Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Bitwa na Drodze Duńskiej - Bismarck topi Hooda
Autor Wiadomość
siwy102
Plutonowy


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 129
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon 26 Lut, 2007   

Nietoperz napisał/a:
Oświeć mnie Siwy102 pociski z większej odległości spadają bardziej stromo czy bardziej pionowo? bo już mi się miesza.
Być może anglicy wiedzieli że niemcy mają jakieś pancerniki z prawdziwego zdarzenia-ale na pewno nie mieli pojęcia że tak silne.Znali Hitlera i jego przechwałki bez pokrycia.


No cóż, juz wyjaśniam: :D

Na większych odległościach => pocisk musi musi polecieć dalej => lufa musi być uniesiena wyżej (ale bez przesady :wink: ) => wystrzelony pocisk leci na większej wysokości => "kuferek" spada pod większym kątem (czyli bardziej pionowo niż poziomo)
Wiesz, dla mnie "bardziej stromo" i "bardziej pionowo" to jedno i to samo :P

Wydaje mi się, że Royal Navy nie lekceważyła niemieckich pancerników i wiedziała w przybliżeniu o ich rzeczywistej sile. Przecież budowy i parametrów tak dużych okrętów nie da się ukryć. Co więcej, Hitler nie przechwalał się specjalnie Scharnhorstem i Gneisenau a kilka miesięcy wcześniej przed wyjściem Bismarcka narobiły one sporego zamieszania na Atlantyku. Bismarck jako konstrukcja późniejsza na pewno byłby groźniejszy. Angole kiedy dostali zdjęcia ze zwiadu lotniczego o jego pobycie w Norwegii to postawili się w stan najwyższej gotowości.

Swoją drogą ja bym się nie patyczkował i razem z PoW i Hoodem wysłałbym też King'a, Niemcy mogliby się wówczas zesrać z wysiłków, a i tak tylko g***o by im z tego wyszło 8)

P.S. Gratuluję awansu :wink:
P.S.2 Forteca pewnie ma rację! Tylko nie wiem dlaczego... :lol:
_________________
Naucz się posłuszeństwa, nim zaczniesz rozkazywać... - Solon z Aten
 
 
ragozd
Kapral


Dołączył: 21 Wrz 2004
Posty: 83
Skąd: Warszawa/Kielce
Wysłany: Wto 27 Lut, 2007   

Emden napisał/a:

Ale to jest wstrzeliwanie sie na drabinkę przecież...


Tak - a o czym swiadczy fakt ze wstrzeliwanie sie bylo na zasieg, a nie na kierunek? Mamy tu dwa czynniki - latwiej sie wstrzelac a potem nakrycie ma wieksze szanse trafienia jesli okret jest ustawiony dziobem/burta
Czy zajrzales do czesci drugiej gdzie jest rozkład trafienia?

Oczywiscie wszystko dotyczy dalekich dystansow - bo chyba nawet Nietoperz nie bedzie przekonywal o sensie manwerowania przed pancernikiem 5 km dalej? Choc ponoc tonacy brzytwy sie chwyta ;)

A na koniec polecam zwykla brzytwe Ockhama - gdyby wlasne manewrowanie dawalo wiecej korzysci niz strat - ostrzeliwany okret mialy regulaminowy zakaz utrzymywania kursu prostego. Atu pech - one jakos nie manewrowaly wsciekle ;)

Nietoperz - jesli piszesz ze najpierw jest salwa, a potem unik - to fakt ta salwa moze i bedzie jakos w celu - ale kolejne to wstzeliwanie sie na nowo
_________________
Sa tylko dwie zasady wojny - nigdy nie atakuj Rosji i nigdy nie atakuj Chin
 
 
Emden
Podporucznik



Dołączył: 01 Sty 2005
Posty: 529
Skąd: Rumia
Wysłany: Wto 27 Lut, 2007   

Cytat:
Tak - a o czym swiadczy fakt ze wstrzeliwanie sie bylo na zasieg, a nie na kierunek?

O niczym.
Bo zawszę się najpierw kierunek wstrzeliwuje, a potem zasięg.

