Taktyka i Strategia - Forum Strona GłównaTaktyka i Strategia - Forum Strona Główna

To forum wykorzystuje pliki cookies do zapamiętywania spersonalizowanych preferencji.
Ustawienia dotyczace plików cookies można zmienić samodzielnie w przegladarce internetowej.
Szczegóły na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji.


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload


Poprzedni temat «» Następny temat
Czy 4 czerwca powinien stać się narodowym świętem?

Czy 4 czerwca zasługuje na miano święta narodowego/
tak
33%
 33%  [ 7 ]
nie
66%
 66%  [ 14 ]
Głosowań: 1
Wszystkich Głosów: 21

Autor Wiadomość
R. Lee
Sierżant



Dołączył: 13 Kwi 2008
Posty: 215
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   Czy 4 czerwca powinien stać się narodowym świętem?

Temat mało militarny ale ostatnio modny w telewizji i częściowo powiązany z "żołnierzami wyklętymi", Otóż pojawiły się głosy (wiadomo czyje), że dzień 4 czerwca (1989 :D żeby nie było) był dniem przełomowym i powinien być polskim świętem narodowym. Chciałbym koledzy żebyście wypowiedzieli się na ten temat w miarę logicznie uzasadniając swoją wypowiedź. Jako małą pomoc podam artykuł pana Bolesława Jaszczuka:

"Obchodzono ostatnio hucznie święto 4 czerwca pod pretekstem 20 rocznicy obalenia komunizmu. Już samo to pojęcie jest metodologicznie nietrafne.

Komunizm jest konstrukcją teoretyczną, dalekosiężnym punktem docelowym, do którego dążą komuniści, a nie praktyką ustrojową. Jednak najtęższe nawet umysły ochoczo przyswoiły sobie tę formułkę wymyśloną przez dość prymitywnie myślącą teoretyczkę myśli politycznej – Joannę Szczepkowską. Przyswoiły, gdyż było to im wygodne do wprowadzania w życie ustaw dekomunizacyjnych czy też dziwolągów prawnych pod nazwą zbrodnia komunistyczna. Tak jakby w najnowszej historii Polski nie było zbrodni antykomunistycznych popełnianych przez zbrojne podziemie.

Sporna chronologia obalania

Jednak i to mocno naciągane nazewnictwo nijak nie przystaje do faktów historycznych. Cóż bowiem wydarzyło się w dniu 4 czerwca 1989 r.? Odbyły się wybory, których wynik został wcześniej ustalony w wyniku porozumienia zawartego przy Okrągłym Stole. Z góry było wiadomo, że 65 procent mandatów sejmowych przypadnie rządzącej wówczas koalicji PZPR-ZSL-SD. O wyborach do Senatu nie wspominam, ponieważ jako izba wyższa ma niższe od Sejmu umocowanie w polskim systemie politycznym. W dniu 4 czerwca świętowano zatem rocznicę wydarzenia, które można by określić jako farsę wyborczą. Następnego dnia, tj. 5 czerwca, nawet najbardziej wnikliwi obserwatorzy nie zauważyli zmiany ustroju. Nadal nie było prywatyzacji, bezrobocia, płatnej służby zdrowia, tudzież innych radości życia, jakie niesie nam obecny ustrój. „Komunizm” trwał nadal, choć ponoć się skończył.

Wynik niedemokratycznych wyborów czerwcowych utrwalał panowanie dotychczasowych wspomnianych wyżej sił politycznych z PZPR na czele. Układ ten został w pewnym momencie obalony przez szefów ZSL i SD. Można zatem powiedzieć, że tzw. komunizm obalili do spółki Malinowski z Jóźwiakiem i to na ich cześć świętujący rocznicę powinny piać hymny pochwalne. Obaj wspomniani wyżej panowie wyszli na tym jak przysłowiowy Zabłocki, znikając ze sceny politycznej. Mówi się, że rewolucja pożera własne dzieci. W tym przypadku dzieci same wystawiły się na żer rewolucji. Zjednoczone Stronnictwo Ludowe po zmianie nazwy utrzymuje się do dziś na powierzchni życia politycznego jako koalicjant do wynajęcia – innymi słowy polityczna kurtyzana. Jego przywódca nie przypomina nie tylko Witosa, lecz nawet Pawlaka z filmu „Sami swoi”. Z ludowca, którego rolę grał za czasów rządów SLD, przekształcił się w liberała rządzącego gospodarką pod dyktando PO. W gorszej sytuacji znalazło się Stronnictwo Demokratyczne, które całkowicie wypadło z gry. Widocznie w państwie demokratycznym nie ma zapotrzebowania na partię odwołującą się w swej nazwie do demokracji, co potwierdza także los demokratów.pl.

