Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Bitwa pod Małujowicami - raport z rozgrywki (ilustrowany)
Autor Wiadomość
Grisznak
Podporucznik



Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 695
Skąd: Włocławek
Wysłany: Nie 29 Maj, 2016   Bitwa pod Małujowicami - raport z rozgrywki (ilustrowany)

Ostatni na razie raport z rozgrywki, tym razem zrobiony w oparciu o "Krwawe Pola Małujowic" wydawnictwa Strategmata. Wyszło ciekawie, bo bitwa potoczyła się nieco inaczej niż w rzeczywistości.

W 1740 Fryderyk II zdecydował się zaatakować Śląsk, wykorzystując m.in. wzrastającą wrogość pomiędzy prześladującymi protestantów Habsburgami a w większości luterańską ludnością bogatej prowincji. Już wcześniej uciskana ludność cesarskiej części Śląska (w księstwach brzesko–legnickim i oleśnickim obowiązywała swoboda wyznania i kultu) zwracała się o protekcję do przechodzących przez jego terytorium wojsk szwedzkich (1706), które uważano za gwarantów warunków podpisanego po wojnie trzydziestoletniej pokoju westfalskiego.

Fryderyk swe działania wspierał dodatkowo roszczeniami dynastycznymi, wynikającymi z podpisanego w 1537 roku układu o przeżycie pomiędzy Joachimem II Hektorem i Fryderykiem II z dynastii Piastów – księciem legnicko–brzeskim (układ nie został zrealizowany ani w 1548 roku po śmierci Fryderyka II, ani w 1675 roku po wygaśnięciu dynastii Piastów; księstwo przejęli Habsburgowie).

Korzystając z zamieszania wywołanego sporami o sukcesję austriacką, Fryderyk II zawarł sojusz z Saksonią i 16 grudnia wkroczył na Śląsk. Do starcia z armią austriacka doszło pod Małujowicami (Mollwitz).
10 kwietnia 1741 roku, po kilku dniach obfitych opadów śniegu, Prusacy podeszli pod obóz niespodziewającego się ataku przeciwnika. Siły pruskie liczyły 33 szwadrony jazdy i 31 batalionów piechoty, austriackie – 86 szwadronów i 18 batalionów. Fryderyk II nie wykorzystał jednak momentu zaskoczenia przeciwnika i czekał z atakiem do popołudnia.


Początkowe rozstawienie wojsk

Etap 1 (godz. 13.30)
Pruscy piechurzy, brnąc w śniegu, zapewne w myślach przeklinali władców, którym przyszło do głów wojować zimą. Armia Fryderyka Wilhelma II zakończyła rozwinięcie o 13.30, choć w wyniku błędów podczas oszacowania pola bitwy, całe lewe skrzydło, obejmujące większość pruskiej jazdy, zostało oddzielone od reszty armii Potokiem Pępickim, co mogło utrudniać koordynację działań wojsk. Mimo tych niedogodności, równe, regulaminowe linie pruskiej piechoty ruszyły przed siebie, w kierunku wsi Małujowice, gdzie wciąż jeszcze rozwijała się armia austriacka.


Fryderyk Wilhelm II

Prusacy poruszali się w równej linii, choć rozdzielający lewe skrzydło od centrum Potok Pępicki sprawił, że nawet część batalionów pruskiej pierwszej linii piechoty musiała poruszać się de facto w drugiej linii. Problemy pojawiły się także na prawym skrzydle, gdzie porośnięte drzewami i zaroślami brzegi strumienia spowalniały marsz oddziałów von Schulenburga. Wszystko to doprowadziło do sytuacji, w której pruska piechota wysunęła się nieco na przód względem swoich skrzydeł, zaś dystans między obiema liniami piechoty zwiększył się. Na czole armii posuwała się artyleria, osłaniana przez sześć szwadronów huzarów Ziethena.


Pruska piechota w natarciu

Kłopoty Prusaków wydawały się jednak mało istotne w porównaniu z sytuacją, w jakiej znalazła się armia austriacka. W wyniku kłopotów w marszu i złego rozpoznania, na polu bitwy znajdowała się wyłącznie kawaleria generała Römera, uformowana w dwie linie po sześć szwadronów dragonów i czternaście (pierwsza) oraz dwanaście (druga) szwadronów kirasjerów. Przedpola zabezpieczało dwanaście szwadronów huzarów. Austriacka piechota dopiero przybywała w kolumnach marszowych na pole bitwy, ale gęsty śnieg spowalniał marsz żołnierzy cesarskich. Doprowadziło to do sytuacji, w której jazda Römera, będąca, wedle planów, prawym skrzydłem armii austriackiej, stała się lewym skrzydłem, podczas gdy centrum i prawe skrzydło były puste. Jedynie fakt, że Prusacy również poruszali się wolno, dawał Austriakom szanse.

