Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Wojna na Pacyfiku 1941-1945
Autor Wiadomość
Viking
Major



Dołączył: 24 Mar 2004
Posty: 1912
Skąd: Białystok
Wysłany: Śro 20 Kwi, 2005   

Cytat:
Na Filipinach Amerykanie trzymali się tak długo m.in. dlatego, że mieli poparcie miejscowej ludności
chyba z tym poparciem to tak średniawo było, bo Filipiny były przeciez pod amerykanska okupacja, zdaje sie ze działała tam wczesniej partyzantka anty-amerykanska , a Japonczycy przynajmniej poczatkowo byli uwazani przez duza czesc ludnosci filipinskiej za wyzwolicieli
 
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Czw 21 Kwi, 2005   

Zdarzały się przypadki gdzie ludność filipińska witała wojska japońskie jak wyzwolicieli. A jeżeli chodzi o wojska amerykańsko-filipińskie to walczyli tylko na Baatan i Coridorze.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Gość

Wysłany: Czw 21 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
Zdarzały się przypadki gdzie ludność filipińska witała wojska japońskie jak wyzwolicieli. A jeżeli chodzi o wojska amerykańsko-filipińskie to walczyli tylko na Baatan i Coridorze.


I dość łatwo dali się na Bataanie poobchodzić i zepchnąć na sam koniec półwyspu.
 
 
Arje
Kapral


Dołączył: 12 Sie 2004
Posty: 97
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Powstanie Filipińczyków przeciwko Amerykanom zostało stłumione w 1902r. Tak więc jednak dawno.
W 1934r. Filipiny uzyskały szeroki zakres autonomii (m.in. możliwość utworzenia własnych sił zbrojnych) i obietnicę przyznania niepodległości w 1946r. (zrealizowaną).
Filipińczycy naprawdę w zdecydowanej większości nie mieli powodów witać Japończyków z otwartymi ramionami, a ich będące w stanie organizacji siły zbrojne dzielnie stawiały opór inwazji (np.2,11 i 41 DP).
Walki trwały nie tylko na Bataanie - to był tylko epilog, tyle że najdłuższy i najbardziej chlubny.
 
 
Viking
Major



Dołączył: 24 Mar 2004
Posty: 1912
Skąd: Białystok
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Cytat:
W 1934r. Filipiny uzyskały szeroki zakres autonomii (m.in. możliwość utworzenia własnych sił zbrojnych) i obietnicę przyznania niepodległości w 1946r. (zrealizowaną).
zrealizowana w 1946r , a dlaczego?odpowiedz jest prosta , obecność Japonczyków na Filipinach przyspieszyła i jeszcze bardziej zwiekszyła dazenia niepodległosciowe Filipinczyków-gdyby nie wojna to wątpie by tak szybko Usa dało im niepodleglosc,Japonczycy przynajmniej poczatkowo zdobyli spore poparcie,istniał projapoński rzad filipinski itp wiec twierdzenie ze USA cieszyło sie tam wielkim poparciem moim zdaniem to naduzycie,z czego ci filipinczycy mieli sie cieszyc z amerykańskich obiecanek , z autonomii i kilkudziesiecioletniej okupacji?fakt ze okupacja japonska była gorsza, ale początkowo ludnosc witała japonczyków z nadziejami
 
 
 
Arje
Kapral


Dołączył: 12 Sie 2004
Posty: 97
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Vikingu, skąd masz te informacje?
Pragnę zwrócić uwagę, że w 1934r. USA nie mogło przewidzieć, że za siedem lat zostaną zaatakowani przez Japonię.
Myślę, że Filipiny i tak dostałyby niepodległość w 1946r., bez względu na to, czy by wybuchła wojna, czy nie. Już chociażby Mac Arthur by się o to postarał (miał bzika na punkcie "swoich" Filipińczyków).

A tak w ogóle to obawiam się, że obaj jestesmy zbyt mało kompetentni, aby wyrażać jakieś bezwzględne sądy na ten temat. Zbyt mało źródeł.
Chyba, że masz jakiś znajomych Filipińczyków.
 
 
Bergman
Kapitan



Dołączył: 22 Paź 2004
Posty: 1367
Skąd: Żory
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Z tego co słyszałem, czytałem itd. (też żadna na 100 proc. wiedza) to amerykańska opinia publiczna wtedy była niechetna kolonialnym imperium, więc dekalracje autonomii a potem niepodległości dla Filipin na pewno wynikały z takiego nastawienia.
W sumie gdyby Japończycy nie zaatakowali USA tylko ruszyli na południe, przystapienie USA do wojny wcale nie byłoby takie oczywiste.