Cytat:
Mamy tu dwa czynniki - latwiej sie wstrzelac a potem nakrycie ma wieksze szanse trafienia jesli okret jest ustawiony dziobem/burta

Ale to wynika z patternu, a nie sposobu wstrzeliwania.
_________________
Wiele razy widział jak toną, nigdy jednak nie ulegały łatwo, nie rozlatywały się w efektowny sposób. Nie można ich znokautować jednym ciosem. Nie można im zadać ciosu łaski. Zawsze musiały być dobijane okrutnie... jak "Stirling"
 
 
Nietoperz
St. sierżant


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 333
Wysłany: Śro 28 Lut, 2007   

Tak Siwy102.To mój kolejny błąd językowy.Miałem napisać "Bardziej poziomo" bo wyszedł mi jakiś bełkot :D
Gdyby anglicy wiedzieli że "Bismarck" jest tak silny z pewnością wysłaliby "King George V" bo z pewnością nie zaryzykowaliby walki starym "Hoodem" i niedokończonym "Princem" z nieobeznaną załogą.
Więc sam potwierdziłeś moją tezę. Bo piszesz że Holland chciał uniknąć rozerwania co wyjaśniłeś mi wykładem o torach lotu pocisków (gdy leciały z większej odległości spadały bardziej pionowo i było większe prawdopodobieństwo przebicia pokładu na "Hoodzie"). Proszę przeczytaj jeszcze raz moje i swoje posty a przekonasz się że mówimy o tym samym :wink:

Różnica zdań między mną a Fortecą nie istnieje.Wynika to jak zwykle z nieporozumienia.Forteca pisał o faktycznej przewadze anglików a ja o przewadze jaka zarysowała się w głowie admirała francuskiego, była ona podbudowana niewiarą francuzów w to że anglicy są do tego zdolni.
Napisałem:"de facto nie mogli" i to powinno jasno wyrazić moje zdanie na temat katastrofy w Mers-el-Kebir.

Ragozd, czytaj swoje posty bo najwpierw piszesz o rozrzucie ognia pancernika, a potem że niszczyciele będą manewrowały zawsze-to po co te manewry? skoro i tak spod nakrycia pancernika wyjść nie można?

"Jeśli chodzi o pomiar odległości, kierunku, szybkości własnej i npla to jest wprowadzany na bieżąco do głównych przeliczników."

To słowa Emdena, proponuję wszystkim głęboko się nad nimi zastanowić(Dzięki Emden)

Jednak nie o to mi dokładnie chodziło(tym niemniej trafna odpowiedz).Idzie mi o ogień ciągły(Maksymalna szybkostrzelność) jak to się ma do kierowania ogniem? czy wtedy każda wieża artyleryjska na pancerniku przechodziła na własne dalomierze?

No i proszę wystarczy trochę ustąpić i od razu dochodzi do zbliżenia zdań-Tym nie mniej wypraszam sobie Ragozd przyklejania mi plakietki "specjalisty od walki z dogmatami" bo nietoperz jest ślepy ale nie głupi (oczywiście żartuję) :wink:

PS:Dzięki Siwy102, awansik mnie strzelił w mordkę Jeża, trzeba się nacieszyć bo następny nieprędko... :D
 
 
Emden
Podporucznik



Dołączył: 01 Sty 2005
Posty: 529
Skąd: Rumia
Wysłany: Śro 28 Lut, 2007   

Cytat:
Ragozd, czytaj swoje posty bo najwpierw piszesz o rozrzucie ognia pancernika, a potem że niszczyciele będą manewrowały zawsze-to po co te manewry? skoro i tak spod nakrycia pancernika wyjść nie można?

Ależ niszczyciel jak najbardziej może, a wręcz powinien manewrować.
1) Bo on i tak nie strzela do pancernika -więc zwroty mu nie przeszkadzają
2) Bo on może zrobić zwrot o powiedzmy 60 stopni przy 35 węzłach, stracić na zwrocie jakieś 8 -10 węzłów i zanim spadnie następna salwa znów robić 35 węzłów
3) Jest mniejszym celem, i po minucie - półtorej(tyle lecą pociski!) może wyjść z patternu
4) Nic nie tracąc może liczyć na błąd kierowania ogniem pancernika
_________________
Wiele razy widział jak toną, nigdy jednak nie ulegały łatwo, nie rozlatywały się w efektowny sposób. Nie można ich znokautować jednym ciosem. Nie można im zadać ciosu łaski. Zawsze musiały być dobijane okrutnie... jak "Stirling"
 
 
siwy102
Plutonowy


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 129
Skąd: Poznań
Wysłany: Śro 28 Lut, 2007   