Aby jednak wojsko miało możliwość rozwinięcia się, potrzeba było czasu, a jedynym, co mogło ów czas dać, była kawaleria Römera. Toteż kawaleria ruszyła ku Prusakom, przesuwając się ku ich lewemu skrzydłu, tak aby stworzyć na tym odcinku wyraźną przewagę (Römer miał w sumie dwanaście szwadronów dragonów i dwadzieścia sześć kirasjerów, podczas gdy kawaleria pruskiego prawego skrzydła dysponowała sześcioma szwadronami karabinierów konnych, trzema szwadronami konnych grenadierów i sześcioma szwadronami huzarów) i rozbić je, co postawiłoby przeciwnika w bardzo trudnym położeniu. Aby jednak urzeczywistnić ten zamiar, cesarska kawaleria musiała pokonać spory odcinek terenu, na dodatek poprzecinany potokami, utrudniającymi jej rusz.


feldmarszałek Wilhelm Reinhard von Neipperg

W międzyczasie feldmarszałek von Neipperg nerwowo zerkał w stronę Małujowic, gdzie widać już było nadchodzące kolumny austriackiej piechoty. Wiedział, że toczy walkę nie tylko z wrogiem, ale i z czasem, gdyż przegrupowanie i rozwinięcie wojsk w obliczu nadciągającego i widocznego już przeciwnika zawsze było przedsięwzięciem hazardowym. Mógł mieć tylko nadzieję, że manewr Römera się uda i Prusacy zatrzymają się, umożliwiając austriackim brygadom płynne przejście z kolumn marszowych w linie. Gdyby się to udało, sytuacja wojsk cesarskich byłaby dobra i dawałaby widoki na wygranie bitwy.

Etap 2 (godz. 14.00)

Pruska armia kontynuowała, przy dźwiękach orkiestry wojskowej, marsz ku nieprzyjacielowi. Żołnierze Fryderyka II nie napotykali na razie na poważniejsze przeszkody, wróg, mimo że w zasięgu wzroku, wciąż manewrował i rozwijał szyki, przygotowując się dopiero do walki. Lewe skrzydło wojsk pruskich pod dowództwem von Possadovskiego pozostało nieco w tyle, spowalniane przez przydzielony mu batalion grenadierów, do którego tempa, chcąc nie chcąc, musiała dostosować się kawaleria, stanowiąca 90% wojsk Possadovskiego. Widać też było, że potok Pępicki, który odcinał lewe skrzydło od centrum, ograniczał też swobodę manewru pruskiej jeździe. Prawe skrzydło natomiast na pewien czas utraciło równy szyk, co spowodowane było koniecznością przeprawiania jednostek przez strumienie i zarośla.

Kawaleria Römera kontynuowała swój manewr wejścia na prawe skrzydło wojsk pruskich, choć teren coraz częściej zmuszał ją do łamania szyku. Jednak, póty miało to miejsce w bezpiecznej odległości od nieprzyjaciela, nie stanowiło to problemu. Römer planował uderzyć swoimi jednostkami w centrum prawego skrzydła Prusaków, podczas gdy brygady Franckenberga i Hollyego miały wykonać atak z flanki i ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na tym odcinku na korzyść Austrii.

Na polew bitwy docierały w tym czasie kolejne kolumny wojsk austriackich, przede wszystkim reszta piechoty, która powoli zajmowała już pozycje w centrum armii a także kawaleria lewego skrzydła (która obecnie znajdowała się na prawym). Kirasjerzy Crodovy i dragoni Lichtensteinu pospiesznie rozwinęli linie, osłaniając maszerująca piechotę i artylerię. Problemem pozostawał fakt, że między kawalerią Römera a pozostałą częścią armii austriackiej pozostawała spora luka w centrum, osłaniana wyłącznie przez huzarów Splenyi i Ghilanyi.



Etap 3 (godz. 14.30)
W obliczu rozwijającej szyk armii austriackiej, a zwłaszcza kawalerii cesarskiej, której równa linia rozwinęła się przed frontem wojsk fryderycjańskich, armia pruska musiała zwolnić nieco tempo marszu, co skądinąd umożliwiło nareszcie zrównanie pierwszej linii piechoty z jej skrzydłami. Prusacy odprzodkowali artylerię i przygotowali ją do otwarcia ognia w kierunku nieprzyjaciela. Nieuchronnie zwiększał się natomiast dystans między centrum a lewym skrzydłem von Possadovskiego, który w większym stopniu był teraz zdany na własną inicjatywę. Potok Pępicki uniemożliwiał mu jednak przeprowadzenie skutecznego ataku na przeciwległe skrzydło austriackie.

Kawaleria Römera zakończyła manewr przygotowujący i rozwinęła szeroką linię na wprost pruskiego prawego skrzydła. Co prawda oparcie Prusaków o zabudowania Skarbimierza komplikowało plan Römera dotyczący obejścia pozycji przeciwnika i zajścia go z flanki, ale przewaga liczebna nastrajała go nadal pozytywnie. Austriacka piechota przeszła z szyku kolumnowego w liniowy, częściowo tylko jednak niwelując nadal istniejącą lukę w centralnej części szyku wojsk cesarskich.

