Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Jak wybuchła wojna
Autor Wiadomość
Tomasz Kornaszewski
Plutonowy


Dołączył: 24 Sie 2005
Posty: 136
Skąd: Killearn, Stirlingshire
Wysłany: Wto 07 Paź, 2008   Jak wybuchła wojna

Witam

Przedstawiam Panom (a może i Paniom też) referat, który znalazłem pośród materiałów z konferencji historycznej poświęconej wybuchowi II WŚ zorganizowanej przez IPN w 2003. Referat podaje ciekawą i dość spójną analizę wydarzeń prowadzących do wybuchu wojny.

Chciałbym prosić o oceny, komentarze, polemiki.

Celowo nie podaje nazwiska referenta aby komentarze nie skupiły się na osobie, a nie na zawartości referatu. Oczywiście nazwisko podam na priv każdemu, kto o to poprosi.

A zatem do analizy:

Cytat:
Kampania Jesienna 1939 r. w Polsce
na tle 2. wojny światowej oraz konfliktu cywilizacyjnego XX w.
(skrótowe zarysowanie problemu)

Znaczenie poszczególnych wydarzeń historycznych ma charakter obiektywny, tj. niezależny od świadomości, planów i zamiarów oraz ocen uczestników wydarzeń. Dalekosiężne skutki decyzji stawienia oporu Niemcom przez Rzeczpospolitą oraz operacji polskich w Kampanii Jesiennej 1939 r., widoczne są najlepiej na tle dwu wielkich zjawisk dziejowych, a mianowicie (1) konfliktu geopolityczno-cywilizacyjnego, wyrażającego się głównie w postaci cyklicznie podejmowanej ekspansji wschodniej, kierującej się z wnętrza Eurazji na zachodni półwysep tej największej masy lądowej świata oraz (2) konfliktu wewnątrzeuropejskiego, którego apogeum stanowiły dwie wielkie wojny I połowy XX w.

I. Ekspansja wschodnia a Kampania Jesienna

1. W toku całej swojej historii Europa była obiektem cyklicznie podejmowanych ekspansji geopolitycznych ze wschodu. Mają one charakter cywilizacyjny i grożą katastrofą cywilizacji zwanej zachodnią albo europejską. Rodzą się w środkowoazjatyckiej strefie okresowego nadciśnienia demograficznego (zlewisko bezodpływowe), nazwanej przez brytyjskiego geopolityka Mackindera Heartlandem, ale zdolności do rzeczywistego zagrożenia nabierają dopiero po uzyskaniu wystarczająco wielkiego potencjału geopolitycznego, co wymaga wcześniejszego opanowania stref przyległych do zlewiska bezodpływowego. W minionym tysiącleciu doszło do trzech takich ekspansji:
- mongolskiej, powstrzymanej na ziemiach Polski i Węgier; nie doszła ona do zachodniej Europy;
- tureckiej, powstrzymanej przez Węgry, kraje habsburskie oraz Polskę; zagroziła ona również południowo-zachodniej Europie (Italia, Hiszpania);
- rosyjskiej, powstrzymanej na ziemiach niemieckich, głównie dzięki obecności amerykańskiej; zagroziła ona bezpośrednio całej zachodniej Europie.
Ekspansja rosyjska była geopolitycznym wznowieniem ekspansji mongolskiej, a jej główną bazą przestrzenno-demograficzną stały się ziemie b. Złotej Ordy, zorganizowane w imperium carskie, następnie sowieckie. Rozpoczęła się ona w XVIII stuleciu, pierwsze apogeum osiągając w początku XIX w., a drugie w połowie XX w. Niedostatek potencjału geopolitycznego spowodował, że z powodzeniem podejmowano ją tylko w warunkach wielkich konfliktów wojennych pomiędzy państwami europejskimi. W drugim przypadku chodziło o dwie wielkie wojny europejskie, przekształcające się w światowe. Rozpoczęły je Niemcy (w sierpniu 1914 r. najeżdżając Belgię i Francję, we wrześniu 1939 r. – Polskę), ale sytuację w której wojna stawała się nieuchronna prowokowała Rosja. W 1914 r. takim decydującym momentem stało się ogłoszenie rosyjskiej mobilizacji powszechnej, w 1939 r. marcowa oferta Stalina współpracy z Niemcami oraz sierpniowe zawarcie paktu Ribbentrop-Mołotow (patrz niżej).
Ekspansja rosyjska mogła doprowadzić do opanowania całej Europy jedynie wówczas, gdyby zwycięstwo przesuwało się z zachodu na wschód. Najpierw Niemcy kosztem wysokich ofiar rozbijają Francję i Wielką Brytanię, a w końcowej fazie tych operacji ZSRR najeżdża na niezdolną do skutecznej obrony Rzeszę. Taki scenariusz wymagał, aby odpowiednio wcześnie zawarte zostało polityczne porozumienie Moskwy z Londynem i Paryżem, do czego Stalin dążył zarówno latem 1938 r., jak – o wiele energiczniej - latem 1939 r.; warunkiem tego porozumienia była zgoda Zachodu na wprowadzenie wojsk sowieckich do niezależnych państw, w drugim przypadku do krajów bałtyckich i Polski oraz ewentualnie Rumunii. W obliczu dwustronnego zagrożenia Niemcy musiały dążyć do rozbicia bliższego przeciwnika, czyli Francji, co pozwalało ZSRR spokojnie przeprowadzić totalną mobilizację oraz – manewrując czasem, bezpośrednio po rozstrzygnięciu na Zachodzie – ruszyć na Berlin. W warunkach 1939 r. co najmniej 5-6 milionowe siły sowieckie, wsparte przez uzależnione sytuacyjnie półtoramilionowe Wojsko Polskie, a działające w oparciu o bazy w krajach bałtyckich i na terenie Rzeczypospolitej miały ogromną szansę przetoczyć się nie tylko przez Rzeszę, ale całą zachodnią Europę. Na ich przybycie oczekiwały miliony Niemców, którzy wcześniej głosowali na komunistów oraz na radykalne skrzydło SPD, a także Francuzów, parę lat wcześniej wspierających radykalną część Frontu Ludowego, wreszcie trzecia część społeczeństwa hiszpańskiego - właśnie pokonana przez nieco mniej licznych zwolenników gen. Franco.
Odrzucenie przez Polskę tzw. pomocy sowieckiej przekreśliło takie plany. Było to bolesne zaskoczenie na Moskwy, która po marcowym sprowokowaniu Niemców do podjęcia nowej fazy awanturniczej polityki – co doprowadziło do jawnego konfliktu polsko-niemieckiego - liczyła, że Warszawa w obliczu zagrożenia będzie musiała przyjąć rosyjskie warunki. Inaczej niż wiosną, w sierpniu 1939 r. Stalinowi pozostała jedynie opcja niemiecka. Układ Ribbentrop-Mołotow i udział w agresji na Polskę spowodowały faktyczne wejście ZSRR do bloku Osi. Doprowadziło to do kryzysu w stosunkach Moskwy z Zachodem, zimą 1939/40 - na tle agresji Finlandii - bliskiego formalnego stanu wojny. W wytworzonej sytuacji ZSRR musiał maksymalnie wesprzeć Niemcy, dzięki ogromnym dostawom paliw, surowców i żywności oraz otwartą dywersją FPK umożliwiając Hitlerowi pokonanie Francji i postawienie na krawędzi katastrofy Wielkiej Brytanii. Działał przymus sytuacyjny, bo ewentualna klęska Niemiec w 1940 r. stawiała samotny ZSRR w beznadziejnej sytuacji. Okazało się jednak, że porozumienie z Hitlerem przyniosło sukcesy głównie Niemcom; Wehrmacht uzyskał szansę szybkiego pokonania Francji, zrekompensowania strat i osiągnięcia wyższego niż przed kampanią 1940 r. poziomu potencjału militarnego. Stalin nie zdążył wykorzystać krótkotrwałej szansy zaatakowania Niemców zaangażowanych na zachodzie, a - co więcej - wyprzedający atak Hitlera na ZSRR przesunął front tak daleko na wschód; USA i Wielka Brytania zyskały czas, potrzebny na stworzenie potężnych sił zbrojnych, które były w stanie wyzwolić zachodnią Europę. Ostatecznie, ekspansja wschodnia musiała zatrzymać się na Łabie.
Stanowisko Polski odrzucającej tzw. pomoc sowiecką, bardziej intuicyjne niż stanowiące wyraz przemyślanego planu politycznego, przyczyniło się zasadniczo do takiego ograniczenia zasięgu ekspansji wschodniej w apogeum jej geopolitycznego nasilenia. Było to drugie z trzech polskich działań, powstrzymujących realną w I połowie XX w. groźbę opanowania przez imperium Heartlandu całej Europy. Pierwszym z nich było powstrzymanie najazdu sowieckiego w 1920 r., trzecim Powstanie Warszawskie, którego klęska – w dobie lawinowego wyzwalania Europy - stanowiła tak silny szok dla światowej opinii publicznej, że przywódcy Zachodu pod jej presją (wybory prezydenckie w USA w listopadzie 1944 r.) wymusili na Stalinie rezygnację z formowania 17 republiki i utrzymania formalnej odrębności państwowej Polski, a pośrednio pozostałych państw strefy sowieckiej.
Nie ocaliło to Polski, która wraz z cała wschodnią częścią Europy znalazła się pod dominacją sowiecką. Utrzymanie zachodniej Europy oraz zachowanie minimum autonomii politycznej krajów zniewolonych dało jednak szansę zrzucenia totalitarnej hegemonii; bez tego wchłonięcie całej Europy przez imperium Heartlandu byłoby faktem dokonanym.