Oj, bo powoli sam już zaczynam miec sieczkę w głowie :) Manewr zbliżania Hollanda działa raczej na korzyść mojego zdania, bo dowodzi tego, że angielski dowódca wiedział jak Bismarck może być niebezpieczny, zwłaszcza na dalszych odległościach. Chociaż przyznaję, że wysłanie na Bismarcka zespołu w takim składzie świadczy conajmniej o głupocie angoli (bo np. taki King George V został w porcie i obrastał w glony :evil: ) i rodzi pewne podejrzenia o zlekceważeniu Niemców. Ale nawet Anglicy nie mogliby być aż tak głupi, zwłaszcza po zamieszaniu i stratach jakie wprowadziły poprzednie rajdy Kriegsmarine. To mi sie po prostu w głowie nie mieści :lol:

Moja uwaga odnośnie "racji" Fortecy dotyczyła jego dość zawiłego argumentu na temat prawdopodobieństwa trafienia w cel:
Cytat:
Cytat Forteca napisał:
ragozd napisał:

Zulu - okret ustawiony rufa jest WIEKSZYM celem niz burta, Ot, taki paradoks ...



Tak nie dokońca - co prawda teoretycznie wychodzi to ze średniej rozrzutu dla elipsy, ale cel się oodala co przy róznicy kierunków wektorów prędkości nie daje to dobrych rokowań (tak jak nie dało przy zwrocie Hochseeflotte).
:lol:

Nie miałem zamiaru włączać się do dyskusji o Francuzach czy skupieniach trafień przy manewrowaniu, nie czuje się zbyt mocny w tych tematach.

Mogę tylko dodać od siebie opinię co do celowania z poszczególnych wież wg ich własnych dalmierzy jaką kiedyś przeczytałem. Mianowicie takie rozwiązanie obniżało celność oddawanych strzałów, ponieważ sprzęt optyczny wież byl umieszczony niżej od tego z centralnego stanowiska kierowania ogniem i pomiary nie były zbyt dokładne. Tyle co do celności, szybkostrzelność wtedy wzrastała zapewne.
_________________
Naucz się posłuszeństwa, nim zaczniesz rozkazywać... - Solon z Aten
 
 
ragozd
Kapral


Dołączył: 21 Wrz 2004
Posty: 83
Skąd: Warszawa/Kielce
Wysłany: Śro 28 Lut, 2007   

Dodatkowo pojawial sie problem z korekcja namiaru - zakladajac ze wieze nie maja z soba lacznosci nie mogly rozroznic ktora salwa jest jej ...
a przynajmniej bylo to znacznie utrudnione. Taki ogien mogl byc skuteczy jedynie przy malych odleglosciach i biciu "na wprost"

Emden napisał/a:

4) Nic nie tracąc może liczyć na błąd kierowania ogniem pancernika

Dodam jeszcze, że każda zmiana (jej pomiar) jest obciążona błędem. Tak więc zmiana własnego kursu nie dodaje, a mnoży wielkość błedu wprowadzoną do systemu.
jesli mamy 5 wartosci: pomiar odległości, kierunku npla , szybkości npla własnej szybkosci i kierunku, i założymy że każda z tych wartości powoduje strzał +- 2m, to nałożony błąd na siebie to nie 2+2+2+2+2 = 10m tylko 2*2*2*2*2 = 32m!. Do tego dochodzi rozrzut - przy identycznych nastawach pocisk pada jak wskazuje pattern - a nie w punkt. Idac stałym kursem redukujemy 2 źródła błędów, otrzymując 8m rozrzutu! Oczywiście jest to przykład prostacki, ale dobrze obrazuje rodzaj sytuacji - im więcej zmiennych, tym błąd wynikowy narasta lawinowo! Dlatego własnie podczas walki artyleryjskiej pancerniki nie manerwowały jeśli nie były do tego zmuszone.
_________________
Sa tylko dwie zasady wojny - nigdy nie atakuj Rosji i nigdy nie atakuj Chin
 