Austriacka jazda Philiberta (kirasjerzy Cordovy, dragoni Lichtensteinu i Bathianyi) rozwinęli szyk na prawym skrzydle, powoli przesuwając się w kierunku centrum, służąc za osłonę dla poruszającej się wciąż w kolumnie kawalerii Birkenfelda. Neipperg, świadom, że w kawalerii ma przewagę nad wojskami Fryderyka II, a także dostrzegając lukę między lewym skrzydłem a centrum wojsk pruskich, postanowił zrobić z jazdy należy użytek. Rozbicie, a przynajmniej wywołanie zamieszania na obu skrzydłach armii przeciwnika mogłoby łatwo doprowadzić do jej zagłady w stylu godnym Hannibala pod Kannami.

Etap 4 (godz. 15.00)
Równo o piętnastej ruszyła przygotowana uprzednio szarża kawalerii Römera. Atakujące szwadrony dragonów Hollyego napotykały jeszcze opór grenadierów konnych Schulenburga, ale natarcie kirasjerów Lanthiery weszło jak w masło próbujących się wycofać pruskich huzarów Platena. Leibkarabinierzy również nie wytrzymali siły uderzenia i, podobnie jak pułk Gensdarmes, rzucili się do ucieczki.


Starcie kawalerii pruskiej i austriackiej

Cztery szwadrony dragonów Althann pod osobistym dowództwem generała Lenthalusa natarły na batalion grenadierów Bolstena, który zdążył uformować czworobok i odparł atak Austriaków. Ów przykład podziałać musiał mobilizująco na chroniących lewe skrzydło czworoboku konnych karabinierów, którzy także odparli atak natarcie jazdy Römera. Kirasjerzy z pułku Seherr dopadali pruskich dział i choć salwy tych, oddane na wprost, niemal „w twarz” nacierających spowodowały pewne straty, to jednak obie baterie artylerii Lehwaldt zostały zdobyte przez cesarskich kirasjerów. Przeprowadzone z impetem natarcie dwóch szwadronów kirasjerów z pułku Hohen Ems rozbiło batalion królewskiej gwardii, zaś w bezpośrednim zagrożeniu znalazł się sam król Fryderyk II, któremu w ostatniej chwili udało się schronić w szeregach drugiej linii piechoty pruskiej. Całkowitemu rozbiciu flanki pierwszej linii piechoty zapobiegła dzielna postawa żołnierzy z batalionu 1 Kleist, którym udało się wyrwać atak kirasjerów.

Szarża Römera, choć nie doprowadziła jeszcze do całkowitego rozbicia prawego skrzydła Prusaków, zmieszała ich szyk, wywołała popłoch w niektórych oddziałach i zmusiła armię pruską do zatrzymania się. Fakt, że uciekali także gwardziści królewscy, zaś Fryderyk II znalazł się w niebezpieczeństwie, zaważył na decyzji feldmarszałka von Schwerina, który zdołał przekonać króla, aby ten opuścił pole bitwy i nie narażał życia. Mimo początkowych oporów, pruski władca dał się przekonać argumentom von Schwerina i odjechał do Opola. Generał von Schuleburg podjął próbę uratowania tego, co zostało w jego oddziałów. Drugi z batalionów grenadierskich, Winterfeld natychmiast sformował czworobok do odpierania ewentualnych dalszych ataków cesarskiej jazdy. Próżnię, która powstała po rozbiciu i ucieczce części pruskiej jazdy osłaniały już tylko trzy szwadrony grenadierów konnych.


Feldmarszałek Kurt Christoph von Schwerin

Pruska pierwsza linie piechoty zatrzymała się w związku z kłopotami na jej lewej flance. Doprowadziło to także do zatrzymania drugiej linii, której bataliony pospiesznie przygotowały swoją artylerię batalionową i otworzyły ogień do kawalerii przeciwnika, w znakomitej większości jednak niecelny. Korzystając z bezruchu Prusaków, austriacka piechota mogła w spokoju kontynuować marsz ku centrum pola bitwy, asekurowana przez huzarów.

Realizując wizję oskrzydlenia Prusaków, zachęcony powodzeniem szarży Römera, do ataku ruszyła kawaleria von Berlichingena. Kirsajerzy Cordovy zatakowali prawą flankę pruskiej pierwszej linii i choć 1 batalion pułku Truchsess zniósł mężnie szarżę kawalerzystów, tak nie wytrzymał jej sąsiadujący z nim 2 batalion pułku Alt-Schwerin, którego żołnierze rzucili się do panicznej ucieczki. Stojące jednak obok bataliony grenadierskie Reibnitz i Buddenbrock stanęły na wysokości zadania, odganiający szarżujących na nie kirasjerów i dragonów celnym ogniem. Dzięki ich postawie lewa flanka pruskiej pierwszej linii utrzymała szyk i porządek. Jednak była to dopiero pierwsza z szarż na tym odcinku, a pod jej osłoną do ataku przygotowywali się dragoni i kirasjerzy Birkenfelda.

By choć trochę zabezpieczyć skrzydło przed zagrożeniem, von Possadovsky kontynuował marsz ku Małujowicom, jednak od masy wojsk austriackich odgradzał go tu skutecznie Potok Pępicki, przez który prowadził tylko jeden mostek, co bardzo komplikowało możliwość operowania większymi zgrupowaniami kawalerii pruskiej.