(Inna sprawa, że administracja Roosevelta robiła co mogła, choćby w trakcie negocjacji handlowych z Japonią wszytsko, żeby Japończyków sprowokować)
_________________
- Jak się nazywasz przystojniaku?
- Borewicz
- A jak masz na imię?
- Porucznik
 
 
Gość

Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Bergman napisał/a:

W sumie gdyby Japończycy nie zaatakowali USA tylko ruszyli na południe, przystapienie USA do wojny wcale nie byłoby takie oczywiste.


Najlepszym dowodem na to, że pewnie masz rację, było jankeskie postępowanie wobec zagrożonych Indii Holenderskich.
Dla świętego spokoju i niejako na zamydlenie oczek zostawili tam trzy krążowniki, z czego tylko jeden nowoczesny, USS Boise (zaraz zresztą wskutek szczęśliwego nadziania się na skałę go stamtąd zabrali, co pozwoliło mu ocaleć) i kilka (chyba 6 albo 7) stareńkich niszczycieli (a mieli przecież o niebo nowocześniejsze okręty tej klasy, lepiej wyposażone w wyrzutnie torped, jak Japońce (niestety tylko ichnie słabe wówczas torpedy)).
Reszta US Navy hasała po Pacyfiku robiąc różne dziwne prowokacje, na ktore Japończycy chyba nie reagowali.
 
 
Bergman
Kapitan



Dołączył: 22 Paź 2004
Posty: 1367
Skąd: Żory
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

I jeszcze jeden argument, logiczno strategiczny :wink:
Jeżeli atak w Europie Hitlera na wszystkie kraje naokoło nie przełamał amerykańskiego izolacjonizmu, to niby dlaczego mieliby sie wzruszyc atakiem Japonii na kolonie w Azji?

Wychodzi na to, że atak na pearl Harbor, choc logiczny pod wzgledem militarnym - (trzeba było wyeliminować największego potencjalnego przeciwnika) to politycznie była to najwieksza pomyłka.

Pomijam tu spiskowe teorie, w stylu czy FDR wiedział o samym ataku, i zakazał informować obronę czy nie. Nawet jakby japońcy zaatakowali przygotowanych do obrony janków i straty byłyby mniejsze, to efekt - przystapienie USA do wojny - byłby ten sam.
_________________
- Jak się nazywasz przystojniaku?
- Borewicz
- A jak masz na imię?
- Porucznik
 
 
Gość

Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Bergman napisał/a:
I
Wychodzi na to, że atak na pearl Harbor, choc logiczny pod wzgledem militarnym - (trzeba było wyeliminować największego potencjalnego przeciwnika) to politycznie była to najwieksza pomyłka.
Pomijam tu spiskowe teorie, w stylu czy FDR wiedział o samym ataku, i zakazał informować obronę czy nie. Nawet jakby japońcy zaatakowali przygotowanych do obrony janków i straty byłyby mniejsze, to efekt - przystapienie USA do wojny - byłby ten sam.


Spotęgowane straty lepiej podziałały na wyobraźnię.
Torpedowanie jankeskich destroyerów w ramach podrygów przeciw patrolom neutralności nie wywoływało żadnych reakcji.
jeden destroyer?
A cio to?
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Mimo wszystko mam wrazenie że nie było zbyt wielkich szans na to aby obronić Indie Holenderskie wraz z Malajami i Filipinami, ale była szansa na to żeby chociaż zrobić to w innym stylu i przy większych stratach atakujących
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Gość

Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
Mimo wszystko mam wrazenie że nie było zbyt wielkich szans na to aby obronić Indie Holenderskie wraz z Malajami i Filipinami, ale była szansa na to żeby chociaż zrobić to w innym stylu i przy większych stratach atakujących


Nie było żadnych prawie szans, chyba żeby to zrobić tak, jak z Morzem Koralowym.
Tylko czy myślisz, że Yanki narażaliby swoje lotniskowce dla obrony pól naftowych państwa, które nie istniało na mapie?
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

tak to racja po co narażać tak cenne okręty dla jakiegoś państwa którego metropolia została już podbita przez inne państwo.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Gość

Wysłany: Pią 22 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
tak to racja po co narażać tak cenne okręty dla jakiegoś państwa którego metropolia została już podbita przez inne państwo.