II. Druga wojna światowa a Kampania Jesienna

Odbudowane w XIX w. imperium niemieckie rychło wysunęło się pierwsze miejsce w Europie pod względem potencjału geopolitycznego i dążyło do uzyskania politycznej hegemonii. Doprowadziło to do wewnątrzeuropejskieko konfliktu i prawie kompletnego zdruzgotania Europy. Zamiar niemiecki zakończył się niepowodzeniem w pierwszej wojnie światowej, ale po przerwie, niezbędnej zwłaszcza dla rekonstrukcji potencjału demograficznego, został podjęty po raz drugi.

II-a. Złamanie politycznej strategii niemieckiej wiosną-latem 1939 r.

Wykorzystując doświadczenia I wojny światowej i uważając, że o klęsce II Rzeszy zadecydowało niesprzyjające wyjściowe położenie geopolityczne oraz konieczność walczenia na dwu głównych frontach, Niemcy dążyli do rozstrzygnięcia konfliktu w trzech następujących po sobie etapach:
1. Wstępnego powiększenia potencjału geopolitycznego, dającego Rzeszy absolutną przewagę nad wszystkimi rywalami. Zamierzano osiągnąć to na drodze terytorialnego zwiększenia Rzeszy pod pozorem skupienia w jednym państwie ziem zamieszkałych przez Niemców względnie stanowiących wcześniej prowincje Niemiec (Czechy) oraz uzależnienia tzw. nowych państw Międzymorza, powstałych bądź umocnionych w następstwie I wojny światowej w pasie od Finlandii po Jugosławię. Miało to doprowadzić do znacznego zwiększenia potencjału gospodarczego Rzeszy (zwłaszcza w brakujące surowce i żywność) oraz przyczynić się do zdecydowanej poprawy położenia strategicznego Niemiec. Berlinowi zależało szczególne na Polsce, dysponującej wówczas - ex equo z Italią - czwartymi-piątymi co do wielkości siłami lądowymi w Europie, a także na Rumunii, gdzie znajdował się największy europejski ośrodek wydobycia ropy naftowej (w okresie 1940 - połowa 1941 zaspakajał 60% zużycia niemieckiego, później okresowo nawet ponad 80%).
2. Pokonanie Francji i Anglii w jednofrontowej wojnie. Działania te, wsparte bezpośrednio przez Italię, a co najmniej pośrednio przez Japonię, osłonięte miały być od strony ZSRR przez Polskę. W następstwie tej wojny, którą trzeba było rozstrzygnąć na tyle szybko, aby uniknąć dołączenia się USA (w 1918 r. pomoc amerykańska zapewniła przewagę aliantów na froncie zachodnim) - Niemcy uzyskiwały dominację nad całą Europą, a ich potencjał wzrastał w stopniu wystarczającym, aby sięgnąć po dominację globalną.
3. Pokonanie ZSRR w jednofrontowej wojnie, przy wykorzystaniu sojuszników europejskich, ewentualnie z czynnym udziałem Japonii, izolowanie USA i zmuszenie ich do respektowania światowego pax Germanicus.
W latach 1936-38 zbudowano Wielką Rzeszę (Grossdeutschland Reich), obejmującą prawie wszystkie historyczne prowincje, zamieszkałe przez Niemców, ale realizacja 1. etapu była jeszcze daleka od zakończenia. Uzyskanie planowanego kształtu terytorialnego Rzeszy wymagało przede wszystkim wchłonięcia resztki Czech (księstwa Rzeszy od X w.), rozdzielającego Prusy i Austrię, a decydującym pierwszym krokiem wasalizacji Międzymorza miało być uzależnienie gospodarcze Rumunii oraz sojusznicze związanie Polski; za gwarancję lojalności tej ostatniej uznano zgodę na wcielenie W.M. Gdańska do Rzeszy. Do realizacji tej kluczowej fazy 1. etapu Hitler dążył ostrożnie i względnie powoli; wstępne rozmowy z Polską rozpoczęto wprawdzie już w październiku 1938 r., ale starano się im nadać sondażowy charakter przygotowania do przyszłego politycznego dialogu. Zważywszy, że plan rozbudowy Wehrmachtu kończył się w 1943 r., w takim też terminie konieczne było doprowadzenie do końca 1. etapu; ostatnią jego fazą byłoby uzależnienie krajów bałkańskich, co oceniano jako względnie łatwe.
Tempo wydarzeniom nadała niespodziewana inicjatywa Moskwy: 10 marca 1939 r. Stalin na XVII Kongresie WKP(b) publicznie zdystansował się od mocarstw zachodnich i wyraził wolę ułożenia stosunków z Niemcami. Oferta została dobrze i natychmiast zrozumiana, co na pytanie wprost potwierdził Ribbentrop na kremlowskim bankiecie 23 sierpnia 1939 r. Hitler dość impulsywnie postanowił chwycić okazję w lot. 11 marca zdecydował się złamać porozumienie monachijskie i zaanektować Czechy, 12 III zarządził przygotowania wojskowe, 14 III wymusił kapitulację prezydenta Hachy, a 15 III wieczorem - w parę godzin do wejściu oddziałów niemieckich – był już na w Pradze. W następnym tygodniu Niemcy zajęli Kłajpedę, wysunęli żądania gospodarcze wobec Rumunii oraz sprecyzowali formalnie żądania wobec Polski, domagając się szybkiej odpowiedzi. Hitler miał nadzieję, że błyskawicznymi posunięciami wywoła zamieszanie i niemożność podjęcia decyzji u zachodnich aliantów, a osamotniona Polska, zagrożona przez ZSRR (co po raz ostatni silnie ujawniło się we wrześniu 1938 r.) – przyjmie niewygórowane warunki niemieckie.
Sprzeciw Polski, zakomunikowany Niemcom przez min. Becka i amb. Lipskiego, porozumienie polsko-brytyjskie zawarte w Londynie, postawienie w stan gotowości bojowej jednostek na granicy zachodniej i wzmocnienie ich oddziałami ze wschodu, stanowcze sejmowe wystąpienie Becka spowodowały, że w przeciągu pięciu tygodni nowa wielka ofensywa polityczna Hitlera załamała się kompletnie – a doszło to tego najzupełniej jawnie, niejako w blasku jupiterów.
Przeprowadzany środkami pokojowymi 1. etap strategii politycznej Berlina został przerwany w połowie. Dalsza jego realizacja bez wojny okazała się niemożliwa. Nastąpiło to w momencie, gdy nie osiągnięto warunków geopolitycznych oraz stanu rozbudowy sił zbrojnych, poprzednio uznanych za niezbędne dla rozpoczęcia wojny. Powstała natomiast koalicja brytyjsko-polsko-francuska z niewykluczonym udziałem ZSRR, przeważająca militarnie i grożąca Niemcom wojną dwufrontową. Spektakularne ujawnienie konfliktu stawiało Hitlera przed alternatywą: albo eskalować ofensywę polityczną - co prowadziło do rozpoczęcia wojny w warunkach niesprzyjających dla Niemców, albo wycofać się, choćby czasowo, z żądań - co uniemożliwiało dalsze bezkrwawe sukcesy, oraz było przyznaniem się do klęski politycznej, zasadniczo podważającej wiarygodność międzynarodową i wewnętrzną Kanclerza Rzeszy.
Podejmowane w następnych miesiącach manewry niemieckie nie dawały rezultatów. Blok przeciwniemiecki konsolidował się, wciągając w swoją orbitę również kraje stanowiące przedmiot zabiegów Berlina, m. in. Rumunię. Słabł natomiast obóz niemiecki, Włochy i Japonia zaczęły rozluźniać związki z Rzeszą; w końcu sierpnia 1939 r. Rzym odmówił czynnego zaangażowania się po stronie Niemiec w ewentualnej wojnie, a Tokio odwołało swego ambasadora z Berlina. Samotne Niemcy nie były w stanie rozpocząć wojny, ale nie mogły się też cofnąć.
Pomoc nadeszła z Moskwy. Zaproponowany przez Stalina pakt zapewniał błyskawiczne rozbicie Polski wspólnymi działaniami niemieckimi i sowieckimi, a także stwarzał możliwość izolowanie konfliktu na szczeblu lokalnym, gdyż w nowych okolicznościach geopolitycznych i geostrategicznych Francja i Wielka Brytania mogły wstrzymać się przed uczestnictwem w wojnie.
W takiej sytuacji wojska niemieckie wtargnęły na terytorium Polski.