Etap 5 (15.30)
Sytuacja po upływie dwóch godzin od rozpoczęcia bitwy zmieniła się wyraźnie. O ile początkowo to Austriacy znajdowali się w niewygodnej sytuacji, tak brawurowa szarża kawalerii Römera postawiła z kolei Prusaków w położeniu nie do pozazdroszczenia. Zagładzie uległa ponad połowa prawego skrzydła armii Fryderyka II, a i pierwsza linia piechoty zdradzała oznaki załamania, ratowała zaś ją głównie osobista odwaga dowódców oraz przykład batalionów grenadierskich. Niemniej, w równym do tej pory szyku wojsk pruskich pojawiały się coraz większe wyrwy, wydatnie utrudniające skuteczne operowanie armii.


Austriacki kirasjer

Kawaleria von Berlichingena rozpoczęła kolejny atak na lewą flankę pruskiej piechoty. Dwa szwadrony kirasjerów Cordovy, którym udało się włamać w lukę między pruskimi batalionami, skłoniły feldmarszałka von Schwerina do skrycia się wśród żołnierzy, jednak ich atak na 2 batalion pułku Bredow zakończył się fiaskiem. Natarcie odparli ponownie grenadierzy Reibnitz, za to na sąsiadujący z nimi batalion grenadierski Buddenbrock spadł atak aż sześciu szwadronów austriackiej jazdy. Początkowo znać dał osobie pruski dryl, kiedy grenadierzy, w obliczu nacierających dragonów i kirasjerów sprawnie sformowali czworobok, którego ogień odpędził część z atakujących. Impet szarży dragonów okazał się jednak dość silny, aby rozbić pruski czworobok i zmusić grenadierów do ucieczki. W sukurs kolegom ruszyli także kawalerzyści Birkenfelda, którzy zaatakowali pruskie centrum. Dwa szwadrony pułku kirasjerów Hohenzollern wpadły tu pod ogień artylerii pruskiej i poniosły dotkliwie straty. Dwa kolejne szwadrony tegoż pułku uderzyły jednak z flanki i zagarnęły pruskie działa, wybijając ich załogę.

Widząc, że sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, von Possadovski zdecydował się zaatakować stojących po drugiej stronie Potoku Pępickiego austriackich dragonów, aby choć trochę odciążyć odpierającą kolejne ataki piechotę. Jednak szarże pruskich kawalerzystów z pułku Prinz Friedrich zakończyły się porażką, a cesarscy jeźdźcy po raz kolejny już w tej bitwie wykazali zdecydowaną wyższość nad królewskimi.

Römer miał wszelkie podstawy by być zadowolonym, gdyż jego plan uderzenia na prawe skrzydło wojsk pruskich jak dotąd działał znakomicie. Jednak przeciwnik, choć pobity, wciąż nie był ostatecznie rozbity. Austriacka jazda zaś, mimo sukcesów, wymagała choć krótkiej chwili na uporządkowanie się po szarży. Oddziały Hollyego, które przegrupowały się jako pierwsze, uderzyły na grenadierów konnych Schulenburga, stanowiących jedyną już bardziej wysuniętą osłonę pruskiej prawej flanki. Tymczasem, mimo dwukrotnej przewagi atakujących (sześć szwadronów dragonów przeciw trzem grenadierów) Prusacy nie dali się tu rozbić i ustępowali powoli, sprawiając, że każda piędź zajętego terenu kosztowała Austriaków drogo. Aż cztery szwadrony kirasjerów z pułku Lanthiery natarły na czworobok pruskiego batalionu grenadierów Bolsterna, jednak próby ataku rozbiły się o mur bagnetów i celny ogień poddanych Fryderyka II. Niemniej kolejne szwadrony z brygady Franckenberga wchodziły w lukę, zaś grenadierzy Bolsterna byli jedynymi, którzy powstrzymywali ich przed wejściem na głębokie tyły armii pruskiej.


Pruscy grenadierzy

Przykładną postawę zachowali także grenadierzy z batalionu Winterfelda, którzy atakowani przez cztery szwadrony dragonów Althann z brygady Lentulusa nie ustąpili i nie dali się pobić, pozostają tym kolejnym z nielicznych filarów, na których wciąż jeszcze opierało się prawe skrzydło armii pruskiej. Naporu nie wytrzymali natomiast sąsiadujący z nimi karabinierzy konni, których nacisk kirasjerów austriackich zmusił do odwrotu – częściowo uporządkowanego, a w przypadku jednego ze szwadronów – do bezładnej ucieczki. Linia jazdy Lentulusa posuwała się naprzód, mając przed sobą drugą linię piechoty pruskiej. Dowodzący smętnymi już tylko resztkami jednostek prawego skrzydła pruskiego generał Schulenburg niewiele mógł zrobić, aby powstrzymać ten napór – jego dwa bataliony grenadierów pełniły rolę falochronów, ale przez luki między nimi wlewały się coraz to nowe wciąż szwadrony cesarskiej kawalerii, którym nie było czego przeciwstawić. Mścił się brak wydzielenia przed bitwą jakiegokolwiek odwodu kawaleryjskiego.

