy. Do ataku na rosję potrzebne były wojska drugiego rzutu.

Ad 2)
Moim zdaniem, lepszym rozwiązaniem niż atak na Moskwę na jesieni 1941r byłby atak na Leningrad. Dlaczego? Atak Guderiana na południe uważam był nieunikniony, w rejonie ukrainy było najwięcej radzieckich wojsk (zwłaszcza zmechanizowanych). Zostawienie dużych sił wroga na swojej flance mogłoby doprowadzić do wielu problemów w przypadku ataku na Moskwę. Dodajmy do tego, że kiedy 2GrPanc atakowała na południe to 3GrPanc nie poczyniła wielu postepów terenowych. Właśnie ta grupę pancerną należałoby skierowac w tym samym czasie na północ i zająć Leningrad jeszcze przed końcem 1941r. Co by nam dało zajęcie Leningradu?
- efekt propagandowy - Leningrad był tak samo ważny jak Moskwa
- zwolnienie znacznych sił niemieckich - 3GPanc wraca na swoje miejsce, 18armia obstawia front a zwalnia nam się cała 16 armia. Związek operacyjny który odpowiednio wprowadzony, nawet jeżeli by nie doszło do zającia Moskwy, mógłby w przyszłości znacznie zmniejszyć skutki kontrataku niemców
- skrócenie linii frontu - polepszenie całej aprowizacji
- zwolnienie wojsk fińskich z kierunku Leningradzkiego - wojska te można by później użyć na północ od jeziora Ładoga czy też na półwyspie Kolski. A to znowu by dało oddech wojskom 18 armii niemieckiej

Tak więc uważam, że w czasie gdy 2GPanc atakowała w kierunku ukrainy na południe, 3GPanc powinna uderzyć w kierunku północnym na Leningrad. I wówczas dopiero, gdy mamy dzięki temu rozbitego przeciwnika na południu i zwolnione do drugiego rzutu wojska z północy, można by pokusić sie o zajęcie Moskwy jeszcze przed końcem 1941r.
_________________
Jedyne co jest stałe to zmiany
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9