II-b. Przekształcenie wojny lokalnej w światową.

Doraźnym celem niemieckim było szybkie rozbicie Polski oraz utrzymanie względnie przywrócenie pokojowych stosunków z Zachodem. Starannie zaplanowana strategia polityczna Hitlera legła w gruzach i poza dążeniem do odzyskania inicjatywy, Berlin nie miał jeszcze perspektywicznych planów, adekwatnych do nowej sytuacji.
Doraźnym celem sowieckim było doprowadzenie do wybuchu wojny światowej, w której rywale będą się nawzajem niszczyć, a ZSRR do pewnego momentu pozostanie biernym świadkiem; Stalin zapewne nie wiedział, po której stronie opowie się ostatecznie. Pokonanie Polski i wykonanie paktu Ribbentrop-Mołotow zapewniało dobre pozycje wyjściowe; przegrana Niemiec stawiała ZSRR w bardzo trudnej sytuacji. W Moskwie wiedziano (od francuskiego generał Doumenc, uczestnika rozmów sztabowych), że Francuzi zobowiązali się rozpocząć ofensywę 15 dnia – jak sądzono – wojny (w rzeczywistości mobilizacji powszechnej, tj. 2 IX, gdy formalnie wojnę Paryż wypowiedział 3 IX).
Wielka Brytania traktowała wybuch wojny jako niepowodzenie polityczne, ale była zdecydowana powstrzymać i pokonać Niemcy. Londyn był jednak przekonany, że o wyniku wojny zadecyduje ogólny stosunek potencjałów; nie miał przygotowanych planów wojennych poza dyslokacją floty oceanicznej z akwenów dalekowschodnich (tzw. wariant Singapur) na atlantyckie (tzw. wariant Suez, Home Fleet za każdym razem skupiona była w portach brytyjskich). Nie rozważano samodzielnie strategicznej roli Polski w całokształcie wojny, z góry zakładając, że kierownictwo operacjami lądowymi pełnić będzie Francja.
Francja bardzo nie chciała wojny, uznawała jednak przywódczą rolę brytyjską; polityczne kierownictwo było bardzo słabe, wojskowe bardzo pewne siebie, ale nieufne wobec polityków; dowódcy sił zbrojnych najchętniej wykrwawili by uderzenia niemieckie na linię Maginota, aby następnie silnym uderzeniem rozstrzygnąć wojnę; doceniali jednak strategiczną funkcję Polski i zdecydowani byli rozwinąć metodyczną ofensywę w lewobrzeżnej Nadrenii; obawiali się jedynie Luftwaffe, która mogła zakłócić ich koncentrację. Mobilizacja i koncentracja francuska przebiegała sprawnie i względnie szybko – w porównaniu z warunkami występującymi pod koniec 1. wojny światowej, ale powoli na tle nowej, zaskakująco wielkiej mobilności wojsk zmechanizowanych.
Polska miała dwa równoległe cele.
Celem politycznym było doprowadzenie do przekształcenia wojny lokalnej w powszechną; koalicja z udziałem mocarstw zachodnich na tyle przeważała nad Niemcami, że końcowy wynik konfliktu nie mógł budzić wątpliwości. Jedynym realnym zagrożeniem było wycofanie się Paryża i Londynu w ostatniej chwili; groźbę taką uprawdopodobniło zawarcie paktu niemiecko-sowieckiego. Powodowało to konieczność wysunięcia sił zbrojnych blisko granicy i stawianie od pierwszego dnia wojny silnego oporu, aby wpłynąć w ten sposób na mocarstwa zachodnie i wymusić ich szybkie przystąpienia do wojny. Wycofanie wojsk polskich ze strefy nadgranicznej, zwłaszcza z Wybrzeża, Pomorza i Śląska dawało argumenty pacyfistycznej frakcji w rządach zachodnich: jeśli Polacy nie chcą bronić się sami, czemu za nich umierać (mourir pour Dantzig).
Celem militarnym było związanie sił niemieckich nad Wisłą przez okres ok. sześciu tygodni, aby dać Francuzom czas na przerwanie frontu pomiędzy Renem i Mozelą i otwarcie drogi do wewnątrz Rzeszy. Wymagało to strategicznego opóźniania z krótkimi zwrotami zaczepnymi, bez wchodzenia w większe bitwy, przy czym kierunek odwrotu wyznaczono na połączenia z Rumunią; liczono jednak, że gdy dadzą się odczuć skutki francuskiego uderzenia, co mogło nastąpić pomiędzy 15 a 25 dniem po dniu początkowym francuskiej mobilizacji (czyli pomiędzy 17 a 27 września), linia frontu ustabilizuje się.
Oba te polskie cele zostały osiągnięte. 3 września mocarstwa zachodnie weszły do wojny, a powstała w ten sposób koalicja zwyciężyła Niemcy (wprawdzie dopiero po pięciu i pół latach). Główne siły Wehrmachtu udało się przetransportować z Polski na front zachodni dopiero w ciągu października, jakkolwiek operacja ta zaczęła się już w połowie września, a jej pierwsza tura - obejmująca kilka dywizji niepełnowartościowych, maszerujących w drugim rzucie i znajdujących się najbliżej kolejowych stacji załadowczych w Słowacji i na Pomorzu – trwała pomiędzy 14 a 28 września. Siły niemieckie, mimo niskich strat w ludziach, zostały w wysokim stopniu zużyte. Wystąpił ostry kryzys paliwowy, co spowodowało, że przystąpiono już nawet do demotoryzacji armii, co miało umożliwić funkcjonowanie wyłącznie dywizjom pancernym; zarządzoną już restrukturyzację przerwano, gdy okazało się, że Rosjanie uruchomili szybkie i znaczne dostawy (w całym okresie 1940 - połowa 1941 r. zaspokoili oni 35% zapotrzebowania niemieckiego na paliwa płynne, ale w miesiącach poprzedzających kampanię zachodnią ich dostawy sięgały 50% zapotrzebowania Wehrmachtu). Straty w sprzęcie były poważne; 11 dywizji pancernych – ciężkich i lekkich - uczestniczących w kampanii polskiej, zostało przeformowane na 10; ilość 36 batalionów czołgów pozostała bez zmian, tylko przeciętna ilość czołgów w batalionie była w 1940 r. o parę sztuk niższa; nastąpiło natomiast radykalne przezbrojenie, dzięki czemu większa część czołgów typu Pz-1 i Pz-2 została zastąpiona przez Pz-3 i Pz-4. Szybciej zostały nadrobione straty w lotnictwie (spisano z ewidencji ponad tysiąc maszyn, z czego straty bojowe wyniosły ponad 600, pozostałe samoloty zostały całkowicie zużyte), co pozwoliło Luftwaffe wiosną 1940 r. osiągnąć stan o połowę wyższy, niż 1 września 1939. Ogólnie Wehrmacht w październiku-listopadzie miał 50-60% efektywów, osiągniętych na 10 maja 1940 r. W sumie zatrzymanie nad Wisłą i zużycie sił niemieckich było na tyle znaczne, że Francuzi bez większego ryzyka mogli prowadzić operacje zaczepne przez cały październik, a translokacja głównych sił niemieckich na front zachód nie likwidowała przewagi francuskiej, choć mogła doprowadzić do stabilizacji frontu. Ważniejsze były jednak początkowe skutki polityczne uderzenie francuskiego (wewnętrzny kryzys w Rzeszy), do których mogłoby dojść już w końcu września.
Strategiczne i polityczne skutki związania Wehrmachtu w Polsce zostały przekreślone przez Stalina. Sowieci uderzyli 17 września, a chociaż prowadzili operacje nieudolnie i ślamazarnie, skutek polityczny był natychmiastowy. Alianci zachodni, którzy 14 września zdecydowali się czasowo zawiesić główne działania zaczepne do momentu zakończenia koncentracji całości sił (co miało nastąpić miedzy 22 a 29 września) oraz do wyjaśnienia, czy główna część Wehrmachtu nie została w tym czasie przerzucona na zachód – zatrzymali 18 września wszystkie działania zaczepne na froncie zachodnim (jako ostatnie prowadzone na osi Metz-Trewir), a w początkach października ewakuowali zajęte wcześniej przedpola linii Zygfryda. Rozpoczęła się siedmiomiesięczna drolle de guerre – dziwna wojna bez walk. Umożliwiła ona rozbudowanie Wehrmachtu oraz nagromadzenia zapasów wystarczających do rozbicia Francji i odrzucenia na Wyspę Brytyjczyków.