Pierwsza linia piechoty wojsk pruskich stała nadal w miejscu, atakowana z obu flank. Żołnierze ogniem karabinowym i ostrzałem artylerii batalionowej odganiali co prawda szwadrony cesarskiej kawalerii, ale sami nie mogli ruszyć do przodu bez obawy okrążenia i ataku od tyłu. To z kolei wymusiło podobną postawę drugiej linii. Austriackie oddziały piechoty dotarły do centrum, ostatecznie „korkując” dziurę w szyku wojsk cesarskich i przygotowując się do marszu na wroga. Artyleria austriacka zajęła pozycje na prawym skrzydle, aby móc osłaniać je ogniem przed ewentualnymi działaniami ze strony zgrupowania Possadovskiego.

Etap 6 (godz. 16.00)
Artyleria batalionowa pruskich jednostek pierwszej linii zaczęła osiągać lepsze rezultaty, ostrzeliwując zebraną w dość ciasnej masie kawalerię i zadając kirasjerom z pułku Hohenzollern spore straty. Niemniej armia pruska wciąż stała nieruchomo, zakleszczona między wgryzającymi się nieustępliwie w jej skrzydła szwadronami austriackiej jazdy. W tym samym czasie żołnierze drugiej linii piechoty austriackiej rozwijali szyk powoli, wciąż jeszcze przesuwając się ku centrum, świadomi swojego bezpieczeństwa i osłaniani przez szwadrony huzarów.

Na pruskim prawym skrzydle grenadierzy konni Schulenburga okazali się zaskakująco wręcz wytrwali, odrzucając kolejną szarże dragonów Hollyego. Stojący niedaleko czworobok grenadierów Bolsterna, w którym schronił się generał von Schulenburg, oparł się atakom kirasjerów Lanthiery. Impet natarcia kawalerii Römera na tym odcinku osłabł zdecydowanie. Uległy natomiast kawalerzystom austriackim ostatnie dwa szwadrony karabinierów konnych, które po ataku kirasjerów zostały rozproszone i zmuszone do ucieczki. Nie do ruszenia pozostawał natomiast czworobok grenadierów batalionu Winterfeldt, ze wszystkich już stron otoczony przez wrogą kawalerię, ale nadal stawiający zdecydowany opór i witający ogniem każdy szwadron austriackiej jazdy. Römer zdecydował, że czas na uporządkowanie swoich jednostek i przegrupowanie ich przed kolejnym atakiem, który mógłby ostatecznie przełamać pruską linię obrony. Jasnym jednak było, że okaże się to trudniejsze niż przypuszczano, zwłaszcza w obliczu zdeterminowanej postawy grenadierów Fryderyka II. Ale i oddziały jazdy Lentulusa, mające przed sobą piechotę drugiej linii wojsk pruskich, miały do wykonania trudniejsze zadanie niż poprzednio, gdy walczyły głównie z pruską kawalerią. Ich szansą był natomiast fakt, że nawet pojedyncze przerwanie pruskiej linii mogło mieć katastrofalny skutek dla całego szyku.


Panorama bitwy pod Mollwitz

W obliczu zagrożenia, batalion grenadierów Kleista z drugiej linii piechoty pruskiej sformował czworobok, jednak na razie bezpośredniego niebezpieczeństwa nie było, gdyż zbliżające się szwadrony jazdy Lentulusa oddziały pruskie odpędziły skutecznie ogniem artylerii batalionowej. Faktem jednak pozostawało, że niemal na połowie długości frontu pruskiej armii nie istniała już pierwsza linia obrony, a jedynie druga, za którą nie było już niczego. A to, choć samo w sobie nie stanowiło jeszcze o klęsce, to niebezpiecznie ją przybliżało.

Schulenburg, pod którym ubito już w tej bitwie drugiego konia, robił co w jego mocy, aby utrzymać spójność swojej cienkiej linii obrony. Posłał go Schwerina gońca z prośbą o jakiekolwiek wsparcie, inaczej, jak twierdził, nie ręczy za to, że się utrzyma. Niestety, posiłki, jakie otrzymał, były czysto symboliczne – dwa szwadrony huzarów Ziethena. Ale prawdą było, że pruska armia, pozbawiona mobilnych odwodów, była w sytuacji unieruchomionego drapieżnika, wciąż groźnego i silnego, ale stopniowo osaczanego przez liczniejszych napastników. I Schwerin, choć doskonale rozumiał znaczenie pozycji Schulenburga, nie mógł mu pomóc.