Jednakże nawet po koniunkturalnej wolcie PZPR-owskich sojuszników utrzymywał się okres przejściowy – od dyktatury aparatu do dyktatury kapitału. W rządzie Tadeusza Mazowieckiego nad newralgicznym resortem spraw wewnętrznych nadal panował Czesław Kiszczak, a prezydentem był Wojciech Jaruzelski. Ten z lekka paranoidalny układ skończył się wraz z wymiksowaniem z rządu „komunistycznych” funkcjonariuszy i wyborem Lecha Wałęsy na prezydenta. Ostatecznym uhonorowaniem tego procesu była zmiana nazwy państwa, które pozbyło się uciążliwego i nijak nieprzystającego do rzeczywistości przymiotnika Ludowa.

Można, oczywiście, argumentować, że wybory 4 czerwca uruchomiły cały proces zmian ustrojowych. Można, lecz taka argumentacja jest pozbawiona logicznego sensu. Początkiem procesu była, bowiem dwustronna zgoda na ustawienie Okrągłego Stołu i rozpoczęcie debaty, która w konsekwencji doprowadziła do kontraktowych wyborów. Ponadto przypisywanie sobie tzw. zasługi w obaleniu ówczesnego ustroju jest wyrazem megalomanii rządzących polską elit. Nie uwzględnia ona całej otoczki międzynarodowej. Nie chodzi tu nawet o Gorbaczowa ani pozbycie się strachu przed radziecką interwencją militarną. Nie byłoby upadku europejskiego socjalizmu bez decyzji ówczesnego węgierskiego premiera Imre Pozsgaya. Kazał on otworzyć granicę z Austrią, umożliwiając tym samym obywatelom NRD swobodne przedostanie się do zachodniej części Niemiec. Następstwem tego była likwidacja muru berlińskiego, co z kolei ośmieliło Rumunów do likwidacji Çeauşescu. Europejski system socjalistyczny znajdował się już wówczas w głębokim kryzysie. Dotyczył on zarówno reformującego się ZSRR, zreformowanej Polski i Węgier, reformującej się słownie Czechosłowacji i Bułgarii, odpornej na reformy Rumunii i NRD, stalinowskiej Albanii i pozostającej nieco z boku Jugosławii. W ówczesnych realiach nie było szans na utrzymanie starego systemu – nawet wówczas, gdyby Wałęsa nie skakał przez płot, a polscy wyborcy nie głosowaliby tak, a nie inaczej w dniu 4 czerwca.

Krajobraz porównawczy przed obałką

PRL nie była państwem doskonałym. Drogi naprawcze były, jak to z reguły bywa, dwie – reformowanie bądź likwidacja. Chiny wybrały tę pierwszą drogę i mają obecnie najwyższe tempo wzrostu gospodarczego na świecie. Polska poszła drogą likwidacji i od 20 lat grzęźnie w bagnie permanentnego kryzysu. Ówczesna opozycja, która sama siebie nazwała demokratyczną, ukuła dogmat o niereformowalności socjalizmu, wiedząc, że nawet najbardziej demokratyczny socjalizm nie dałby im szansy na oddanie kraju pod władanie kapitału, kościoła i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem pod koniec swego żywota socjalizm zaczął się coraz intensywniej cywilizować. Ludzie dostali do ręki paszporty, praktycznie znikła cenzura – zwłaszcza w kierowanej przez Urbana telewizji, gdzie w Studio Otwartym każdy mógł gadać, co chciał.