 
Nietoperz
St. sierżant


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 333
Wysłany: Czw 01 Mar, 2007   

Siwy102... ja też dostaję sieczki bo zgadzam się z tobą w całej rozciągłości więc nie wiem o jakie twoje zdanie mogłoby chodzić bym się z nim nie zgodził.więc może zaczniemy od początku? :lol:
Ale ja wcale nie twierdziłem drogi Emden że niszczyciele nie powinny manewrować.Powtarzam tylko to co napisał ragozd.Takie nauki wyciągnełem z tej rozmowy:
1.Niszczyciele i każde inne okręty słabsze od przeciwnika będą manewrować by nie dać się trafić ,jednocześnie nie będą prowadzić ognia tylko będą próbować "oderwać się" od przeciwnika.Nie wyklucza to jednak tego że np. jeden pancernik będzie dawał nogę przed kilkoma i nie będzie strzelał, tyle że ogień ten będzie miał za zadanie raczej zmusić przeciwnika do własnych manewrów aby utrudnić mu strzelanie.
2.pancerniki będą manewrowały tylko wtedy, gdy będą chciały zająć lepszą pozycję względem przeciwnika np. ustawić się kursem równoległym aby strzelać ze wszystkich dział.
3.jeżeli wstrzelałeś się nie manewruj! chyba że jesteś do tego zmuszony np. zostałeś nakryty ogniem, ale wtedy też musisz rozważyć czy manewr ten będzie korzystny.

Więc "Richelieu" gdyby mógł na pewno by manewrował.przy czym opinię tę wystawiłem z powyższego rozumowania (w którym nie uniknąłem częstego powtarzania pewnego słowa, ale tak być musi),to że nie został zniszczony wynika z chęci anglików do nie powtórzenia masakry w Mers-el-Kebir.Tyle jeżeli się mylę to proszę mnie skorygować.

I o to w tej całej rozmowie chodziło

"Nietoperz - jesli piszesz ze najpierw jest salwa, a potem unik - to fakt ta salwa moze i bedzie jakos w celu - ale kolejne to wstzeliwanie sie na nowo"

Ale przecież sam napisałeś Ragozd że jedna salwa może być decydująca.
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007   

Zastanawia mnie skąd się wzięła powszechnie znana opinie że Holland dążył do zbliżenia ponieważ obawiał się o słabo opancerzony pokład Hooda. Owszem dążył do zbliżenia, tego nie da się ukryć, ale że powodem był słabo opancerzony pokład jego flagowca tego nie można stwierdzić, chyba że po wszystkim admiralicja zatrudniła medium i przesłuchała podejrzanego Hollanda. Ja osobiście w medium nie wierzę a tym samym takie zeznania są dla mnie niewiarygodne. Pokłady Hooda nie były jakoś rewelacyjnie opancerzone, mając to na uwadze faktycznie można przyjąć że zbliżanie się miało na celu przyjęcie korzystniejszego dystansu walki. Z drugiej jednak strony PoW był znacznie lepiej zabezpieczony przed pociskami wystrzelonymi z dużej odległości a opancerzenie AoN powinno skłaniać dowódcę do wymiany ognia na dystansie wyznaczanym przez strefy bezpieczeństwa, tymczasem Holland zdaje się zupełnie o tym zapominać i chcąc chronić Hooda naraża towarzyszący pancernik na walkę na dystansie dla niego niekorzystnym. Coś tu wyraźnie nie gra, albo facet był głupi albo kurs na zbliżenie podyktowany był innymi czynnikami niż obawa o opancerzenie pokładu na krążowniku liniowym. Można uznać że był oczywiście idiotą ale wtedy takim samym idiotą musiałby być Tovey który trzy dni później w kolejnej bitwie z Bismarckiem powtarzał manewr na zbliżenie. Ja jednak uważam że w obydwu przypadkach chodziło raczej o szybkie podejście na dystans z którego można było w krótkim zasypać przeciwnika dużą ilością celnych pocisków. Przy dwukrotnej przewadze w ilości ciężkich dział i odrobinie szczęścia po stronie Brytyjczyków mogło to się skończyć tak jak się to skończyło 27 maja.
Tak więc opinia że Holland dążył do zbliżenia konkretnie z powodu słabego opancerzenia pokładu swojego flagowca wydaje się być mitem który powstał znacznie później a został wymyślony przez historyków szukających przyczyny a bez dokładnego przemyślenia sprawy.
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
Gość