Szarże kawalerii Berlichingena na lewą flankę piechoty pruskiej kolejno kończyły się niepowodzeniami, fale austriackich dragonów i kirasjerów odbijały się od szeregów pruskich piechurów, których równe salwy i rzędy bagnetów odstraszały konie cesarskich jeźdźców. Zarówno piechota liniowa jak i grenadierzy wykazali się tu sporym opanowaniem, dając odpór licznym atakom i sprawiając, że powtórzenie sukcesu Römera na tym odcinku stawało się dla przeciwnika coraz bardziej odległe. Niepowodzenia te w pewnym stopniu powetowali sobie Austriacy podczas ataku na wysunięte jednostki lewego skrzydła pruskiego, gdzie dragoni Batthyanyi rozbili dokumentnie kilka szwadronów pruskiej kawalerii, zaś dowódca skrzydła, generał Possadovky mało nie dostał się do niewoli, w ostatniej chwili uratowany przez swoich huzarów.

Austriacka piechota pierwszej linii bardzo powoli, brnąc w śniegu, zbliżała się do stanowisk wojsk pruskich, choć dotyczyło to wyłącznie brygady Goldyego, gdyż druga z brygad, Browne, pozostawała jeszcze bardziej z tyłu. Choć bitwa trwała już kilka godzin, to jak dotąd cesarska piechota nie oddała w niej jeszcze ani jednego strzału.


Walka kawalerii pruskiej z austracką

W niespodziewanych, a poważnych tarapatach znalazło się teraz lewe skrzydło wojsk pruskich. Szarża austriackich dragonów zmusiła do ucieczki cztery szwadrony pułku Prinz Friedrich, pozbawiając zgrupowania Possadovskyego jego głównej siły ofensywnej. Generałowi zostało kilka szwadronów huzarów i batalion grenadierów. Co gorsza, Austriacy zdobyli mostek na potoku Pępickim i mogli przez niego swobodnie przeprawiać na drugi brzeg kolejne oddziały, doprowadzając do rozcięcia lewego skrzydła wojsk pruskich i jego całkowitej zagłady. Świadom tego, Possadovsky zebrał pozostałe mu oddziały huzarów i przygotował się do uderzenia na Austriaków, nakazując im zmianę frontu i zwrot w prawo.



Etap 7 (16.30)
Atak Possadovskyego na skrzydło austriackie wzbudził u Schwerina nadzieje na zmianę sytuacji, gdyby bowiem udało się kawalerzystom lewego skrzydła wyjść na głębokie tyły wojsk austriackich, to ich nacisk na pewno by zmalał. Niestety, szybko okazało się, że natarcie zostało odparte, zaś pruska kawaleria rzuciła się do ucieczki. Był to chyba ten moment, w którym pruski feldmarszałek po raz pierwszy chyba zaczął rozważać możliwość przegrania bitwy. Co prawda jego piechota dzielnie stawała, dając odpór kolejnym szarżom kawalerii przeciwnika, ale amunicja powoli się kończyła, zaś rozpad lewego skrzydła i poważne kłopoty prawego groziły oskrzydleniem całej armii pruskiej i w konsekwencji – jej otoczeniem i zagładą. Do wieczora, który mógłby przerwać działania, nie było już co prawda wiele czasu, ale wystarczająco, aby Austriacy mogli jeszcze odnieść sukces i zmienić w ten sposób przebieg całej wojny.

Chcąc za wszelką cenę uratować swoje skrzydło przed rozbiciem, Possadovsky osobiście poprowadził desperacką szarżę huzarów z pułku Bayreuth na austriackich dragonów. Doszło do zaciętego starcia, w którym dopiero uderzenie prusaków z flanki przeważyło i zmusiło przeciwnika do odwrotu. Dzięki temu manewrowi Prusakom udało się wypchnąć nieprzyjaciela na drugi brzeg Potoku Pępickiego, jednak pozostawało pytaniem, czy osłabione szwadrony huzarów wytrzymają w razie kolejnego uderzenia. Dlatego też Possadovsky wysłał natychmiast posłańca do batalionu grenadierów Puttkamera z rozkazem jak najszybszego marszu i zablokowania mostu. Na to jednak potrzeba było czasu.


Pruscy huzarzy

Piechota Goldyego kontynuowała swój marsz ku stojącym nadal nieruchomo szeregom pruskiej piechoty, choć dowódca uznał, że w chwili obecnej nie ma potrzeby doprowadzania do starcia, wystarczy ogniem dział batalionowych „zmiękczyć” i tak stojących na wprost Prusaków, których skrzydła „skubała” kawaleria. By rozpocząć pełne uderzenie należało poczekać na oznaki rozprężenia wśród wroga a także na nadejście drugiej z brygad pierwszej linii.

Świadom, że dalszy bezruch będzie miał fatalny wpływ na morale wojska, Schwerin nakazał dowócy drugiej linii piechoty, księciu Leopoldowi II, atak. Pruska piechota, prowadząc ogień w marszu, ruszyła do przodu, spędzając tym samym część kawalerii Römera i zadając jej straty. Jednak po ok. stu metrach natarcie trzeba było zatrzymać, gdyż groziło przemieszanie się z pierwszą linią piechoty. Kawalerzyści Lentulusa, na których spadł główny ciężar pruskiego ataku, wycofali się poza zasięg ognia Prusaków. Przyniosło to nieznaczną tylko poprawę sytuacji armii Fryderyka II, gdyż najważniejsze wydarzenia wciąż rozgrywały się na jej skrzydłach.