W PRL ludziom żyło się różnie – niektórym bogato, innym skromnie. Jednak nawet ludzie o skromnych dochodach mieli większe niż obecnie poczucie bezpieczeństwa. Nie bano się utraty pracy, nie musiano godzić się na upokarzający dyktat tzw. pracodawców. Nie obawiano się eksmisji z powodu braku możliwości płacenia za czynsz ustalany w absurdalnie niebotycznej wysokości przez potomków dawnych kamieniczników. Można by tu jeszcze wymienić i inne niereformowalne dziwolągi, jak bezpłatny dostęp do nieurynkowionej opieki lekarskiej i nauki – od podstawówki po studia doktoranckie, tanie wczasy czy bezpłatne sanatoria. W zniewalającym obywateli państwie zniewoleni obywatele czytali książki, a po cenzurowane gazety ustawiały się kolejki. Dostatniej niż pracownikom aparatu partyjnego żyło się nie tylko tzw. prywatnej inicjatywie, ale i rolnikom – mimo tego, że nie dostawali dotacji z Unii Europejskiej. Wszystkie te czynniki w większym stopniu niż możliwość tworzenia partii politycznych czy publiczna swoboda wypowiedzi decydują o tym, co się nazywa jakością życia. Dotyczy bowiem większości obywateli, a nie politycznie aktywnej opozycyjnej mniejszości.

Faktem jest i to, że jakość życia codziennego znacznie się pogorszyła w 1980 r., co doprowadziło do strajków, a następnie do powstania „Solidarności”. I wówczas rozpoczęła się gra pozorów. Wierchuszka „Solidarności” udawała, że jest związkiem zawodowym, a nie strukturą polityczną. Udawała, że dba o interesy społeczne, podczas gdy doprowadziła do niekontrolowanego napływu pieniędzy na rynek, a w konsekwencji do szalejącej inflacji i dalszego pogłębienia braków rynkowych. Sterujący „S” polityczni doradcy nie rozszerzyli listy słynnych 21 postulatów o te najważniejsze, jak – prywatyzacja i niszczenie gospodarki państwowej, likwidacja spółdzielczości, wprowadzenie systemu gospodarczego tworzącego bezrobocie i monstrualne nierówności społeczne, urynkowienie służby zdrowia i innych usług publicznych, światopoglądowa dominacja kościoła katolickiego, zwrot własności kamienicznikom, oddanie sektora finansowego we władanie banków zagranicznych, przejście z Układu Warszawskiego do NATO.

Kamuflowanie rzeczywistych intencji, – czyli mówiąc po ludzku: okłamywanie ludzi – weszło już tak głęboko w nawyk politykom wywodzącym się z „S”, że kultywują tę praktykę do dnia dzisiejszego, o czym świadczą ich publicznie wypowiadane enuncjacje. Oprócz kłamstw rozpowszechnia się też mity. Jednym z nich jest mit wolnej i suwerennej RP przeciwstawianej PRL zniewolonej przez Sowietów. Polska sprzed 20 lat funkcjonowała w określonej konfiguracji politycznej. Jednak w porównaniu z obecnie obserwowanym proamerykańskim wazeliniarstwem ówczesne władze starały się bardziej dbać o interesy własnego kraju, choć nie wszystkie te działania były publicznie eksponowane, jak np. ostre kłótnie między Gomułką a Breżniewem podczas posiedzeń RWPG. Nieporównywalnie większy był natomiast zakres suwerenności ekonomicznej. To nie Moskwa kazała nam utrzymywać prywatne rolnictwo, handel czy rzemiosło, a w latach 80. zakładać firmy polonijne. ZSRR miał zerowy udział w polskich przedsiębiorstwach produkcyjnych i bankach. Nie narzucał – jak to czynił w pierwszych latach tzw. transformacji Międzynarodowy Fundusz Walutowy – kierunków polityki gospodarczej ani nie wymagał konsultowania budżetu. Przypomnijmy też, że polskie władze nie zabiegały o ustanowienie na naszej ziemi nowych radzieckich baz wojskowych ani też nie wspomagały ZSRR wysyłając żołnierzy do Afganistanu.