III. Stan badań i literatura

Polska literatura przedstawiająca Wrzesień, zarówno opublikowana, jak też nagromadzona (zwłaszcza w b. WIH) w postaci relacji i opracowań które nie doczekały się druku stanowi swoisty ewenement w skali światowej – i to nie tylko w zakresie wydarzeń 2. wojny światowej. Jest typowe, że w literaturze wojskowo-historycznej przeważa pozytywne podejście do własnych dokonań; docenia się sukcesy, osłabia wymowę niepowodzeń. Charakterystyczna jest literatura niemiecka; zarówno wspomnienia jak opracowania nadmiernie pozytywnie oceniają jakość własnych działań, niepowodzeniami obciążając Hitlera oraz mają tendencję do przesadnego traktowania przewagi przeciwnika. Literatura sowiecka i rosyjska nawet w klęskach spowodowanych skrajna nieudolnością dopatruje się sukcesu – choć współcześnie w stopniu mniejszym, niż kiedyś. W literaturze zachodniej dominuje pozytywne przedstawianie drogi do zwycięstwa. W badaniach, relacjach i literaturze polskiej ogólnie przeważa tendencja do nadmiernego, często skrajnego krytycyzmu – tym ostrzejszego, im bliżej dotyczy wyższych szczebli dowodzenia i kierowania politycznego; nie trudno odnieść wrażenie, że badacze i autorzy mając możność lepszej lub gorszej oceny, z reguły, najczęściej – i to niejako automatycznie wybierają tę drugą możliwość.
Na takim stanie badań i podstawowej części literatury przedmiotu zaważyły decydująco względy polityczne, istniejące bezpośrednio po zakończeniu kampanii, ale głównie w okresie PRL.
Najpierw pojawiły się opracowania niemieckie, a w mniejszych ilościach sowieckie, całkowicie deprecjonujące Polskę i jej wysiłek. Arbitralnie wskazywano na rzekomą różnicę cywilizacyjną względnie klasową jako zasadniczą przyczyną katastrofy; pierwszą symbolizowały szarże konne na czołgi, drugą wrogość ludu pracującego i szeregowych żołnierzy do burżuazyjnego państwa oraz pańskich oficerów. Wojsko polskie miało być staroświeckie – na poziomie 1. wojny światowej, bez planu wojny, zaskoczone i niezdolne do przeprowadzenia mobilizacji, bardzo źle albo wcale nie dowodzone, skłonne do paniki i maruderstwa. Wojna miała trwać 14 dni (Feldzug des 14 Tages), w tym czasie rząd i naczelne dowództwo uciekło za granicę. Działania niemieckie doprowadziły do wyzwolenia mniejszości narodowych, w tym barbarzyńsko prześladowanych 1 do 2 milionów Niemców, ale także Ukraińców, Litwinów, Górali i Kaszubów; działania sowieckie uratowały Ukraińców, Białorusinów i Żydów oraz przyniosły wyzwolenie klas pracujących od nędzy i od wyzysku polskich panów. Polska okazała się państwem sezonowym, niezdolnym do samodzielnego istnienia. Bezpośrednią przyczyną jej upadku stała się niemożność skonstruowania własnej polityki i całkowita uległość wobec Londynu.
Bardzo szybko dołączyła do tego propaganda sterowana przez rząd emigracyjny (powstały w drodze swoistego zamachu stanu i oparty od przedwrześniową opozycję). Tym razem potępiano sanację, tj. rządy po maju 1926 r., niezdolne do kierowania państwem, do stworzenia nowoczesnej armii oraz prowadzenia racjonalnej polityki, zgodnej z interesami narodu - za co odpowiedzialność ponosił dyletant Piłsudski. Głównymi bezpośrednio winnymi byli Beck i Rydz-Śmigły. Pierwszy, zajadły wróg Francji i rzecznik proniemieckiej polityki, być może agenturalnie związany z Berlinem, zajmując w 1938 r. czeskie Zaolzie, odepchnął od Polski Francję, doprowadzając do faktycznego zerwania sojuszu, co uniemożliwiło Francuzom udzielenie realnej pomocy w 1939 r.; gdy jego polityka załamała się wiosną 1939, zamiast ustąpić na rzecz godniejszego (nigdy nie ujawniono nazwiska) – doprowadził do ostatecznej katastrofy. Drugi, amator bez kwalifikacji dowódczych, zaniechał modernizacji armii, nie dopuszczał do dowodzenia wybitnych generałów (padało tylko nazwisko Sikorskiego), a podczas kampanii zabiegał jedynie o bezpieczną ucieczkę do Rumunii. Winni byli również wywodzący się z I Brygady Legionów dowódcy i sztabowcy, a wśród nich zwłaszcza Dąb Biernacki (zapewne dlatego, że na emigracji od początku ostro krytykował Sikorskiego). W kręgu twórców tej propagandy stworzono terminy, które trwale weszły do języka, np. szosa zaleszczycka, domek z kart. Rozgoryczone niespodziewaną i niezrozumiałą klęską społeczeństwo absorbowało to łatwo.
Po wojnie w kraju, wykorzystując antysanacyjne nastroje, dominujące od czasów okupacji, propaganda PRL narzucała maksymalnie czarny obraz Drugiej Rzeczypospolitej, wszystkich przejawów jej życia, przygotowań do wojny i przebiegu Kampanii Jesiennej. Naczelnym hasłem była demaskacja winowajców klęski wrześniowej. Propaganda PRL łączyła wszystkie elementy występujące w propagandach niemieckiej, sowieckiej i sikorszczańskiej; dopiero po 1956 r. odpadły najbardziej absurdalne zarzuty (np. obcej agentury, która celowo, w myśl własnych interesów klasowych, doprowadziła do klęski). Pod jej wpływem, a także wskutek ostrej cenzury – badania i publikacje naukowe musiały mieścić się w dopuszczalnych ramach politycznych. Aż do końca PRL obowiązywała zasada potępienia wszystkich poczynań politycznych rządów sanacyjnych oraz krytyki sanacyjnego dowództwa; żołnierze walczyli dzielnie, ale im wyższy stopień – tym gorzej (w rzeczywistości najsłabszym ogniwem armii byli podporucznicy rezerwy – dowódcy plutonów oraz zmobilizowani późno szeregowcy w średnim wieku, co jest zresztą prawidłowością występującą zawsze). Przy interpretacji źródeł dominowała zasada przyjmowania wersji maksymalnie krytycznej wobec strony polskiej, a pozytywnej dla przeciwnika; podstawowym kryterium było porównywanie z wzorcem idealnym, w dodatku traktowanym ahistorycznie, w całkowitym oderwaniu od konkretnej rzeczywistości – co siłą rzeczy powodowało, że wszystkie oceny musiały być negatywne. Przykładowo, występujące trudności w nawiązywaniu łączności dyskwalifikowały polski system dowodzenia, gdy większe nawet niedostatki w operacjach prowadzonych przez Niemców i Sowietów (niekoniecznie w 1939 r.) tłumaczono względami obiektywnymi, wynikającymi z warunków czasu i niedoskonałej techniki. Jednostronne oceny Drugiej Rzeczypospolitej i Kampanii Jesiennej, typowe dla produkcji naukowej, w bardziej sprymityzowanej formie przekazywane było przez dziesięciolecia w toku nauki szkolnej. Równie prymitywny, często otwarcie nieuczciwy obraz zdradzili i uciekli przedstawiały środki masowego przekazu, także książki i filmy: klasycznymi przykładami była powieść J. Putramenta – „Wrzesień” oraz film A. Wajdy wg. W. Żukrowskiego – „Lotna” (ukazujący szarżę kawalerii na czołgi); oba weszły do kanonu literacko-artystycznego, docierając do dziesiątków milionów odbiorców.
Poczynając od 1959 r. rozpoczął się okres ograniczonej demistyfikacji Września, na marginesie oficjalnej historiografii trwający kilkanaście lat. Wysiłkiem sporej grupy historyków i publicystów, przy aktywnych wsparciu żyjących uczestników wydarzeń, udało się w poważnym stopniu zdemaskować kłamstwa dotyczące historii militarnej, a w znacznie mniejszym stopniu historii politycznej. Wielką pomocą służyły prace nielicznych badaczy emigracyjnych, zwłaszcza twórców kolejnych woluminów I tomu „Polskich sił zbrojnych w drugiej wojnie światowej”. W momencie, gdy stan niezależnych badań stworzył możność przejścia do tworzenia syntez oraz całościowej, pogłębionej analizy i pełnej oceny okresu historycznego – zostały one przerwane. Główną przyczyną na emigracji było wyczerpywanie się potencjału badawczego, spowodowanego odchodzeniem starszych badaczy - a w kraju silne restrykcje polityczne. Znaczny dorobek tego okresu pozostał własnością wąskiego środowiska, emocjonalnie i pokoleniowo związanego z walką o niepodległość, bo wyniki badań z trudem, a na ogół wcale nie wchodziły do oficjalnej historiografii, ani do podręczników szkolnych. W końcowym efekcie nowe pokolenie historyków, aktywne po 1989 r. na nowo odkrywa odkryte już prawdy i formułuje wnioski, nieświadome, że zostały one sprecyzowane już dawno. Ponadto, siłą rzeczy działa ciężar swoistej konwencji, przepajającej oficjalną historiografię PRL; dodać do tego należy może nielicznych, ale bardzo zapobiegliwych oportunistów, pragnących – często naiwnie – sprostać skrajnie rozumianym wymogom political correctness: ongiś przodowali w zajadłej antyniemieckości, dzisiaj dopasowują się do nacjonalistycznego marginesu historiografii niemieckiej (ukazała to ostatnio sprawa dywersji niemieckiej w Bydgoszczy). Ponadto, ustalenia niezależnych badań, prowadzonych jeszcze w PRL, ani wówczas, ani dzisiaj nie oddziałały szerzej na treści przekazywane przez masowe media, ani nie znalazły oddźwięku w twórczości artystyczno-literackiej - która zresztą prawie całkowicie zrezygnowała z eksploatowania tego okresu dziejów polskich.
