Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Krążownik liniowy w I WŚ
Autor Wiadomość
Gość

Wysłany: Wto 04 Wrz, 2007   

Ale nie tylko w trakcie I wojny. Takze w trakcie drugiej jedencieki krazownik mogl wiecej zdzialac na morzu niz pancernik - Bismarck niewatpliwie byl grozny, ale z drugiej strony nawet jeden zdesperowany okret eskorty byl w stanie zatrzymac choc na chwile wiekszego przeciwnika - konwoj sie rozpryskiwal i szukaj wiatru w polu (vide bohaterska walka Jervis Bay`a).
Stad tez powstalo zalozenie pancernikow kieszonkowych - z zalozenia mialy one wlasnie sluzyc walce z liniami zeglugowymi. Zeby zapedzic w kozi rog Admirala Spee trzeba bylo trzech okretow - ciezkiego i dwoch lekkich krazownikow a i tak wyszly one z bitwy w gorszym stanie niz raider (zwlaszcza Exeter na ktorym koncentrowal sie ogien).
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Wto 04 Wrz, 2007   

Przyszedł mi do głowy taki pomysł jak „wilcze stado kieszonkowców”, czy coś takiego miałoby rację bytu? Wyobrażam to sobie jako jednoczesne operowanie na oceanie około 6 takich okrętów jednak nie w jednym zespole ale autonomicznie jednak tak aby mogły wspierać się parami lub trójkami. Załóżmy też że budowano by również jednostki rozwojowe o większej prędkości, powiedzmy 30-33 węzłów. Okręty takie były rozważane, tyle tylko że wyewoluowały w coś większego i droższego.
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
Gość

Wysłany: Śro 05 Wrz, 2007   

Jak sobie wyobrazasz zaopatrywanie takiego zespolu? To nier byly UBooty - nawet zaopatrywanie Grafa Spee napotykalo pewne trudnosci i trzeba bylo zdrowo kombinowac.
Taki zespol dwoch okretow moglby troche namieszac gdyby wyszedl w morze na poczatku wojny - przeciez Graf Spee tez nie atakowal konwojow a tylko topil pojedynczo plynace statki. Admiral Scheer wpadl na konwoj eskortowany przez pojedynczy okret (i w dodatku ciezko go bylo nazwac wojennym) i zdolal zatopic tylko piec statkow - walka Jervis Bay dala reszcie konwoju czas na ucieczke. Gdyby w konwoju plynely jeszcze ze dwa niszczyciele moglo byc roznie - szanse na wymanewrowanie raidera spore, i jedna torpeda moglaby wystarczyc.

Poza tym NIemcy mieli zaledwie trzy okrety tej klasy...Lutzow nie odegral kompletnie zadnej roli, Graf Spee w ciagu 4 miesiec zatopil 9(tak, dziewiec!) statkow handlowych - UBoot po jednym patrolu potrafil wrocic z wiekszym tonazem zatopionym, a byl o wiele tanszy w eksploatacji; Admiral Scheer zatopil 16 statkow w ciagu 5 miesiecy. OKrety nie sprawdzily sie ( a w dodatku posrednio rejs Scheera przyczynil sie do dodawania okretom handlowym eskorty okretow wojennych (w wiekszych konwojach a przez to do zaglady Scharnhorsta).

Wspominam ciagle Jervis Baya bo odkad tylko o tej walce przeczytalem zapadla mi w pamiec - okret handlowy uzbrojony w przestarzale 6 calowe dziala nawiazujacy walke z poteznym okretem wojennym - walke, ktorej nie mial szans wygrac...
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Śro 05 Wrz, 2007   

W ten sam sposób w jaki zaopatrywano Scharnhorsta i Gneisenau które jak wiadomo były conajmniej dwukrotnie bardziej paliwożerne niż kieszonkowce i miały 3 razy liczniejsze załogi. Wyobrażam też sobie wpadnięcie dwóch kieszonkowców na konwój eskortowany przez powiedzmy 2 krążowniki pomocnicze i wydaje mi się że różnie to mogło wyglądać. Wyobrażam też sobie skoordynowany atak kieszonkowców i ubootów na konwoje które jak wiadomo nie wszystkie mogły mieć eskortę pancernika.
Jakby na to nie patrzeć to 2 okręty operujące w tym samym czasie nie mogą być jednocześnie wszędzie, 6 jednostek już nieco gęściej pokrywa akwen. Oczywiście jest problem z zespołami krążowników brytyjskich, dlatego jednak wymyśliłem sobie podwójne lub potrójne grupy okrętów które mogłyby szybko przyjść z odsieczą i że kolejne wersje kieszonkowców robiłyby około 33 węzłów.
Gdybym miał wszystko do końca przemyślane to bym to opisał, jednak moim celem jest przedyskutowanie różnych wariantów tego pomysłu.
Właśnie zauważyłem że to trochę nie ten temat więc może kontynuujmy tutaj: http://www.taktykaistrate...8e735d6df#73412
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
Wuk
Chorąży


Dołączył: 26 Paź 2004
Posty: 388
Skąd: Radzyń Podlaski
Wysłany: Nie 05 Paź, 2008   

jogi bear napisał/a:
Brytyjskie KL były próbą unowocześnienia dotychczasowej sztuki prowadzenia wojen morskich która praktycznie nie zmieniła się od kilkuset lat.