Rocznicę 4 czerwca powiązano z inną rocznicą – 1 września 1939 r., co jest na swój sposób logiczne. Jeżeli już świętujemy narodowe klęski, to róbmy to ciurkiem, skoro już jesteśmy tacy masochiści. Świętowanie to przybiera różne formy. Np. z okazji rocznicy wrześniowej ma powstać nowa edycja ;Przygód Romka, Tomka i Atomka, którzy tym razem biorą udział w Powstaniu Warszawskim. Pomysł ten wart jest kontynuacji również w odniesieniu do świętowanego czerwca. Mógłby przecież powstać komiks o tym, jak trzech chłopaków obala komunę. Albo jeszcze lepiej. O tym, jak Romek obalił komunizm, Tomek obalił Romka, a Atomek obalił flachę. Byłby to tzw. komiks z kluczem. Romek ; to Wałęsa, Tomek; Kaczyński, a Atomek to my wszyscy pozostali. "

Wiem że trochę długie, ale warto przeczytać przed odpowiedzią, mam nadzieję że wyniknie z tego przyjemna dyskusja
_________________
Wolę złych od głupich, bo po złych wiem, czego się spodziewać. A już nie znoszę ludzi złych i glupich jednocześnie.
 
 
 
Gość

Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   

Powiem tak: świętem - być może
dniem wolnym od pracy - stanowcze nie.

1 września też czcimy (trudno mówić o świętowaniu) ale póki co dniem wolnym nie jest.
 
 
Wojciech Zalewski
Generał (wydawca)


Pomógł: 5 razy
Dołączył: 15 Mar 2004
Posty: 14485
Skąd: warszawa
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   

cos na wzór świeta flagii

Ale obyśmy nie popadli w totalitaryzm świąt.
_________________
https://www.facebook.com/...?ref=ts&fref=ts
 
 
 
R. Lee
Sierżant



Dołączył: 13 Kwi 2008
Posty: 215
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   

jednak nasza władza strasznie wydziwia
_________________
Wolę złych od głupich, bo po złych wiem, czego się spodziewać. A już nie znoszę ludzi złych i glupich jednocześnie.
 
 
 
Dżenesh
Szeregowy


Dołączył: 20 Maj 2009
Posty: 22
Skąd: Płock
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   Re: Czy 4 czerwca powinien stać się narodowym świętem?

Dla mnie może być świętem, ale pod warunkiem że zlikwidujemy socjalistyczne święto 1 maja.

R. Lee napisał/a:

PRL nie była państwem doskonałym. Drogi naprawcze były, jak to z reguły bywa, dwie – reformowanie bądź likwidacja. Chiny wybrały tę pierwszą drogę i mają obecnie najwyższe tempo wzrostu gospodarczego na świecie. Polska poszła drogą likwidacji i od 20 lat grzęźnie w bagnie permanentnego kryzysu. Ówczesna opozycja, która sama siebie nazwała demokratyczną, ukuła dogmat o niereformowalności socjalizmu, wiedząc, że nawet najbardziej demokratyczny socjalizm nie dałby im szansy na oddanie kraju pod władanie kapitału, kościoła i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem pod koniec swego żywota socjalizm zaczął się coraz intensywniej cywilizować. Ludzie dostali do ręki paszporty, praktycznie znikła cenzura – zwłaszcza w kierowanej przez Urbana telewizji, gdzie w Studio Otwartym każdy mógł gadać, co chciał.

W PRL ludziom żyło się różnie – niektórym bogato, innym skromnie. Jednak nawet ludzie o skromnych dochodach mieli większe niż obecnie poczucie bezpieczeństwa. Nie bano się utraty pracy, nie musiano godzić się na upokarzający dyktat tzw. pracodawców. Nie obawiano się eksmisji z powodu braku możliwości płacenia za czynsz ustalany w absurdalnie niebotycznej wysokości przez potomków dawnych kamieniczników. Można by tu jeszcze wymienić i inne niereformowalne dziwolągi, jak bezpłatny dostęp do nieurynkowionej opieki lekarskiej i nauki – od podstawówki po studia doktoranckie, tanie wczasy czy bezpłatne sanatoria. W zniewalającym obywateli państwie zniewoleni obywatele czytali książki, a po cenzurowane gazety ustawiały się kolejki. Dostatniej niż pracownikom aparatu partyjnego żyło się nie tylko tzw. prywatnej inicjatywie, ale i rolnikom – mimo tego, że nie dostawali dotacji z Unii Europejskiej. Wszystkie te czynniki w większym stopniu niż możliwość tworzenia partii politycznych czy publiczna swoboda wypowiedzi decydują o tym, co się nazywa jakością życia. Dotyczy bowiem większości obywateli, a nie politycznie aktywnej opozycyjnej mniejszości.