Tym bardziej świadom tego był Römer, w którego rękach tak naprawdę spoczywał los bitwy. Dlatego też nie oszczędzał swoich ludzi, ponawiając ataki na coraz bardziej chyboczące się pod ciosami nieprzyjaciela prawe skrzydło pruskie. Dragoni Hollyego krok po kroku, metodycznie spychali do tyły karabinierów Schulenburga, którzy jednak wciąż uparcie nie dawali się pobić. Przeprowadzony właśnie kontratak pruskiej piechoty wyraźnie podniósł morale broniących, gdyż cesarskim kirasjerom nie udawało się przebić, nawet huzarzy wytrzymali ich napór. Czworoboki grenadierskie skutecznie spełniały zadania falochronów, uniemożliwiając Austriakom rozwinięcie pełnych linii do szarży, a ich ogień spowalniał ataki. I gdy sytuacja zdawała się już Prusakom opanowana, nadszedł niespodziewany ciosy – szarża kirasjerów pułku Seherr rozdarła szyk batalionu Borcke, zmuszając jego żołnierzy do ucieczki. Austriacy natychmiast wdarli się w ów wyłom w pruskim szyku, odcinając od reszty armii jej prawe skrzydło oraz dwa bataliony drugiej linii piechoty. Po raz kolejny na tym odcinku powiało poważnym kryzysem, a przed jeźdźcami Römera pojawiła się wizja osiągnięcia sukcesu.


Natarcie jazdy austriackiej

Generał Berlichingen, dowódca kawalerii austriackiej lewego skrzydła, nie pozostawał w tyle, ponawiając mordercze szarże na lewą flankę pruskiej piechoty, ale nie przynosiły one w większości zamierzonego rezultatu, piechurzy Fryderyka II bez większego trudu już odpierali coraz to bardziej przerzedzone stratami szwadrony cesarskiej kawalerii. I tak jak na prawym skrzydle, w sytuacji kiedy Prusakom zdawało się, że najgorsze już za nimi, nagle sytuacja zmieniła się dramatycznie, gdy dragoni Lichtensteinu rozbili dosłownie pruski batalion pułku Alt-Schwerin, który chronił skraj lewej flanki wojsk królewskich. Między pruską linia a Potokiem Pępickim pojawiła się nagle spora luka, w którą bezkarnie wlać się teraz mogły masy cesarskiej jazdy Berlichingena, w tym przygotowane do tego właśnie celu szwadrony huzarów Splenyi.

Coraz wyraźniej rysująca się groźba okrążenia stawiała armię pruską w niedogodnym położeniu. Co prawda batalion grenadierów Reibnitz szybko sformował czworobok, który miał choć częściowo strzec lewej flanki pruskiej piechoty, jednak o zatkaniu zionącej między liniami wojsk a Potokiem Pępickim dziury nie mogło być mowy. Piechurom pierwsze linii pozostawał jedynie ostrzał przeciwnika, najczęściej prowadzony już zupełnie samowolnie i do każdego oddziału, który wszedł w zasięg. Podczas jednego z takich ostrzałów przypadkowa kula trafiła i ciężko zraniła generała Birkenfelda. Stojąca tuż za plecami żołnierzy druga linia piechoty uniemożliwiała wykonanie choć kilku kroków w tył.

Austriacka piechota drugiej linii tymczasem spokojnie zajmowała pozycje za swoimi towarzyszami pierwszej linii, w oddali widząc szeregi piechoty przeciwnika. Na prawym skrzydle wojsk pruskich Schulenburg robił co mógł, by utrzymać spójność linii. Jednak wysłani przez niego huzarzy Platena, którzy mieli choć zaatakować zdezorganizowanych nieco walkami dragonów austriackich, zostali łatwo odrzuceni i wycofali się ze stratami.

Etap 7 (godz. 17.00)
Oko siedemnastej pogoda nad polem bitwy zaczęła się psuć. Zasnuwające niebo chmury zgęstniały i zaczął z nich prószyć śnieg, stopniowo coraz bardziej intensywnie. Ponaglana przez Neipperga, który chciał rozstrzygnąć bitwę przed zmierzchem oraz spodziewaną śnieżycą, do ataku ruszyła pierwsza linia piechoty austriackiej. Z tworzących ją pięciu batalionów piechoty, jeden dostał się pod ogień ostatniej z pruskich baterii dział i nie wytrzymując ostrzału, cofnął się. Niedługi potem miała do ataku pójść druga z austriackich brygad pierwszej linii, zaś drugą linię Neipperg planował zatrzymać jako odwód, na wypadek, gdyby jednak Prusacy zgotowali mu jakąś nieprzyjemną niespodziankę. Rozstrzygnięcie natomiast szukał na skrzydłach, jego kawaleria Römera i Berlichingena nie zwalniała nacisku.