Akurat. Para i żelazo wywróciły strategię i taktykę wojen morskich kilkakrotnie i to w ciągu niespełna 40 lat (od jakiegoś 1860 roku). Przede wszystkim zależność od materiałów pędnych uniemożliwiła tradycyjny sposób wojowania czyli blokadę morską portów. Bez tego flota liniowa straciła rację swego bytu. Na poczekaniu przyjmowano, że jej celem będzie starcie z flotą liniową przeciwnika. Niestety koncepcja taka, poza eutarkicznym nonsensem, wymaga szybkiego i precyzyjnego wprowadzenia floty do walki, co nigdy nie dało się zrealizować. Historia oczywiście nieczego nie dowodzi tylko pokazuje. Pokazała, że pełnomorski pancernik jest w zasadzie operacyjnie zupełnie bezużyteczny. W wojnie secesyjnej walczyły pojedyńcze jednostki przybrzeżne o charakterze eksperymentalnym. W wojnie amerykańsko-hiszpańskiej pancerniki nie odegrały żadnej roli. W wojnie rosyjsko- japońskiej znikomą bo głównie wylatywały na minach, próbując taktyki klasycznej blokady w werski przybrzeznej (tylko na taką starczało węgla). Zwycięstwo pod Cusimą było dziełem manewru i prędkości Japończyków (szybkie skrzydło krazowników odcieło drogę Rosjanom)oraz paru technicznych gadżetów. No i w obu wojnach światowych nie widzimy żadnej roli floty liniowej. I wojna wykopała pancernikom grób, pokazując, że klasyczną taktykę blokady mogą z powodzeniem realizować nowe środki (flota podwodna) bez oglądania się na jakikolwiek fleet in being pancerników. To był koniec. Flota liniowa nie tylko straciła znaczenie ale mogła stać się gwoździem do trumny tego, kto ja posiadał.
Mogę się zgodzić, że krążowniki liniowe miały przełamać ten operacyjny impas na jaki skazane były floty liniowe. Częściowo jakoś to wyszło. Cała I wojna na morzu to w zasadzie wojna krążowników (liniowych, pancernych, lekkich i pomocniczych). Również w bitwie jutlandzkiej tylko krazowniki nie miały kłopotu z nawiązaniem walki. Ale to wszysto tylko epizody.
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Śro 26 Lis, 2008   

Wuk nawet nie wie że właściwie to samo usiłuję powiedzieć wbrew pozorom.
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
jogi bear
Chorąży


Dołączył: 31 Maj 2006
Posty: 397
Wysłany: Czw 11 Gru, 2008   

Z Cuszimą to może przegięcie, ale swego czasu spotkałem się ze zdaniem które moim zdaniem świetnie obrazuje co było nie tak z pancernikami, szło to mniej więcej tak: Od Royal Navy oczekiwano że stoczy bitwę która doprowadzi do wygrania wojny...
I to był chyba problem pancerników i całej floty liniowej. Jak twierdzi Tadeusz Klimczyk: [i]nawet gdyby bitwa Jutlandzka doprowadziła do zniszczenia którejkolwiek z flot liniowych, zapewne nie wpłynęło by to na przebieg działań na froncie. W pewnym momencie okazało się że ta potwornie kosztowna broń do nie spełnia pokładanych w niej nadziei, a przestała spełniać ponieważ pojawiły się nowe rodzaje broni które zepchnęły flotę liniową – a więc pancerniki, do defensywy. Pierwszą z nich były okręty podwodne (realizujące „blokadę portów” – okręty podwodne nie tylko były odsunęły tę blokadę od wybrzeża a nawet rozszerzyły na cały akwen), kolejną lotniskowce które zapełniały ostatnią lukę (spełniające funkcję „uderzeniową”) po zadaniach które niegdyś wypełniała flota liniowa.
_________________
Jestem patriotą i nigdy, przenigdy za żadne skarby świata nie oddam Yellowstone, nawet jednego akra własnej ziemi.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 8