Dawaj, dawaj więcej. Dawno takich bredni socjalistycznych nie czytałem. Chcę jeszcze, proszę oświeć mnie ciemniaka jakim to cudownym ustrojem jest tzw. "prawdziwy" socjalizm!!!
_________________
"Kto w młodości nie był lewicowcem ten jest bez serca. Kto będąc dojrzałym nie jest konserwatystą ten jest bez rozumu"
 
 
R. Lee
Sierżant



Dołączył: 13 Kwi 2008
Posty: 215
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   Re: Czy 4 czerwca powinien stać się narodowym świętem?

Dżenesh napisał/a:
Dla mnie może być świętem, ale pod warunkiem że zlikwidujemy socjalistyczne święto 1 maja.

R. Lee napisał/a:

PRL nie była państwem doskonałym. Drogi naprawcze były, jak to z reguły bywa, dwie – reformowanie bądź likwidacja. Chiny wybrały tę pierwszą drogę i mają obecnie najwyższe tempo wzrostu gospodarczego na świecie. Polska poszła drogą likwidacji i od 20 lat grzęźnie w bagnie permanentnego kryzysu. Ówczesna opozycja, która sama siebie nazwała demokratyczną, ukuła dogmat o niereformowalności socjalizmu, wiedząc, że nawet najbardziej demokratyczny socjalizm nie dałby im szansy na oddanie kraju pod władanie kapitału, kościoła i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem pod koniec swego żywota socjalizm zaczął się coraz intensywniej cywilizować. Ludzie dostali do ręki paszporty, praktycznie znikła cenzura – zwłaszcza w kierowanej przez Urbana telewizji, gdzie w Studio Otwartym każdy mógł gadać, co chciał.

W PRL ludziom żyło się różnie – niektórym bogato, innym skromnie. Jednak nawet ludzie o skromnych dochodach mieli większe niż obecnie poczucie bezpieczeństwa. Nie bano się utraty pracy, nie musiano godzić się na upokarzający dyktat tzw. pracodawców. Nie obawiano się eksmisji z powodu braku możliwości płacenia za czynsz ustalany w absurdalnie niebotycznej wysokości przez potomków dawnych kamieniczników. Można by tu jeszcze wymienić i inne niereformowalne dziwolągi, jak bezpłatny dostęp do nieurynkowionej opieki lekarskiej i nauki – od podstawówki po studia doktoranckie, tanie wczasy czy bezpłatne sanatoria. W zniewalającym obywateli państwie zniewoleni obywatele czytali książki, a po cenzurowane gazety ustawiały się kolejki. Dostatniej niż pracownikom aparatu partyjnego żyło się nie tylko tzw. prywatnej inicjatywie, ale i rolnikom – mimo tego, że nie dostawali dotacji z Unii Europejskiej. Wszystkie te czynniki w większym stopniu niż możliwość tworzenia partii politycznych czy publiczna swoboda wypowiedzi decydują o tym, co się nazywa jakością życia. Dotyczy bowiem większości obywateli, a nie politycznie aktywnej opozycyjnej mniejszości.


Dawaj, dawaj więcej. Dawno takich bredni socjalistycznych nie czytałem. Chcę jeszcze, proszę oświeć mnie ciemniaka jakim to cudownym ustrojem jest tzw. "prawdziwy" socjalizm!!!


A mnie proszę oświecić jak cudownie nam się teraz żyje bo jakoś nie zauważyłem raju jaki nam obiecywali (co nie oznacza że twierdzę iż realny socjalizm jest wspaniały)
_________________
Wolę złych od głupich, bo po złych wiem, czego się spodziewać. A już nie znoszę ludzi złych i glupich jednocześnie.
 