Właśnie, jakie okręty narażali, już napisałem.
Nic szczególnego, poza USS Boise, który akurat dojechał zdaje się na Morze Jawajskie z Filipin.
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Nie 24 Kwi, 2005   

Tak jankesi musieli w końcu zaryzykować i zrobili to na Morzu Koralowym- z jakim efektem to wiemy , ale za to to własnie w ten rejon -Morza Koralowego i Wysp Salomona przesunął sie ciężar walk na Pacyfiku na dość długo.
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Gość

Wysłany: Nie 24 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
Tak jankesi musieli w końcu zaryzykować i zrobili to na Morzu Koralowym- z jakim efektem to wiemy , ale za to to własnie w ten rejon -Morza Koralowego i Wysp Salomona przesunął sie ciężar walk na Pacyfiku na dość długo.


Właśnie, ile można się cofać bez walnej rozprawy i tylko prowadzić wojnę partyzancką?

W końcu społeczeństwo USA by się znerwiło i kilka głów mogłoby polecieć.

Ta bitwa zresztą dobitnie pokazała, że Japończycy nie są niezwyciężeni, a amerykańskie lotnictwo morskie gorsze od japońskiego.
A Japończycy jak zawsze (po Pearl) zapomnieli o koncentracji sił i środków i "sprytnie" rozdzielili siły, wskutek czego na Morzu Koralowym przegrali, zaś pod Midway ponieśli sromotną klęskę.
A zagrożenie Austrialii można oceniac bardzo ostrożnie - nawet lądowanie na kontynencie australijskim niczego nie oznaczało, a ewentualne wyłączenie Australii z wojny to była kwestia straszliwych wysiłków.
 
 
Emden
Podporucznik



Dołączył: 01 Sty 2005
Posty: 529
Skąd: Rumia
Wysłany: Nie 24 Kwi, 2005   

Zulu von Auffenberg napisał/a:

A zagrożenie Austrialii można oceniac bardzo ostrożnie - nawet lądowanie na kontynencie australijskim niczego nie oznaczało, a ewentualne wyłączenie Australii z wojny to była kwestia straszliwych wysiłków.

Badź rozsądnego użycia okretów podwodnych...
_________________
Wiele razy widział jak toną, nigdy jednak nie ulegały łatwo, nie rozlatywały się w efektowny sposób. Nie można ich znokautować jednym ciosem. Nie można im zadać ciosu łaski. Zawsze musiały być dobijane okrutnie... jak "Stirling"
 
 
Gość

Wysłany: Nie 24 Kwi, 2005   

Emden napisał/a:
Zulu von Auffenberg napisał/a:

A zagrożenie Austrialii można oceniac bardzo ostrożnie - nawet lądowanie na kontynencie australijskim niczego nie oznaczało, a ewentualne wyłączenie Australii z wojny to była kwestia straszliwych wysiłków.

Badź rozsądnego użycia okretów podwodnych...


Ale okrętami podwodnymi nie zdobędziesz lądu, a Australia mogła się troszkę sama pobronić.
Zresztą gdzie ustawić bazy tym OP?

Zdobycie Port Darwin nie dawało wiele o tyle, że wszędzie było cholernie daleko, czy lądem, czy wodą. A do cywilizowanego południa kopa kilometrów pustynią.
 
 
Guderian
Sierżant



Dołączył: 08 Mar 2005
Posty: 201
Skąd: 12.Pułk Piechoty z Wadowic
Wysłany: Nie 24 Kwi, 2005   

Ale nie zapominajmy że japończycy mieli potężną bazę powietrzno-morską w Rabaul a i zdobycie Port Moresby dawało by im znaczny konfort w panowaniu na tym obszarze Pacyfiku
_________________
,, My, wojska pancerne jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że mamy zawsze odkryte flanki ,, - Heinz Guderian.
 
 
 
Gość

Wysłany: Nie 24 Kwi, 2005   

Guderian napisał/a:
Ale nie zapominajmy że japończycy mieli potężną bazę powietrzno-morską w Rabaul a i zdobycie Port Moresby dawało by im znaczny konfort w panowaniu na tym obszarze Pacyfiku


Jasne, ale czas zdecydowanie działał na ich niekorzyść.
Ameryka nabierała prędkości.
I druga sprawa, zauważ, co trzeba byłoby zrobić, zeby Port Moresby zaopatrzyć.

Pozostają Ci konwoje w zasięgu australijskiego i jankeskiego lotnictwa z Australii, plus oczywiście w zasięgu aliankiej floty podwodnej, a z tą Japończycy jakoś średnio umieli sobie radzić.

Transport grzbietem Owen Stanleya nie wchodził w rachubę - Japończycy nie Jankesi, nie mieli takich możliwości technicznych, żeby te góry ucywilizować.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8