Wysłany: Wto 06 Mar, 2007   

Jogi dokładnie o tym samym pomyślałem, co Ty.
Chodziło po prostu o to, by przeciwnik nie zwiał w kiepskiej pogodzie, co na krótkim dystansie byłoby trudne.
No i celowanie na krótkim dystansie jakoś łatwiejsze. I jedno jedyne uszkodzenie Bismarcka, które kosztem 1.500 ludzi z Hooda stało się pierwszym gwoździem do trumny Lutjensa.
 
 
Nietoperz
St. sierżant


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 333
Wysłany: Wto 06 Mar, 2007   

Być może naprawdę chodziło o to że Holland działał "na angielską modę" ale trzeba pamiętać że nie jesteśmy w jego skórze i wszystkich faktów nie znamy więc możemy tylko gdybać.
Siwy102 wiem że gdybanie jest dosć trudne i zwodliwe ale tylko to nam pozostało a żeby powstała dyskusja wątpliwości muszą być.Bo Szanowny Zulu von Auffenberg nazwał temat "Bitwa na drodze duńskiej-Bismarck topi Hooda" i nic do powiedzenia nie mamy bo fakt ten został stwierdzony któremu jak sądzę nikt nie będzie zaprzeczał :lol:
 
 
siwy102
Plutonowy


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 129
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 15 Cze, 2007   

Przepraszam za moją długą nieobecność, maturę już mam na szczęście za sobą, ale teraz pojawił sie za to utrudniony dostęp do neta.. :(

Nietoperz, to czy Bismarck zatopił Hooda to nie jest fakt tylko domniemanie bo czy możesz powiedzieć na 100 % że to nie była sprawka "Eugena" ? :wink: (a może nie wyczułem ironii.. ) w każdym razie tutaj też można pogdybać :D
Chyba w dyskusjii z Tobą za bardzo opierałem się na własnych osądach, a za mało na faktach. W każdym razie przekonałeś mnie że lekceważenie przeciwnika mogło u Brytyjczyków nastąpić (mają w tym duże doświadczenie, Isandlawa itp.) 8)

I tak już bardziej ogólnie:
Co do manewru zbliżeniowego Hollanda i narażeniu PoW: Zgodzę się że narażał w ten sposób pancernik, jednak prawdopodobnie zaważyła tu wszechobecna w każdym wojsku schematyczność. W tym wypadku że okręty zawsze walczą w szyku albo cos ten deseń..
Do tego dochodzi jeszcze kwestia szybszego zakończenia pojedynku (cały czas mówię o przybliżaniu) i chęć minimalizacji strat. Niemcy słyneli przecież w czasie I wojny z doskonałej optyki Zeissa z którą zaznajomili Brytoli pod Jutlandią. Może Brytyjczycy bali się, że podobnie jak wtedy na dalszych odległościach Niemcy beda dokładniej od nich celować? Natomiast po podejściu bliżej ta różnica zacierała się, więc "Bismarck" zostałby pewnie szybciej zatopiony i zadałby mniejsze straty.
Co wcale nie wyklucza, że Holland nie brał też pod uwagę słabości pancerza pokładowego "Hooda", jak kiedyś umrę to się go o to spytam :wink:
Pozdrawiam!
_________________
Naucz się posłuszeństwa, nim zaczniesz rozkazywać... - Solon z Aten
 
 
Nietoperz
St. sierżant


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 333
Wysłany: Czw 27 Mar, 2008   

Ok. Ja też :D
Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Otóż Niemcy zaznajomili Brytyjczyków także ze swoim nowym pancernikiem. Bo do tej pory Niemcy nawet w przewadze woleli się wycofać niż narażać swoje okręty na straty. Wyjątkiem jest tutaj ''Admiral Graf Spee" który przyjął walkę prawdopodobnie tylko z tego powodu bo nie mógł dać śruby z gorącego terenu, i wolał już odpędzić natrętów. Oczywiście Anglicy w innym wypadku wsiedliby mu na rufę i kapota.
I druga sprawa. Wie ktoś co się działo na pokładzie Niemca w momencie dojrzenia "Hooda" i "PoW"?
 