 
 
Wojciech Zalewski
Generał (wydawca)


Pomógł: 5 razy
Dołączył: 15 Mar 2004
Posty: 14485
Skąd: warszawa
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   

Mimo wszystkiego prosze o zachowanie formy.
_________________
https://www.facebook.com/...?ref=ts&fref=ts
 
 
 
R. Lee
Sierżant



Dołączył: 13 Kwi 2008
Posty: 215
Skąd: Sosnowiec
Wysłany: Nie 14 Cze, 2009   

Tak jest Obywatelu Wydawco :D . Melduję posłusznie iż uniosłem się z powodu zachować obywatela Dżenesh'a
_________________
Wolę złych od głupich, bo po złych wiem, czego się spodziewać. A już nie znoszę ludzi złych i glupich jednocześnie.
 
 
 
Fanatyk
Podpułkownik


Dołączył: 05 Sie 2005
Posty: 2085
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro 17 Cze, 2009   

Zagłosowałem na "nie" bo nie uważam, że to taki przełomowy dzień. On i tak nadchodził, a okrągły stół tak go akurat ustanowił przez datę wyborów. Moim zdaniem tego dnia zdobyliśmy sporo jako kraj i obywatele, ale też straciliśmy przez to kilka lat niezałatwionych spraw. Niekóre (jak lustracja i dekomunizacja) wleką się do dziś. Nie mówię już o uwłaszczeniu się komunistów w spółkach nomenklaturowych itd itd. Trochę dzień straconych szans, ale nie przez 4 czerwca a przez sam okrągły stół.
_________________
W.I.Lenin: "Nie sztuką jest sprawić, żeby człowiek umarł. Sztuką jest sprawić, żeby umarł z przyczyn naturalnych". Smoleńsk - pamiętamy 10.04.2010
Ostatnio zmieniony przez Fanatyk Czw 18 Cze, 2009, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Nietoperz
St. sierżant


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 333
Wysłany: Śro 17 Cze, 2009   

Głosowałem na "Nie" bo mam już dość tego wszystkiego czym karmią nas środki masowego przekazu. Pytałem starsze osóby w domu co o tym sądzą. Twierdzili że: "Żadne znaki na niebie zapowiadające zmiany się nie pojawiły, a ludzie pozostali tacy sami. Z tym wiąże się wszystko to co ludzie sobą reprezentują, bo póki oni się nie zmienią, to nic się nie zmieni"
Poza tym zgoda z tym co napisał Fanatyk.
 
 
Strzelec
Szeregowy


Dołączył: 31 Sty 2011
Posty: 17
Wysłany: Śro 09 Lut, 2011   Re: Czy 4 czerwca powinien stać się narodowym świętem?

R. Lee napisał/a:
Dżenesh napisał/a:
Dla mnie może być świętem, ale pod warunkiem że zlikwidujemy socjalistyczne święto 1 maja.

R. Lee napisał/a:

PRL nie była państwem doskonałym. Drogi naprawcze były, jak to z reguły bywa, dwie – reformowanie bądź likwidacja. Chiny wybrały tę pierwszą drogę i mają obecnie najwyższe tempo wzrostu gospodarczego na świecie. Polska poszła drogą likwidacji i od 20 lat grzęźnie w bagnie permanentnego kryzysu. Ówczesna opozycja, która sama siebie nazwała demokratyczną, ukuła dogmat o niereformowalności socjalizmu, wiedząc, że nawet najbardziej demokratyczny socjalizm nie dałby im szansy na oddanie kraju pod władanie kapitału, kościoła i Stanów Zjednoczonych. Tymczasem pod koniec swego żywota socjalizm zaczął się coraz intensywniej cywilizować. Ludzie dostali do ręki paszporty, praktycznie znikła cenzura – zwłaszcza w kierowanej przez Urbana telewizji, gdzie w Studio Otwartym każdy mógł gadać, co chciał.

W PRL ludziom żyło się różnie – niektórym bogato, innym skromnie. Jednak nawet ludzie o skromnych dochodach mieli większe niż obecnie poczucie bezpieczeństwa. Nie bano się utraty pracy, nie musiano godzić się na upokarzający dyktat tzw. pracodawców. Nie obawiano się eksmisji z powodu braku możliwości płacenia za czynsz ustalany w absurdalnie niebotycznej wysokości przez potomków dawnych kamieniczników. Można by tu jeszcze wymienić i inne niereformowalne dziwolągi, jak bezpłatny dostęp do nieurynkowionej opieki lekarskiej i nauki – od podstawówki po studia doktoranckie, tanie wczasy czy bezpłatne sanatoria. W zniewalającym obywateli państwie zniewoleni obywatele czytali książki, a po cenzurowane gazety ustawiały się kolejki. Dostatniej niż pracownikom aparatu partyjnego żyło się nie tylko tzw. prywatnej inicjatywie, ale i rolnikom – mimo tego, że nie dostawali dotacji z Unii Europejskiej. Wszystkie te czynniki w większym stopniu niż możliwość tworzenia partii politycznych czy publiczna swoboda wypowiedzi decydują o tym, co się nazywa jakością życia. Dotyczy bowiem większości obywateli, a nie politycznie aktywnej opozycyjnej mniejszości.