Badania i literatura zagraniczna od początku była pod przemożnym wpływem propagandy lat wojennych oraz oficjalnych badań prowadzonych w PRL. Dochodził do tego nikły stopień zainteresowania wstępnym okresem wojny. Swoisty ton nadał Proces norymberski. W zakresie odpowiedzialności za wywołanie konfliktu światowego, skupił się on na rozpoczęciu wojny jako takim, ledwo uwzględniającym fakt, że jej początkiem była agresja Polski. Przyjęto i obszernie przedstawiono założenie, że istniał złowieszczy spisek przeciwko pokojowi, zorganizowany przez nazistów i generałów niemieckich – ale działał on w jakimś abstrakcyjnym świecie, pozbawionym realiów, przy biernej obecności ZSRR, Wielkiej Brytanii, Francji, USA - które jakby wstrzymały się od jakichkolwiek aktywności; rzeczywistość historyczna pojawiła się dopiero, gdy doszło do zbrodniczej agresji na Związek Radziecki, wprawdzie późniejszej niż bombardowanie Londynu, ale właściwie rozpoczynającej wojnę. Wizja taka do dzisiaj nie została przełamana.
Literatura anglosaska generalnie pomija wstępny okres wojny, rozpoczynając ją na ogół od kampanii francuskiej; na literaturze amerykańskiej ciąży dodatkowo przekonanie, że prawdziwa wojna światowa rozpoczęła się dopiero w grudniu 1941 r., a wszystko co działo się wcześniej, to niezbyt istotny wstęp, rozpoczęty zresztą inwazją japońską na Chiny (dla niektórych – interwencją niemiecko-włoską w Hiszpanii). Literatura francuska preferuje okres po czerwcu 1940 r.; wprawdzie niedługo po wojnie rozpętała się we Francji ognista polemika dotycząca przebiegu kampanii 1940 r. i odpowiedzialności za klęskę, ale prawie całkowicie pomijała ona wydarzenia 1939 r.. W późniejszym okresie opublikowano dość szczegółową dokumentację działań wojsk francuskich - poczynając od mobilizacji sierpniowo-wrześniowej 1939, ale to cenne źródło nie zostało jak dotychczas wykorzystane dla jakiegokolwiek analitycznego opracowania pierwszych tygodni wojny. W całej literaturze zachodniej oryginalne prace poświecone wstępnemu okresowi wojny, w tym Kampanii Jesiennej w Polsce można policzyć na palcach. Wszystkie powstały w oparciu o literaturę niemiecką i PRL, bez samodzielnych badań źródłowych – i jakkolwiek całkowicie przestarzałe, nadal są w obiegu naukowym. Ponadto w licznych publikacjach wydarzenia 1939 r. wzmiankowane są skrótowo, najczęściej bałamutnie. Wymowa bliska jest propagandowym hasłom okresu wojennego i bezpośrednio powojennego, jakkolwiek najchętniej autorzy odwołują się – na ogół w dobrej wierze – do ustaleń polskich – tj oficjalnych publikacji PRL.
Literatura sowiecka i rosyjska konsekwentnie trzyma się linii wytyczonej w latach czterdziestych. Szybko zrezygnowano wprawdzie z tezy, że wystarczyło jedno wspólne uderzenie sowiecko-niemieckie, aby rozpadł się sztuczny twór traktatu wersalskiego; zastąpiła ją nowa, a mianowicie, że główną przyczyną upadku Polski była słabość wewnętrzna państwa, zaś uderzenie niemieckie uruchomiło tylko proces rozpadowy. Do dzisiaj można przeczytać, że armia czerwona ruszyła dopiero wtedy, gdy Rzeczpospolita całkowicie się rozpadła, na Naczelny Wódz i rząd uciekli za granicę. Jednostkowe próby nieco bardziej obiektywnego przedstawienia wydarzeń (Proektor) zostały dawno już zlikwidowane. Cechą charakterystyczną literatury sowiecko-rosyjskiej jest prawie całkowite niewykorzystywanie źródeł archiwalnych i zastępowanie ich przez materiały wspomnieniowe oraz współczesną wydarzeniom prasę sowiecką. Po raz pierwszy w szerszym stopniu źródła dotyczące agresji sowieckiej wykorzystali dopiero ostatnio polscy historycy.
Na badaniach i literaturze niemieckiej do dzisiaj ciążą wnioski, formułowane w latach wojny; nawet w publikacjach ostatnich lat można np. przeczytać, że działania lotnicze wymierzone w cywilną ludność zainaugurowali Brytyjczycy w 1941 r. Dochodzi do tego odmienny sposób podejścia w zależności od kierunku geograficznego. Prace poświecone frontom zachodniemu i południowemu pisane są zgodnie z zasadami politycznej poprawności, zwłaszcza jeśli dotyczy to Amerykanów i Francuzów. Przy froncie wschodnim ta zasada już nie obowiązuje; wprawdzie porzucono całkowicie pierwotny triumfalizm, ale zastąpiono go bardzo przesadnym przedstawianiem ogromnej przewagi sowieckiej, co niewątpliwie wypacza obraz całej wojny. Generalnie, zjawiska rewizjonizmu historycznego dają się coraz silniej odczuwać. Co do wydarzeń roku 1939, politycznych i wojskowych, badania były i są bardzo ograniczone, a literatura szczupła. W pewnym stopniu ma na to wpływ fakt, że przyśpieszone wejście Niemiec do wojny spowodowało, że wiele służb, w tym dokumentacyjnych, studiujących doświadczenia wojenne zaczęło prace ze znacznym opóźnieniem; np. dziennik działań wojennych zaczęto prowadzić w OKW dopiero w 1940 r. Materiały dotyczące doświadczeń z kampanii polskiej, częściowo opublikowane podczas wojny, zaginęły albo zostały zniszczone. W zakresie politycznego i militarnego przygotowania wojny nie posunięto się znacznie dalej, niż to wynikało z dokumentów przedstawianych w procesach norymberskich, względnie opublikowanych przez Amerykanów wkrótce po zakończeniu wojny. W całym okresie powojennym wydano tylko jedną oryginalną pracę o Kampanii Jesiennej (Vormann), zresztą bardzo jednostronną i ubogą warsztatowo. Generalnie jest to okres poza zainteresowaniem badawczym – i to tak bardzo, że przy bogatej literaturze ukazującej jak to generałowie przeciwstawiali się Hitlerowi, nikt nie zadał sobie nawet pytania, czemu na jedną agresję niespełnioną (czeską) oraz pięć wykonanych (polska, norweska, francuska, bałkańska, rosyjska) ani jeden generał nie chciał odwieść Führera od ataku tylko w przypadku działań przeciwko Polsce. Wydarzenia 1939 r. traktowane są natomiast marginalnie w bardzo licznych pracach, przy czym wymowa ich bazuje głównie na ocenach wojennych, a ubocznie na oficjalnej historiografii PRL.
Wyniki badań i literatura polska po 1989 r. są bardzo nierówne: obok prac powielających wątpliwy dorobek wcześniejszy odnotować można sporo nowych, oryginalnych i cennych publikacji. Szczególnie wartościowe są prace sięgające do wcześniej niedostępnych, a nawet zakazanych archiwów polskich i radzieckich, choć niekiedy badacze nie bardzo radzą sobie z krytyką źródeł, często traktując je nazbyt dosłownie, że nie powiem naiwnie. Zastanawiać może, czemu z równą gorliwością nie sięga się do archiwów niemieckich.
Mimo powyższych, fundamentalnych braków efekt kilku dziesiątków lat badań jest niewątpliwie pokaźny. Dysponujemy szeroką szczegółową dokumentacją wydarzeń, zwłaszcza wojenno-frontowych, w mniejszym stopniu sztabowo-dowódczych oraz politycznych; mimo znacznego skażenia nierzetelnymi albo oportunistycznymi ocenami, zebrana bogata faktografia pozwala na bardziej rzetelną, kompleksową analizę. Wprawdzie materiał w jest znacznej mierze rozrzucony, w poważnej mierze nierówny – co powoduje konieczność przeprowadzenia pełnej kwerenda zawartości archiwów polskich, a szerszej penetracji rosyjskich, niemieckich, a także francuskich, brytyjskich i włoskich. Można jednak powiedzieć, że podstawowy zrąb materiałów został zebrany. Wymaga on pogłębionej analizy, pojawia się już konieczność tworzenia szerszych syntez. Odrębną kwestią pozostaje oddziałanie na literaturę światową w kierunku rewizji jej jednostronnych, często bałamutnych ocen, ale zwłaszcza wypełnienia białych plam dotyczących zarówno samego procesu wschodzenia świata w wojnę, jak polskiego udziału politycznego i militarnego w tym decydującym okresie. Zapewne jest to niemożliwe bez zainteresowania tematem badaczy w innych krajach.
 