Possadovsky uporządkował jednostki lewego skrzydła pruskiego, rozmieszczając je wzdłuż Potoku Pępickiego, mając nadzieję, że w ten sposób uda mu się przynajmniej związać część austriackiej jazdy. Jednak próba ataku przez mostek na stacjonujących po drugiej stronie dragonów kończy się fiaskiem, pruscy huzarzy nie wykazują już większej woli walki. W tym czasie na prawym skrzydle Schulenburg nadludzkim wysiłkiem uporządkował sytuację, odganiając austriacka jazdę Römera. Od części swoich wojsk. Wykazali się tu huzarzy Platena, którym udało się przerwać trwające od dłuższego już czasu okrążenie batalionu grenadierskiego Winterfeld.

Było już po siedemnastej, kiedy Berlichingen wydał rozkaz Philibertowi uderzenia w powstałą lukę w lewym skrzydle armii pruskiej. Do natarcia ruszyli dragoni Lichtensteinu, kirasjerzy Cordovy oraz huzarzy Splenyi. Jadąc wzdłuż brzegu Potoku Pępickiego, Austriacy poruszali się w większości poza zasięgiem pruskich grenadierów i choć nadkładali w ten sposób nieco drogi, to już wkrótce na tyłach wojsk pruskich znalazło się sześć szwadronów huzarów i cztery szwadrony dragonów. Powstrzymać to włamanie usiłowały dwa szwadrony pruskich huzarów, jednak bez rezultatu. Aby uniemożliwić Prusakom reakcję, do ataku na czoło pruskiej piechoty przystąpiła kawaleria Birkenfelda, której udało się zdobyć ostatnią z pruskich baterii dział. To jednak jedyny sukces żołnierzy Birkenfelda, którzy zmęczeni i przerzedzeni stratami nie byli w stanie sforsować pruskich linii. Pogarszająca się pogoda nie zapowiadała też możliwości poprawy tej sytuacji.

Około wpół do szóstej nastąpiło dalsze pogorszenie pogody. Gwałtowny wiatr i śnieżyca sprawiły, że widoczność na polu bitwy znacznie się obniżyła. Dowódcy, aby zachować kontrolę, skupiali oddziały wokół siebie, powstrzymując się od działań. Schwerin, uznawszy to za szansę, zdecydował się na odwrót. Nie niepokojona przez Austriaków, ale i tak mocno osłabiona i zdemoralizowana armia pruska opuściła pole bitwy, pozostawiając na nim wielu zabitych. Szalejąca do wieczora burza śnieżna sprawiła, że niektóre z pruskich oddziałów zgubiły drogę i dopiero następnego dnia, często mocno zdekompletowane, dołączyły do reszty wojsk.
_________________

The super-dreadnought fitted with Western technology at Vickers in England, Kongou has arrived!
Even in the Pacific Theatre, I'll use the power of my speed to be of great use! Look forward to it!
 
     
Master Yoda
St. szeregowy


Dołączył: 11 Lut 2014
Posty: 56
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon 30 Maj, 2016   

Opis jak zwykle na bardzo wysokim poziomie. Bardzo dobry językowo (stylistycznie, gramatycznie i ortograficznie), o co w dzisiejszych czasach coraz trudniej. Dodatkowy plus to oczywiście zdjęcia z planszy i grafiki. Gratulacje.

Sama bitwa natomiast nie wydaje się aż tak ciekawa. Przede wszystkim sprawia wrażenie mało manewrowej. Ot, dwie linie stojących naprzeciw siebie oddziałów usytuowanych płycej bądź głębiej. O wyniku decyduje kto ma więcej szczęścia w rzutach kostką. Ja wiem, że tak się wtedy walczyło, taka była ówczesna sztuka wojny - może właśnie dlatego tak mało powstaje gier dotyczących tego okresu.
_________________
May The Force Be With You
 
     
Grisznak
Podporucznik



Pomógł: 3 razy
Dołączył: 01 Cze 2006
Posty: 695
Skąd: Włocławek
Wysłany: Pon 30 Maj, 2016   

Na pierwszy rzut oka tak właśnie myślałem - po co mi sięgać po bitwę z czasów pre napoleońskich, gdzie manewr nie odgrywał takiej roli. Ale rozegrałem ją jak dotąd trzy razy (przy czym gra ma cztery scenariusze - jak dotąd sprawdziłem dwa - raz wprowadzający i dwa razy historyczny) i przy dwóch rozgrywkach w scenariusz historyczny sytuacja za każdym razem była zupełnie odmienna. Przede wszystkim odmienny jest skład obu armii - Austriacy mają mniej piechoty, na dodatek wyraźnie gorszej jakościowo, za to lepszą kawalerię i sporo jej więcej. Wiec rozgrywka potrafi być mocno dynamiczna.

Poza tym, bardzo mi się podoba mechanika dowodzenia i system rozkazów - tu wszystko musi być pod kontrolą, nie ma mowy o tym, aby sobie swobodnie latać żetonami po planszy, a źle wydany rozkaz, którego nie zdążymy zmienić, potrafi nam napytać sporo biedy.

Generalnie, dla mnie gra była pozytywną niespodzianką i na pewno kupię kolejne z tej serii.
_________________

The super-dreadnought fitted with Western technology at Vickers in England, Kongou has arrived!
Even in the Pacific Theatre, I'll use the power of my speed to be of great use! Look forward to it!
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9