 
siwy102
Plutonowy


Dołączył: 26 Sie 2005
Posty: 129
Skąd: Poznań
Wysłany: Czw 27 Mar, 2008   

Tak, to ciekawe.. Przecież zawsze przed brytolami zwiewali (Graf Spee nie miał innego wyboru jak walka, był wolniejszy o 4 węzły od krażowników, i tak by nie uciekł). A tutaj twardo się postawili, pomimo znaczącej przewagi liczebnej Brytyjczyków, Prinz się nie liczył przecież (chociaż kto go tam wie? :wink: ) ...

Co do do tego co Niemcy myśleli w chwili dojrzenia Hood'a i PoW'a moje źródła milczą ("Militaria XX wieku" i Perepeczko "Bój o Atlantyk"). Wiem tylko, że najpierw zostały one wykryte przez radar Prinza. Przy pierwszym kontakcie wzrokowym (godz. 5.43) pierwszy oficer artylerii Bismarcka wziął je za ciężkie krązowniki, ale drugi oficer artylerii poprawił go i do Lutjensa poszedł już prawidłowy meldunek o pancerniku i krążowniku liniowym. To tyle co wiem :)
_________________
Naucz się posłuszeństwa, nim zaczniesz rozkazywać... - Solon z Aten
 
 
Nietoperz
St. sierżant


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 333
Wysłany: Pon 14 Kwi, 2008   

Wygląda na to że sytuacja była identyczna jak w przypadku "Grafa Spee" przecież brytyjskie krążowniki i tak siedziały Niemcom na tyłkach jednak poza zasięgiem skutecznego ognia. pozostały im tylko dwa wyjścia: albo zawrócić do bazy albo próbować się przedzierać. Lutjens był jak widać uparty i wybrał pierwszą możliwość, mimo uszkodzenia radaru na "Bismarcku" , przez co stał sie grabażem tego okrętu. Myślę że tutaj zaważyła zasada wojny korsarskiej mówiąca że Niemieckie pancerniki nie służą do walki z brytyjskimi, tylko do walki z słabszymi od siebie, a w szczególności ze statkami (jak jeszcze z ładunkiem to :D ).
Niemcy mieli szanse wrócenia do bazy w chwale pogromcy największego brytyjskiego okrętu. wiele względów za tym przemawiało. Uszkodzenia "Bismarcka" i stopniowo zaciskająca się pętla na ich szyi przemawiała za tym by sobie odpuścić i spadać póki czas, oni jednak niemalże świadomie głowę w tę pętlę wkładali. Lutjens był posłuszny rozkazom: mamy mimo wszystko przedrzeć się na Atlantyk. Miał wiele szans, na ratunek nie wykorzystał żadnej z nich.
To są jednak moje własne dywagacje, jeszcze raz powtórzę że nie jestem na jego miejscu, może gdyby on wiedział to, co my teraz wiemy postąpiłby inaczej. Z perspektywy lat jesteśmy madrzejsi i mamy wgląd w całokształt działań jedak jak już gdzieś czytałem dowódcy zwykle więcej niewiedzieli niż wiedzieli, tak więc gdyby wiedział to zrobiłby to co mu na tym forum radzimy, przecież głupi nie był. Albo mimo naszej wiedzy my nie wiemy tego o czym on wiedział? i zabrał ze sobą tę wiedzę na dno morza?
Dosyć tego gdybania :D
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Śro 09 Lip, 2008   

Cytat:
oni jednak niemalże świadomie głowę w tę pętlę wkładali

Po odmeldowaniu się u Raedera Lutiens zajrzał jeszcze na krótko do biura głównodowodzącego Kriegsmarine, późniejszego kontradmirała (inż.) Hansa Vossa. „Voss” – powiedział – „chcę się pożegnać, nie wrócę już”. a kiedy Voss spojrzał na niego pytająco, dodał: „Przy tej przewadze Brytyjczyków przeżycie jest mało prawdopodobne.”
B.F. von Mullenheim-rechberg
Pancernik „Bismarck”
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
Pan P.
Kapitan