Dawaj, dawaj więcej. Dawno takich bredni socjalistycznych nie czytałem. Chcę jeszcze, proszę oświeć mnie ciemniaka jakim to cudownym ustrojem jest tzw. "prawdziwy" socjalizm!!!


A mnie proszę oświecić jak cudownie nam się teraz żyje bo jakoś nie zauważyłem raju jaki nam obiecywali (co nie oznacza że twierdzę iż realny socjalizm jest wspaniały)


Rok 1989 coś zmienił? Oprócz fasady oczywiście? To była dobrze dogadana sprawa, naród to łyknął i ciągnie się niestety do dziś. 4 czerwca dla mnie to początek klęski i oddalenia szansy na prawdziwą wolność, a nie zwycięstwo.
Swoją drogą jestem zszokowany takim pojmowaniem historii jaką funduje R. Lee. Nie tylko w tym temacie. To oczywiście moje prywatne zdanie. Mam tylko nadzieję, że dzieci, które uczę w szkole historii nigdy nie będą wygadywać takich rzeczy. To wszystko, co mam do powiedzenia w tym temacie.
 
 
Wojciech Zalewski
Generał (wydawca)


Pomógł: 5 razy
Dołączył: 15 Mar 2004
Posty: 14485
Skąd: warszawa
Wysłany: Śro 09 Lut, 2011   

A wg. Ciebie nie widać różnic? przed i po 1989?
(proszę wybaczyc śmiałośc, ale odważę się zadać pytanie o wiek)
 
 
 
Strzelec
Szeregowy


Dołączył: 31 Sty 2011
Posty: 17
Wysłany: Śro 09 Lut, 2011   

To zdecydowanie zbyt banalnie postawione pytanie (retoryczne zresztą).
Oczywiście, że przemiany muisały zostać podjęte, opium musiano przeceiż ludowi podać. Czy jednak wg Ciebie tempo i kierunek tzw. przemian jest właściwe? Dla mnie zdecydowanie nie. Mój wiek w 1989 roku nie pozwalał na dojrzałą ocenę ówczesnych wydarzeń. Sądzę jednak, że większość ludzi z politycznego punktu widzenia nie była w stanie ocenić wówczas sytuacji. Ocena przyszła zdecydowanie później, niestety. Dla mnie "okrągły stół" to jedna wielka mistyfikacja i zrobienie ze społeczeństwa "wała". I nie sądzę, że jestem w tym poglądzie osamotniony. Nie chciałbym zresztą rozwijać tego wątku za daleko.
 
 
Bergman
Kapitan



Dołączył: 22 Paź 2004
Posty: 1367
Skąd: Żory
Wysłany: Czw 10 Mar, 2011   Re: Czy 4 czerwca powinien stać się narodowym świętem?

R. Lee napisał/a:

Tymczasem pod koniec swego żywota socjalizm zaczął się coraz intensywniej cywilizować. Ludzie dostali do ręki paszporty, praktycznie znikła cenzura – zwłaszcza w kierowanej przez Urbana telewizji, gdzie w Studio Otwartym każdy mógł gadać, co chciał.

Nie bano się utraty pracy, nie musiano godzić się na upokarzający dyktat tzw. pracodawców. Nie obawiano się eksmisji z powodu braku możliwości płacenia za czynsz ustalany w absurdalnie niebotycznej wysokości przez potomków dawnych kamieniczników.[...] Dostatniej niż pracownikom aparatu partyjnego żyło się nie tylko tzw. prywatnej inicjatywie, ale i rolnikom – mimo tego, że nie dostawali dotacji z Unii Europejskiej. Wszystkie te czynniki w większym stopniu niż możliwość tworzenia partii politycznych czy publiczna swoboda wypowiedzi decydują o tym, co się nazywa jakością życia. Dotyczy bowiem większości obywateli, a nie politycznie aktywnej opozycyjnej mniejszości.