 
Viking
Major



Dołączył: 24 Mar 2004
Posty: 1912
Skąd: Białystok
Wysłany: Pią 24 Paź, 2008   

Cytat:
Pierwszym z nich było powstrzymanie najazdu sowieckiego w 1920 r., trzecim Powstanie Warszawskie, którego klęska – w dobie lawinowego wyzwalania Europy - stanowiła tak silny szok dla światowej opinii publicznej, że przywódcy Zachodu pod jej presją (wybory prezydenckie w USA w listopadzie 1944 r.) wymusili na Stalinie rezygnację z formowania 17 republiki i utrzymania formalnej odrębności państwowej Polski, a pośrednio pozostałych państw strefy sowieckiej.
Ta hipoteza ,o Powstaniu warszawskim zupełnie nie trzyma sie kupy. Stalin zadecydował o tym, że Polska nie będzie republiką radziecką w ramach ZSRR , a panstwem satelickim zanim utworzył Armie Berlinga czyli najpóźniej w 1943r. W lipcu 1944 ogłoszono PKWN, więc wiadomo było że będzie istnieć Polska na arenie międzynarodowej- PW nie miało tu żadnego wpływu.
 
 
 
Pan P.
Kapitan



Dołączył: 08 Paź 2004
Posty: 1152
Skąd: Szczecin
Wysłany: Sob 25 Paź, 2008   

Dokładnie, ani powstanie ani zadne Berlingi nie wplynely na decyzje Stalina.
_________________
http://lobuzio.blogspot.com/ zapraszam

(\ /)
(O.o)
(> <)

This is Bunny.

Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
 
 
wujaw
Podporucznik


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 537
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: Sob 25 Paź, 2008   

Zdecydowanie tak.
W ogóle Stalin po wybuchu wojny zaprzestał tworzenia nowych republik.
Suworow wiąże to ze zmianą taktyki spowodowaną tym, że w obliczu wygrania wojny na spółkę postanowił stworzyć własny blok sojuszniczy.
Gdyby łykał kolejne okupowane kraje nie mógłby pozować na człowieka dobrej woli i godnego partnera demokratycznych mocarstw.
A po wojnie na przywódcę bloku sprawiedliwości społecznej niosącego wolność.
Do 1940 r. był izolowany politycznie przez kraje demokratyczne, a nowe republiki "zwerbował" pozostając w sojuszu z Hitlerem z nadziejami na zrobienie porządku w Europie zrujnowanej przeciągającą się wojną.Po klęsce w 1941 r. musiał zmienić taktykę.
Ale dla ludzi rozpaczliwie poszukujących owoców nieszczęsnego Powstania każda, nawet niedorzeczna hipoteza jest dobra.
Myślę, że to byłby prawdziwy przełom, gdyby społeczeństwo zaakceptowało brutalne fakty związane z udziałem Polski i Polaków dotyczące II Wojny Światowej.
Takie jak to, że tę wojnę przegraliśmy bo jeden z agresorów z września 1939 r. zajął w latach 1944-1945 całe nasze terytorium i przemocą ustanowił podległy sobie rząd.A jak spytamy przeciętnego Polaka, to powie, że wojnę wygraliśmy... :wink: :lol:
Albo mało oceniany fakt, że władze emigracyjne Rzeczpospolitej nie przewidywały tego co wydarzyło się latem 1944 r.
Plan "Burza" uważano za genialny, bo sądzono, ze z naszego powodu zachodni alianci będą gotowi wypowiedzieć sojusz Stalinowi. :roll:
Co za przenikliwość godna wielkich mężów stanu... :lol:
Póki młodzież będzie się dowiadywała w szkole, że wojnę wygraliśmy, rząd londyński tworzyli wielcy Polacy i bohaterowie, a polska armia był najdzielniejsza nigdy nie zrozumiemy dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze.
 
 
maciunia
Podporucznik



Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 662
Skąd: WWY
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

wujaw napisał/a:
Zdecydowanie tak.
W ogóle Stalin po wybuchu wojny zaprzestał tworzenia nowych republik.
Suworow wiąże to ze zmianą taktyki spowodowaną tym, że w obliczu wygrania wojny na spółkę postanowił stworzyć własny blok sojuszniczy.
Gdyby łykał kolejne okupowane kraje nie mógłby pozować na człowieka dobrej woli i godnego partnera demokratycznych mocarstw.
A po wojnie na przywódcę bloku sprawiedliwości społecznej niosącego wolność.
Do 1940 r. był izolowany politycznie przez kraje demokratyczne, a nowe republiki "zwerbował" pozostając w sojuszu z Hitlerem z nadziejami na zrobienie porządku w Europie zrujnowanej przeciągającą się wojną.Po klęsce w 1941 r. musiał zmienić taktykę.
Ale dla ludzi rozpaczliwie poszukujących owoców nieszczęsnego Powstania każda, nawet niedorzeczna hipoteza jest dobra.
Myślę, że to byłby prawdziwy przełom, gdyby społeczeństwo zaakceptowało brutalne fakty związane z udziałem Polski i Polaków dotyczące II Wojny Światowej.
Takie jak to, że tę wojnę przegraliśmy bo jeden z agresorów z września 1939 r. zajął w latach 1944-1945 całe nasze terytorium i przemocą ustanowił podległy sobie rząd.A jak spytamy przeciętnego Polaka, to powie, że wojnę wygraliśmy... :wink: :lol:
Albo mało oceniany fakt, że władze emigracyjne Rzeczpospolitej nie przewidywały tego co wydarzyło się latem 1944 r.
Plan "Burza" uważano za genialny, bo sądzono, ze z naszego powodu zachodni alianci będą gotowi wypowiedzieć sojusz Stalinowi. :roll:
Co za przenikliwość godna wielkich mężów stanu... :lol:
Póki młodzież będzie się dowiadywała w szkole, że wojnę wygraliśmy, rząd londyński tworzyli wielcy Polacy i bohaterowie, a polska armia był najdzielniejsza nigdy nie zrozumiemy dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze.


A na jaki to sondaż, czy badanie się powołujesz, że piszesz o "przeciętnym Polaku, który myśli, że wygraliśmy wojnę"? Bardzo niebezpieczne uogólnienie, które wyprowadza na manowce.
Poza tym widać, że o czasach szkolnej edukacji to dawno zapomniałeś, bo jak ja kończyłem 7 lat temu liceum to już uczyli, że tej wojny nie wygraliśmy.
_________________
Mówimy gierka, myślimy zjarka.
 
 
 
maciunia
Podporucznik



Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 662
Skąd: WWY
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

wujaw napisał/a:
Zdecydowanie tak.
W ogóle Stalin po wybuchu wojny zaprzestał tworzenia nowych republik.
Suworow wiąże to ze zmianą taktyki spowodowaną tym, że w obliczu wygrania wojny na spółkę postanowił stworzyć własny blok sojuszniczy.
Gdyby łykał kolejne okupowane kraje nie mógłby pozować na człowieka dobrej woli i godnego partnera demokratycznych mocarstw.
A po wojnie na przywódcę bloku sprawiedliwości społecznej niosącego wolność.
Do 1940 r. był izolowany politycznie przez kraje demokratyczne, a nowe republiki "zwerbował" pozostając w sojuszu z Hitlerem z nadziejami na zrobienie porządku w Europie zrujnowanej przeciągającą się wojną.Po klęsce w 1941 r. musiał zmienić taktykę.
Ale dla ludzi rozpaczliwie poszukujących owoców nieszczęsnego Powstania każda, nawet niedorzeczna hipoteza jest dobra.
Myślę, że to byłby prawdziwy przełom, gdyby społeczeństwo zaakceptowało brutalne fakty związane z udziałem Polski i Polaków dotyczące II Wojny Światowej.
Takie jak to, że tę wojnę przegraliśmy bo jeden z agresorów z września 1939 r. zajął w latach 1944-1945 całe nasze terytorium i przemocą ustanowił podległy sobie rząd.A jak spytamy przeciętnego Polaka, to powie, że wojnę wygraliśmy... :wink: :lol:
Albo mało oceniany fakt, że władze emigracyjne Rzeczpospolitej nie przewidywały tego co wydarzyło się latem 1944 r.
Plan "Burza" uważano za genialny, bo sądzono, ze z naszego powodu zachodni alianci będą gotowi wypowiedzieć sojusz Stalinowi. :roll:
Co za przenikliwość godna wielkich mężów stanu... :lol:
Póki młodzież będzie się dowiadywała w szkole, że wojnę wygraliśmy, rząd londyński tworzyli wielcy Polacy i bohaterowie, a polska armia był najdzielniejsza nigdy nie zrozumiemy dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze.