Dołączył: 08 Paź 2004
Posty: 1152
Skąd: Szczecin
Wysłany: Śro 09 Lip, 2008   

Nie przeceniał bym tej optyki pod jutlandią i w ogóle, imho to kolejny niemiecki mit. W zasadzie celność obu flot była bardzo bardzo podobna czyli bardzo bardzo słaba.
_________________
http://lobuzio.blogspot.com/ zapraszam

(\ /)
(O.o)
(> <)

This is Bunny.

Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
 
 
gumiś@6.pl
St. szeregowy


Dołączył: 26 Lut 2007
Posty: 63
Skąd: GOROWA
Wysłany: Wto 15 Lip, 2008   

Hood był krążownikiem liniowym , typem okrętu który powstał przed pierwszą wojną światową , Brytole dali ciała przy konstruowaniu tych okrętów.Postawili na szybkość i kaliber dział kosztem pancerza . Takim okrętem był właśnie Hood .Droga Duńska to ciąg dalszy bitwy jutlandzkiej .Hood nie miał szans z Bismarckiem . Bitwa zaczęła się na dalekim dystansie , gdzie pociski spadają pionowo , a pancerz poziomy Hooda to już tragedia .Zresztą nie potrzebny był Bismarck aby udowodnić słabość Hooda . Pocisk , który spowodował eksplozję amunicji należał do PRINZ EUGEN . Jedyną szanśą Hooda było szybkie skrócenie dystansu . Prince of Wales był jednostką nową , z niezgraną załogą , z załogą stoczniową na pokładzie , z niesprawną jedną wieżą ,a więc nie był jeszcze w pełni wartościowym okrętem .[/i]
_________________
FGSYG
 
 
 
Gość

Wysłany: Śro 16 Lip, 2008   

Hood jak na krążownik liniowy był nieźle opancerzony, nawet lepiej niż niektóre drednoty walczące w II Wojnie.
Co do Prince of Wales, to jeśli okret w niedoszkoloną załogą leje tak przeciwnika, jak Książe, to ja więcej pytań nie mam.
Zagłada Bismarcka zaczęła się już na Drodze Duńskiej od trafienia w zbiorniki z ropą.
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Czw 17 Lip, 2008   

Pocisk z Prinz Eugena? Czyli jednak ktoś zatrudnił medium któremu udało się porozumieć ze świadkami zdarzenia. :wink: Panowie, jedyne co jest pewne, to że Hood zatonął w wyniku wymiany ognia między nim i PoW a Bismarckiem i Prinz Eugenem, po wystrzeleniu 4 – czy tam 5 salwy z pancernika. Większe jest prawdopodobieństwo że był to pocisk z B ponieważ był on 8x cięższy od pocisków krążownika. Wszelkie teorie o pociskach nurkujących i tak dalej to jedynie luźne domysły oparte na raczej wątłych przesłankach.
No i gwoli ścisłości to te „pionowo spadające pociski”, upadały pod kątem około 15 stopni, zaś Hood opancerzeniem z całą pewnością dorównywał pancernikom typu Quen Elizabeth.
Zaś odnośnie wyszkolenia, Bismarck i PE również były świeżo wcielonymi jednostkami, na tym pierwszy program szkolenia został skrócony właśnie ze względu na planowaną operację Rheinubung (oba okręty nie zostały również w pełni wyposażone), a wieże na pancernikach typu KGV zacinały się stosunkowo często, podobny problem miał miejsce 27 maja na okręcie prototypowym.
Cytat:
Zagłada Bismarcka zaczęła się już na Drodze Duńskiej od trafienia w zbiorniki z ropą.

Zastawiam się od jakiegoś czasu, czy nie od mianowania dowódcą zespołu Lutiensa. Odnoszę wrażenie że facet mógł być przepracowany a przede wszystkim zbyt długo obciążony zbyt wielką odpowiedzialnością i pracował pod zbyt wielką presją. Moim zdaniem przyczyną klęski był pośpiech i pchanie się na siłę przez Drogę Duńską.
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8