Homo sovieticus w postaci klinicznej, no ja cię sunę. co do jakości życia na poziomie najniższym, czyli miski ryżu. Kolejki po sraltaśmę się ustawiały, pralke, lodówkę, czy telewizor można było dostac w Polsce, jak się miało krewnych górników na SLąsku, którzy dostawali to w tzw sklepach G. , po kawę mieloną "arabica" też kolejki były, nie mówiąc juz o tym, że kefir po południu był nie do dostania. A co do braku lęku co do utraty pracy, to powiedz to tym z Ursusa, któzy się ośmielili zaprotestować przeciw podwyżkom cen.
_________________
- Jak się nazywasz przystojniaku?
- Borewicz
- A jak masz na imię?
- Porucznik
 
 
Wojciech Zalewski
Generał (wydawca)


Pomógł: 5 razy
Dołączył: 15 Mar 2004
Posty: 14485
Skąd: warszawa
Wysłany: Czw 10 Mar, 2011   

Strzelec napisał/a:
To zdecydowanie zbyt banalnie postawione pytanie (retoryczne zresztą).
Oczywiście, że przemiany muisały zostać podjęte, opium musiano przeceiż ludowi podać. Czy jednak wg Ciebie tempo i kierunek tzw. przemian jest właściwe? Dla mnie zdecydowanie nie. Mój wiek w 1989 roku nie pozwalał na dojrzałą ocenę ówczesnych wydarzeń. Sądzę jednak, że większość ludzi z politycznego punktu widzenia nie była w stanie ocenić wówczas sytuacji. Ocena przyszła zdecydowanie później, niestety. Dla mnie "okrągły stół" to jedna wielka mistyfikacja i zrobienie ze społeczeństwa "wała". I nie sądzę, że jestem w tym poglądzie osamotniony. Nie chciałbym zresztą rozwijać tego wątku za daleko.

Troszkę za dużo tez na raz, tak nie łatwo dyskutować.
Bo z jednej strony zostały dostrzeżone wady ustroju, ale od razu pozstawiono je na równi z "przemianą" i obecnym stylem zycia.
Zylismy w folwarku zwierzęcym po wygnaniu Gospodarza (w 1939). W 1989 dokonaliśmy zmiany systemu rządzenia. Inne kraje "zachodu" dokonały tego w 1945 roku. Mamy do odrobienia około 50 lat również w mentalności.
Mojżesz wprowadził do Izraela tylko tych którzy urodzilisię na Synaju. Po co tak zrobił? Otóz po to by nie było wśród jego ludu nikogo ktopamiętałniewolę.
My zaś niedość, że ją pamiętamu, to jeszcze zyjemy pośród ludzi którzy byli katami, uzurpatorami i zwykłymi rzezimieszkami. I nic na to nie poradzimy. Potrzeba dwóch może trzech pokoleń by "zapomnieć".
A na razie niech każdy weźmie się do ronoty i buduje swoją małą Polskę i kiedyś je połączymy w dużą.
 
 
 
Bergman
Kapitan



Dołączył: 22 Paź 2004
Posty: 1367
Skąd: Żory
Wysłany: Czw 10 Mar, 2011   

właściwie nawet trzech pokoleń. U mnie do dziś sie opowiada o takim czy inym, co to w czasie III powstania... I w związku z tym rodziny raczej sie na siebie bocza, choc juz jakieś 15 lat mija od śmierci ostatniego powstańca
_________________
- Jak się nazywasz przystojniaku?
- Borewicz
- A jak masz na imię?
- Porucznik
 
 
Karol3414
Major



Dołączył: 19 Kwi 2004
Posty: 1650
Skąd: 60 Pułk Piechoty Wielkopolskiej, Ostrów WLKP.
Wysłany: Pon 18 Kwi, 2011   

Oczywiście, że to powinno być święto narodowe. Przecież mam imieniny w tym dniu.
_________________
Za gruzy naszych miast,
za braci naszych krew.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 11