A na jaki to sondaż, czy badanie się powołujesz, że piszesz o "przeciętnym Polaku, który myśli, że wygraliśmy wojnę"? Bardzo niebezpieczne uogólnienie, które wyprowadza na manowce.
Poza tym widać, że o czasach szkolnej edukacji to dawno zapomniałeś, bo jak ja kończyłem 7 lat temu liceum to już uczyli, że tej wojny nie wygraliśmy.
_________________
Mówimy gierka, myślimy zjarka.
 
 
 
Maschadow
St. sierżant


Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 306
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

wujaw napisał/a:

Póki młodzież będzie się dowiadywała w szkole, że wojnę wygraliśmy, rząd londyński tworzyli wielcy Polacy i bohaterowie, a polska armia był najdzielniejsza nigdy nie zrozumiemy dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze.


Notabene analizy demograficzne pokazują, że wyszliśmy zwycięsko z konfliktów XX wieku. Najwięcej straciły Niemcy.
Polska 1900 - 13 milionów Polaków
Polska 1931 - 21 milionów Polaków - 65 % ludności kraju
Polska 1938 - 24 miliony Polaków -
Polska 1954 - 26 milionów Polaków - 97 % ludności kraju
1992 - 38 milionów

Niemcy lata trzydzieste około 65 milionów
obecnie około 80 milionów

Procent Niemców w Europie środkowo wschodniej systematycznie spadał na rzecz ludności słowiańskiej. Na przykład na terenach dzisiejszej Polski, Polacy w roku 1900 stanowili 54 % ludnosci a Niemcy 34,5%. W okresie miedzywojennym nastąpił spadek udziału Niemców do 27 %. W liczbach, Polaków przybyło na terenach dzisiejszej Polski w ciągu 30 lat 6 milionów, a Niemców 130 tysięcy. Jednym z celów polityki niemieckiej do 45 roku było odwrócenie tych niekorzystnych dla nich tendencji demograficznych.

Ps.
Utrata mniejszości i otrzymanie terytorium o większym potencjale gospodaczym niż przed wojną znacznie podniosło horyzont wzrostów dla ludności etnicznie polskiej.
 
 
 
Nico
Pułkownik



Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 2515
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

Odejmijmy jeszcze te pare mln Turków w Niemczech...

Wygraliśmy demograficznie tylko co z tego? Gdzie MY jesteśmy, a gdzie ci co przegrali dwie wojny każdy widzi.

Nie chodzi o ilość, ale o jakość :P . I jakoś nam nie wychodzi, a znak został (jak to powiedział Smoleń do Laskowika....)
_________________
Confederately yours,
PFC Nico, Brotherhood of Beer
 
 
 
wujaw
Podporucznik


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 537
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

Kraj, który przed wojną był niepodległy w rezultacie wojny traci z grubsza 20% terytorium (nie dobrowolnie! :wink: ), oraz jeden z najeźdźców instaluje podległy sobie marionetkowy rząd, prezydentem zaś zostaje agent NKWD.W rezultacie włączenia w obręb imperium dzielimy jego losy przez następnych 40 lat.
Jak chodzi o demografię, to zwracam pokornie uwagę, że wojna nie zakończyła się w roku 1954, a jakieś 10 lat wcześniej.
Tuż po wojnie było mniej ludności polskiej niż w 1938 r.
To, że Niemcy wojnę przegrały raczej nie było tu specjalnie kwestionowane : tak przegrali. :)
No i nie przeczę, że okupancie byli dla naszej demografii niezwykle konstruktywni.
Hitler wymordował naszych Żydów, a Stalin wywiózł Niemców.Zostali Polacy i w dodatku nie my to zrobiliśmy.Faktem jest również, że Stalin podarował nam więcej zdobytego terytorium, niż mogliśmy zamarzyć.
Zgoda, miał gest.Inna sprawa, że ze swojego nie dawał, ale ziemia to ziemia.
Tyle, że to nic, a nic nie zmienia tego kto wojnę wygrał, a kto przegrał.
 
 
Maschadow
St. sierżant


Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 306
Skąd: W-wa
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

Wojna jest środkiem do celu. Po 60 latach można powiedzieć, że Rosjanie wojnę przegrali. Ewentualnie Pyrrusowe zwycięstwo. Nigdy do końca nie podnieśli się ze strat ludności a stworzony układ państw, etnicznie wrogich Rosjanom, rozpadł się 20 lat temu. Niemcy przerypali jeszcze bardziej. Tylko Polacy dostali na własność, bez konieczności dzielenia się z innymi, terytorium niewiele mniejsze i duzo silniejsze gospodarczo niz przed wojną. Dodatkowo te terytorium przeprowadzili przez przemiany lat 90(vide Jugosławia, ZSRR, Czechosłowacja) w całości.

Ps
Obszar, na którym Polacy stanowili etniczną większość nigdy w historii nie był większy niz teraz. czy to XVI wiek, XVIII itd.
 
 
 
wujaw
Podporucznik


Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 537
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: Pon 27 Paź, 2008   

Celem polskiej racji stanu nie było zaprowadzenie komunizmu, pełna utrata niepodległości, a w zamian lepsze, choć mniejsze terytorium i czystki etniczne wykonane rękoma naszych przeciwników. :lol:
Pewne oczywiste korzyści wyniknęły, ale to skutek działania naszych "dobroczyńców".Ze zwycięstwem to nie ma nic wspólnego.Zwyciężyć to znaczy pokonać przeciwnika (może być na spółkę), a nie odnieść korzyść.Żeby odnieść korzyść nawet nie trzeba prowadzić wojny, czego najlepszym przykładem są Szwajcarzy.My wojnę przegraliśmy w 1944 r.W chwili, gdy nasz przeciwnik, kraj który napadł na nas we wrześniu 1939 r. i dokonał inwazji prawie połowy terytorium wkroczył na teren Polski, i ustanowił agenturalną, podległą sobie władzę, co konsekwentnie doprowadził do końca.
Napiszę przewrotnie, że rozbiory, w zakresie w jakim nasze terytorium dostało się pod zabór Pruski też przyniosły korzyści, bo Wielkopolska gospodarczo zyskała na przynależności do Prus, a potem Niemiec. :wink:
Ale to oczywiście taki żart, bo trochę za szeroko byśmy widzieli wtedy korzyści.
Idąc tropem korzyści etnicznych, to Słowacy np. zapłacili Niemcom za wymordowanie Żydów, nas ta hańba na szczęście nie spotkała.To na pewno korzyść.O Słowakach piszę na podstawię dokumentalnego programu BBC z okazji rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz.
Ale to tak tylko na marginesie.
 
 
Maschadow
St. sierżant


Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 306
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Po prostu uważam, że Polska jest największym europejskim beneficjentem II Wojny Światowej. Nawet ZSRR chronił zachodnie nabytki Polski dopóki Niemcy się nie ucywilizowały a potem rozpadł się pod ciężarem wydatków zbrojeniowych. Czyli kosztów utrzymywania Niemców w rozbiciu. Choć oczywiście zgadzam się, że to ostatnie jest efektem końca zimnej wojny.
Dzisiaj można śmiało powiedzieć, że Polska więcej zyskała na wybuchu wojny niż gdyby miało zostać zachowane status quo.
 
 
 
Beowulf
St. szeregowy


Dołączył: 08 Cze 2004
Posty: 48
Skąd: Kozienice
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Bartek napisał/a:
Maschadow napisał/a:
Dzisiaj można śmiało powiedzieć, że Polska więcej zyskała na wybuchu wojny niż gdyby miało zostać zachowane status quo.



Obawiam się, że tą tezę będzie Ci trudno obronić. :!:


Dokładnie. Tylko kilka rzeczy wspomnę, nie wdając się w dywagacje na temat etnicznych ziem polskich przed i po wojnie. Polscy naukowcy i przemysłowcy stanowili duży potencjał, o czym mogą świadczyć projekty polskich samochodów, czy choćby lokomotyw (bijące rekordy prędkości), własne uzbrojenie, tworzenie okręgów przemysłowych, projekty mechanizacji rolnictwa i elektryfikacji wsi. Takie głupie przykłady, ale takie rzeczy pomagają w codziennym życiu i można posunąć się do stwierdzenia, że ogólnie ich wynikiem jest szybszy rozwój kraju. A co po wojnie dostaliśmy? Niemodernizowane przez wiele lat kopalnie (inwentaryzacja poniemieckich instalacji trwała jeszcze w latach 60- tych), racjonalną wymianę towarową z ZSRR ;-) , że o rządzie i polityce monetarnej nie wspomnę. A co teraz mamy? Własny samochód - Daewoo - FSO, który bije rekordy sprzedaży, produkujemy jakieś samoloty na większą skalę oprócz szybowców i awionetek (a tych zresztą też nie produkujemy na większą skalę)? A o rozwoju myśli technicznej w dziedzinie uzbrojenia do lat 90 -tych nie wspomnę.

Podobnie ma się sprawa z zaborami. Wśród szerokiej rzeszy ludzi pokutuje teza, że to zaborcy rozwinęli nam przemysł, a np. taka Galicja kolej zawdzięcza dobremu dziadkowi Franciszkowi Józefowi. Tylko nikt nie zada sobie pytania, czy sami Polacy w okresie 100 lat od rozbiorów nie potrafiliby dokonać tego samego, zwłaszcza patrząc przez pryzmat polityki wewnętrznej końca Rzeczpospolitej. Czy naprawdę tak zyskaliśmy na tym, że ktoś traktował części kraju jak głęboką prowincję?
_________________
Ładna dziś pogoda
 
 
 
Fanatyk
Podpułkownik


Dołączył: 05 Sie 2005
Posty: 2085
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Hmmm moze sami nie wygralismy wojny ale jako obywatele (nie pisze panstwo bo PRL to bekart Jalty) znalezlismy sie w obozie zwyciezcow. Co z tego skoro oboz zwyceizcow mial 2 sily zachodnia i ZSRR a my nietstey znalezlismy sie u tych drugich. O ironio przegrani - Niemcy dostali takie pieniadze i wsparcie ze porownujac tamtych zwyciezcow i przegranych to my jestesmy nizej na szali...
_________________
W.I.Lenin: "Nie sztuką jest sprawić, żeby człowiek umarł. Sztuką jest sprawić, żeby umarł z przyczyn naturalnych". Smoleńsk - pamiętamy 10.04.2010
 
 
Maschadow
St. sierżant


Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 306
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Beowulf napisał/a:

Polscy naukowcy i przemysłowcy stanowili duży potencjał, o czym mogą świadczyć projekty polskich samochodów, czy choćby lokomotyw (bijące rekordy prędkości), własne uzbrojenie, tworzenie okręgów przemysłowych, projekty mechanizacji rolnictwa i elektryfikacji wsi.


Na projektach się kończyło. Na realizacje nie było już środków.

elektryfikacja
Konsumpcja energii el. na mieszkańca w
1938, Polska 12 kWH, Niemcy 747 kWH stosunek 1 do 60
1990, Polska 4000 kWH, Niemcy(z NRD) 14 000 kWH stosunek 1 do 4,5

Liczba samochodów w Polsce w 1939,
ciężarowych: 8 tysięcy
osobowych: 32 tysiące

mechanizacja rolnictwa
Liczba traktorów
w Polsce w 1938 : 900 sztuk
w Rumunii w 1938: 5000

Awans Polski nie byłby możliwy bez Śląska, dwa takie zagłębia ciągnęły całą wojnę III Rzeszy.
 
 
 
maciunia
Podporucznik



Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 662
Skąd: WWY
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Dobrze, że Zbychu o tym piszesz, bo niektórym projekty science-fiction międzywojennych futurystów pomieszały się z rzeczywistością.
Z tego co wiem, potencjał to przed wojną mieli, ale nasi związkowcy dla których zrobić strajk generalny z 300tys strajkujących to było jak zabrać dziecku zabawkę :wink:
_________________
Mówimy gierka, myślimy zjarka.
 
 
 
Nico
Pułkownik



Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 2515
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Maschadow, a czy nie jest tak, że to co teraz jest to efektem (po części) pożyczek, które się będą za nami latami ciągnęły? Czy wiesz może jaki był stan długu II RP międzynarodowego i publicznego?
_________________
Confederately yours,
PFC Nico, Brotherhood of Beer
 
 
 
maciunia
Podporucznik



Dołączył: 26 Sty 2008
Posty: 662
Skąd: WWY
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

Nico napisał/a:
Maschadow, a czy nie jest tak, że to co teraz jest to efektem (po części) pożyczek, które się będą za nami latami ciągnęły? Czy wiesz może jaki był stan długu II RP międzynarodowego i publicznego?


W 1936 r. zadłużenie było tak dotkliwie, że w kraju (kapitalistycznym) zabrakło dewiz i rząd musiał wprowadzić i reglamentacje. Następnie przeprowadzono rokowania z różnymi wierzycielami i udało się obniżyć odsetki i wydłużyć okres spłat. W 1935 r. zadłużenie zagraniczne IIRP wynosiło 3,3mld zl, a już tylko 2,4mld zl. W 1935 r. proporcje między długami krajowymi, a zagranicznymi kształtowały się jak 29 do 71, a w 1939 r. już jak 53 do 47. Jednak należy dodać dwie sprawy: zadłużenie malało, bo wierzyciele przejmowali w zamian akcje polskich przedsiebiorstw, no i IIRP było znacznie trudniej uzyskać kredyt jak gierkowskiej Polsce na początku lat siedemdziesiątych - to też o czymś świadczy.
_________________
Mówimy gierka, myślimy zjarka.
 
 
 
Maschadow
St. sierżant


Dołączył: 08 Kwi 2004
Posty: 306
Skąd: W-wa
Wysłany: Wto 28 Paź, 2008   

O demografii już było teraz o ekonomii.

Zacytuje:
"Poziom rozwoju Polski obniżył się do niewiele ponad połowy poziomu rozwoju krajów zachodnioeuropejskich i na zbliżonym poziomie utrzymał się do roku 1913, zaś w pierwszej połowie XX wieku obniżył się jeszcze do 40%. Jak pamiętamy, w latach 1950-89 nastąpiło znaczne przyspieszenie wzrostu przeciętnego polskiego PKB. Przyspieszenie wzrostu w Zachodniej Europie było jednak jeszcze silniejsze, skutkiem czego relacja polskiego do zachodnioeuropejskiego PKB spadła do około 30% w roku 1989." http://www.nobe.pl/gospodarka-pol-1000.htm
Autor pisał w 1997 roku. I dodam od siebie, że do relacji przedwojennej 40 % poziomu zachodnioeuropejskiego(liczonego dla Niemców, Francji, Anglii i Włoch), wróciliśmy w 2000 roku, po 9 latach szybkiego wzrostu. Obecnie jest to około 51 %. Jak widać relacja poziomu życia w Polsce i w Europie zachodniej jest już bardziej wyrównana niż przed wojną. Być może Polska międzywojenna zostawiona w spokoju także by się rozwijała w wysokim tempie, ale zwróćcie uwagę na udział nabytych ziem w dochodzie Polski.

Województwo dolnośląskie 8 %
Województwo śląskie 13,5 %
Województwo opolskie 2,5 %
Województwo pomorskie 5 %
Województwo zachodniopomorskie 4,5 %
Województwo lubuskie 2,5 %
duża część warmińsko-mazurskiego- 2,2%

Wynika z tego, że w przyłączonych do Polski województwach powstaje
dzisiaj 38 % PKB. Odejmijmy 8 % za dużą część Górnego Śląska i Gdynię, którą mieliśmy przed wojną, i zostaje 30 %. Nie znam danych dla Kresów ale w woj. wschodnich jedynie 12 % ludzi żyło w miastach. Przy takiej strukturze musiał być to ubogi region. Raczej nie powstawało tam blisko 1/3 dochodu narodowego. Szybki rozwój jaki przeżywamy jest więc po części zasługą ziem zachodnich. Gdyby nie wybuchła wojna Polska rozwijała by się jak państwo kapitalistyczne, ale jej potencjał byłby niższy.
 
 
 
Beowulf
St. szeregowy


Dołączył: 08 Cze 2004
Posty: 48
Skąd: Kozienice
Wysłany: Śro 29 Paź, 2008   

Czyli jak rozumiem dyskutanci skłaniają się ku tezie, że dzięki wojnie i "ziemiom odzyskanym" Polska jako kraj zyskała i rozwinęła się tak, jak IIRP by nie mogła przez te 6 lat konfliktu?
_________________
Ładna dziś pogoda
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8